Inspiracje

W 30 dni zmieniłem swoje życie o 180 stopni (świadectwo cudu)

Maciej Wojtas

To może być najważniejszy artykuł, jaki przeczytasz w tym roku. To świadectwo cudu, którego doświadczam od ponad miesiąca. Ten CUD może być również Twoim udziałem. Dzieli Cię od niego dosłownie parę… kliknięć!

Przychodzi facet do lekarza

Czerwiec 2022

W ciasnej poczekalni siedzi kilka osób. Jest cicho, bo wszyscy wpatrują się w ekrany smartfonów. Wszyscy – poza gościem po czterdziestce i kobietą dobiegającą setki.

„Szczęściarze” – myśli facet. „Mają czym się zająć w tym bezsensownym miejscu”.

„Dziwny gość bez smartfona” – myślą pozostali. „Stoi i gapi się na plakaty firm farmaceutycznych. Przecież to strasznie nudne”.

Część I

Kim jestem?

Copywriterem, scenarzystą i storytellerem. Zdalnym freelancerem pracującym w domu. Mężem, który jest na wyciągnięcie ręki i ojcem, który zawsze ma czas dla swoich dzieci.

Moja praca polega na intensywnym myśleniu i zapisywaniu tego, co wymyślę – w edytorze tekstu. Edytor jest w laptopie, a laptop jest podłączony do internetu.

Gdyby nie był podłączony, nie straciłbym kilku lat życia. Stracił, zmarnował, przepieprzył, roztrwonił – każde słowo jest tu odpowiednie.

Nazywam się Maciej Wojtas i przez lata byłem uzależniony od mediów społecznościowych.

Ból

Wyobraź sobie, że po całym dniu pracy kładziesz się do łóżka. Chcesz zasnąć, ale gdy zamykasz oczy, pod powiekami przelatują ci tysiące obrazów.

Chcesz coś obmyślić na jutro, bo nie zdążyłeś napisać tekstu dla klienta, ale myślenie sprawia ci realny ból. Jakby ktoś gmerał ci w mózgu zardzewiałym śrubokrętem.

Próbujesz więc nie myśleć, ale głowa jest tak rozpędzona, że to niemożliwe.

Frustracja

Wyobraź sobie, że w głowie masz talent od Boga, w rękach twarde umiejętności, a na stronie firmowej bajeczne referencje wystawione przez klientów.

Mógłbyś mieć kasy jak lodu i życie jak w Madrycie.

Co z tego, kiedy dziennie produkujesz kilka razy mniej tekstów niż inni? Tworzysz niewiele, więc zarabiasz tyle, żeby starczyło ci do pierwszego. A choć piszesz mało, to i tak nie wyrabiasz się z robotą.

Przez wiele lat nie zdajesz sobie sprawy, dlaczego tak się dzieje. W końcu dochodzi do ciebie, że powodem tej degrengolady są media społecznościowe.

Uzależnienie, które z powodu swojego destrukcyjnego charakteru naukowcy porównują (słusznie!) z nałogiem alkoholowym.

Butelka, która nigdy się nie kończy

Wyobraź sobie butelkę wódki, na przykład „małpkę”. Za każdym razem, kiedy wypijasz łyczek – tyle samo pojawia się w środku. Twoja butelka nigdy nie jest pusta.

Albo niezniszczalny papieros, którego nie da się dopalić do końca. Albo woreczek strunowy z „towarem”, którego nie sposób opróżnić.

Takich rzeczy nie ma nawet w filmach science fiction. Tymczasem istnieje legalny narkotyk, który miliony ludzi na całym świecie nosi przy sobie: smartfon z Facebookiem.

Abstynencja

Gdyby ktoś zatrzasnął mnie na tydzień w naczepie tira z alkoholem, to po tygodniu zastałby mnie tam martwego. Nie, nie z przepicia. Z odwodnienia.

Jestem skrajnym abstynentem. W życiu wypiłem tylko jeden kieliszek szampana: na swoim własnym weselu. Nie palę, nie biorę narkotyków. Jestem czysty jak łza.

Żeby ochronić się przed tymi zagrożeniami, zbudowałem mur wyższy niż płot na granicy z Białorusią. Niestety, zapomniałem obstawić kierunek internetowy.

Na szczęście udało mi się w pełni ochronić rodzinę. Uzależnienie dotknęło tylko mnie. Wszystkie jego koszty wziąłem na siebie.

Jak to się zaczęło?

Jak zwykle w takich historiach: niewinnie.

Używam mediów społecznościowych od kilkunastu lat. Na początku wszystko było w porządku. Owszem, czytałem sporo treści tam opublikowanych, ale od zawsze lubiłem pochłaniać informacje. Gazety, książki, filmy dokumentalne – to był mój żywioł.

Sześć lat temu zaczął się zjazd w dół. Najpierw założyłem swój fanpejdż, a potem kilka grup na Facebooku. Zacząłem udzielać się na LinkedIn i hurtowo czytać Twittera.

Szaleństwo

Wyobraź sobie, że jesteś odludkiem. Zawsze stałeś na uboczu. Byłeś ignorowany. Praktycznie nie miałeś znajomych. I nagle, z dnia na dzień, stajesz się „gwiazdą towarzystwa”. Jak to możliwe? Dzięki grupom na FB!

Zakładasz pierwszą grupę. Ludzie lgną do niej, skuszeni oryginalną nazwą. Są zachwyceni. Reagują na Twoje posty. Komentują je. A skoro komentują, to wypada odpowiedzieć. Lub przynajmniej dać serduszko.

Grupa rozwija się błyskawicznie. Liczba komentarzy pod postami sięga kilkuset. Dopamina wylewa ci się uszami. Reagujesz, odpisujesz, heheszkujesz. I tak na okrągło. Nie zauważasz nawet, że z niewinnej zabawy zrobił się cały etat. Darmowy etat.

Czasu na pracę masz teraz mniej niż kiedykolwiek wcześniej, więc… zakładasz następną grupę. A potem jeszcze jedną i kolejną. Pędzisz na dno tak szybko, jak szybko rośnie wartość Facebooka na nowojorskiej giełdzie.

Wymówka nr 1

Alkoholik zawsze znajdzie powód, żeby się napić. Zracjonalizuje sobie tę potrzebę hasłem: „lekarz zalecił mi kieliszek wina do obiadu”. Też miałem różne wymówki. Najczęstszą było: „muszę zarobić na chleb”.

Nie siedziałem w social mediach, tylko „szukałem inspiracji do pisania”.

Nie scrollowałem Twittera, tylko „polowałem na świeże pomysły”.

Nie komentowałem postów na LinkedIn, tylko „budowałem markę osobistą”.

Nie mieszkałem na Facebooku, tylko „łapałem nowych klientów”.

A tak naprawdę – byłem uzależniony od dopaminy. Ta substancja wydziela się w mózgu, gdy ktoś zareaguje na to, co opublikowałeś na Facebooku, LinkedInie, Instagramie, Twitterze czy gdziekolwiek indziej.

Mówiąc brutalnie: gdy ktoś Cię doceni.

Wymówka nr 2

Druga wymówka również wyglądała na rozsądną: „musisz dużo czytać, żeby lepiej pisać”. Eksperci zalecają, by na jedną napisaną stronę przypadało 100 stron przeczytanych. Tylko że nie o Facebooka im raczej chodzi.

Fakt, czytałem bardzo dużo. Pochłaniałem gigabajty danych dziennie. Kiedy w lutym tego roku wybuchła wojna na wschodzie, przeczytałem dosłownie pół Twittera…

Wymówka nr 3

Na hasło: „budowanie marki osobistej” wyświetlają się w Google tysiące wyników. Każdy artykuł kładzie nacisk na to, by być w internecie, być tam, gdzie klienci.

A że dziś klienci spędzają czas w mediach społecznościowych, to budowałem swoją markę w oparach dopaminy.

Wymówka nr 4

„Muszę wszystko wiedzieć”. „Muszę trzymać rękę na pulsie”. To bardzo wygodna wymówka dla kogoś, kto żyje z tego, że dużo wie.

Nie wiedziałem jednak wtedy, jak bardzo media huśtają ludzkimi emocjami. I jak bardzo te emocje potęgują uzależnienie od... mediów społecznościowych. To niemal jak perpetuum mobile!

Destrukcja

Stawałem na głowie, żeby wyrobić się ze zleceniami. Pech chciał, że klienci byli zachwyceni. Gdyby było odwrotnie, pewnie szybciej bym otrzeźwiał.

Zacząłem jednak zauważać, że coraz trudniej mi się myśli. Coraz więcej wysiłku muszę wkładać w napisanie każdego zdania. Terminy nagliły, klienci powoli niecierpliwili się, a ja próbowałem rodzić kamienie nerkowe. Tak trudno było mi stworzyć coś sensownego!

Kilka sekund skupienia

Bardzo wkurzały mnie rady guru od zarządzania czasem. Najbardziej technika Pomodoro, czyli praca w 25-minutowych blokach, po których następowała pięciominutowa przerwa, a potem znowu kolejny blok aktywności.

W pewnym sensie również pracowałem w blokach. Tyle że moje bloki pracy skracały się z miesiąca na miesiąc. Doszedłem do sytuacji, w której mogłem skupić się maksymalnie przez kilka sekund. Potem skakałem na FB albo TT, żeby się odstresować i… odpływałem.

Jak ćpun.

Praca dla Coraz Lepszej Firmy

Teksty, które pisałem wówczas dla CLF-u, powstawały w momencie apogeum mojego uzależnienia. Czytając je, nie widać, ile każdy z nich kosztował mnie bólu i wysiłku.

Artykuł, który czytasz teraz, piszę w trakcie detoksu, na którym jestem od półtora miesiąca. Detoksu, który zafundowałem sobie jednym kliknięciem.

Detoksu, który uratował mi życie.

Część II

Dzień, w którym odzyskałem wolność

To był moment. Pamiętam dwie rzeczy: uderzenie o dno i błaganie o pomoc wysyłane w Górę. A potem myśl, która przyszła parę sekund później: „idź na detoks”. Był 31 lipca 2022 roku.

Poszukałem programu, który blokuje dostęp do stron internetowych. Znalazłem coś o nazwie Cold Turkey, czyli Zimny Indyk.

Okazało się, że działa rewelacyjnie. Nie da się złamać jego zabezpieczeń. Choćbym go błagał na kolanach – nie wpuści mnie na żadną ze stron, które kazałem mu zablokować.

Wow!

Blokada

Blokuję nie tylko Facebooka, Twittera i LinkedIna, lecz także wszystkie strony, komunikatory oraz narzędzia, które śledziłem z zapartym tchem, np. Google Analytics czy Mailerlite.

GA z raportami wyświetlanymi w czasie rzeczywistym i panel administrowania newsletterem oglądasz jak wykres giełdowych akcji, na które postawiłeś cały majątek. To musi uzależniać.

I robi to doskonale.

Głód

Czasami, pracując na laptopie, obserwuję, że moje ręce „same” chcą kliknąć adres jakiegoś serwisu internetowego. To zupełnie automatyczny odruch, niemalże jak oddychanie.

Szybkie „crl+t” i zaraz potem klawisz „f” i już jestem w ogródku i witam się z gąską… Teraz jednak na szczęście nie witam się z gąską, tylko z zimnym indykiem.

Zauważam, że ten automatyczny odruch pojawia się w momencie wzrostu emocji. Na przykład, gdy przeczytam maila z uwagami od klienta, od razu szukam „leku na uspokojenie”.

Wniosek z tego jest dość przerażający: media społecznościowe są lekiem na chorobę wywołaną przez media społecznościowe. Wywołują emocje, które można uspokoić, odwiedzając któryś z serwisów SM.

Pomysły

Już pierwszego dnia detoksu, czyli wylogowania mózgu, wpadam na dwa pomysły. Pierwszy – o newsletterach adresowanych tylko do wiernych fanów. Od razu go zakładam.

Drugi – by pisać dziennik i notować spostrzeżenia związane z odcięciem się od mediów społecznościowych. A potem udostępnić to w formie lead magnetu, prezentu za zapisanie się do newslettera.

Każdy dzień detoksu przynosi pomysł, który – co ważne – od razu wdrażam w życie!

Ćwiczenie pokory

Detoks boleśnie uczy mnie pokory.

Odcinając się od mediów społecznościowych, nie wiem, co ludzie o mnie piszą. Nie wiem, czy i jak komentują moje posty, które nadal gdzieś wiszą. Nie wiem wreszcie, czy to, co mówią, ma wydźwięk pozytywny czy negatywny.

Ale to nie wszystko! Nie dowiem się również, jak zareagowałeś na ten artykuł. Czy ktokolwiek na niego zareagował. Piękny kubeł zimnej wody!

Efekty pierwszego miesiąca detoksu

Po zaledwie 45 dniach od odcięcia się od social mediów, komunikatorów i każdej strony, która do tej pory mnie w jakikolwiek sposób rozpraszała, efekty przekraczają moje najśmielsze oczekiwania!

  1. Pracuję mniej, zarabiam więcej. Docelowo chcę pracować trzy razy mniej i zarabiać dwa razy więcej. To jest to bardzo realne!
  2. Odzyskuję czas. O tym dla rodziny nie mówię, bo to oczywiste. Zawsze miałem go więcej niż inni, ponieważ pracowałem w domu. Zawsze byłem dostępny dla rodziny przez 24 godziny na dobę, ale teraz to jest jeszcze więcej „cukru w cukrze”.
  3. Odzyskuję spokój wewnętrzny. Ogromny, niewyobrażalny, błogi spokój. Dieta niskoinformacyjna sprawia, że nie zaprzątam sobie głowy sprawami, na które nie mam żadnego wpływu.
  4. Czas + spokój wewnętrzny sprawiają, że zaczynam wpadać na mnóstwo pomysłów biznesowych i nie tylko. Moja kreatywność, która w teście Harrisona dobijała do maksimum, teraz pewnie wyjechałaby daleko poza skalę.
  5. Wracam do pierwszej miłości, czyli do komponowania muzyki. Zaczynam przygodę z fotografią. Zapisuję się do szkoły językowej, bo wkurzają mnie klienci, którzy od razu rezygnują, kiedy dowiadują się, że piszę wyłącznie po polsku.
  6. Piszę długie newslettery. Odpisuję solidnie na każdego maila ofertowego. Efekty są widoczne gołym okiem!
  7. Zaczynam nieśmiało myśleć o uruchomieniu swojej agencji storytellingowej. Pomysł ma już rok, ale moje uzależnienie skutecznie go uziemiło.

Marzenie, na którego spełnienie czekałem 10 lat

Spełniam marzenie, na którego realizację czekałem od samego początku mojej copywriterskiej kariery: piszę książki! Praca posuwa się z prędkością kilku tysięcy znaków dziennie.

Pierwsza będzie o tym, jak zarabiać dwa razy więcej, pracując trzy razy mniej i jak prowadzić biznes bez mediów społecznościowych albo z ograniczonym dostępem do nich.

Druga – dla rodziców, którzy chcą skutecznie i kreatywnie uczyć swoje dzieci w systemie edukacji domowej, poświęcając na to zaledwie kilka godzin dziennie.

Trzecią książkę piszę dla freelancerów, a czwartą (kończę pisać) – dla copywriterów.

Szaleństwo, na które mnie stać

Uwolnienie czasu i terabajtów miejsca na dysku w głowie sprawiają, że podejmuję najbardziej szaloną i ryzykowną decyzję w moim życiu.

Jednak aby spełnić to marzenie moich dzieci, będę musiał zredukować swój czas pracy do zaledwie czterech godzin dziennie! Najlepsze jest to, że istnieje duża szansa, że dam radę!

Kropla goryczy w oceanie miodu

Żeby nie było tak, że śnię teraz jakiś amerykański sen:

  1. Wciąż czuję dopaminowy głód. Moje ręce podczas pracy czasem próbują przedostać się na stronę wroga. Nie jest to jednak aż tak dotkliwe, jak mogłoby być.
  2. Mam świadomość, że program blokujący jest dla mnie protezą silnej woli. W tym momencie muszę tę protezę jeszcze nosić, bo inaczej upadnę.

Przy okazji – informacja do specjalistów od leczenia uzależnień: tak, wiem, że słowo detoks nie jest właściwym określeniem tego, co robię.

Co dalej?

Po 45 dniach już wiem, że przedłużam cyfrowy detoks. Najchętniej na zawsze. Nie mam zamiaru wracać do tego, co było.

Za radą autora newslettera z firmy Imker – zamiast na SM, stawiam na SEO. Powód jest prosty: teksty pisane pod SEO będą pracować na mnie latami. Teksty do SM są jak fajerwerki. Efektowne, ale po chwili znikają bez śladu.

Zamiast na SM, stawiam na newsletter i pisanie maili. Kontakty w SM są powierzchowne. Kontakty mailowe są... ludzkie.

Część III

Jak rozwijać biznes bez mediów społecznościowych?

Jednym z pierwszych pytań, jakie dopadły mnie w chwili odcięcia się od mediów społecznościowych, było: „i co ja teraz zrobię?”.

Przecież na FB czy LI byli moi klienci! Tam znajdowały się oferty współpracy. Tam można było się pokazać potencjalnym pracodawcom. Tam wreszcie toczyło się tzw. „życie”.

Rady po pierwszym miesiącu detoksu

Kiedy odcinasz się od źródła klientów, musisz działać – i to szybko:

  1. Skrzynka e-mailowa to skrzynka z klientami.

Poświęcaj więcej czasu i uwagi na odpisywanie na maile (bo maile to najbardziej intymna, osobista forma kontaktu).

Odpisuj jak najszybciej, oczywiście w miarę możliwości. Wielokrotnie przekonałem się na własnej skórze, że spóźnienie może spowodować utratę klienta.

Dawaj darmowe rady ludziom, którzy piszą do Ciebie maila. To zajmie Ci tyle samo czasu, co skomentowanie posta na FB, a zysk może okazać się naprawdę realny.

Odpisuj wyczerpująco, jakby od tego zależało Twoje życie. Bo w pewnym sensie – zależy.

  1. Pomysł bez wdrożenia to tylko pomysł.

Przypomnij sobie, ile książek, poradników, postów, filmików i innych rzeczy dotyczących rozwoju biznesu przeczytałeś albo obejrzałeś w swoim życiu. Kilkanaście? Kilkadziesiąt? Kilkaset?

A ile porad tam zawartych, często naprawdę cennych – wdrożyłeś w życie? Nie musisz odpowiadać. Mam u siebie potężne pliki z notatkami, a w nich pomysły, inspiracje i „rzeczy do zrobienia”, które z powodu uzależnienia – nigdy nie doczekały się realizacji.

Dopiero teraz mam siły i możliwości, żeby od razu wdrażać to, co wymyśliłem. Uruchamiać, testować i wyciągać wnioski.

  1. Wybierz media bezdopaminowe.

Takim medium jest przede wszystkim blog, ponieważ dziś takich stron nikt już nie komentuje. Nie ma więc ryzyka, że dostaniesz dopaminowy zastrzyk.

Drugim medium jest podcast. Treści tego typu tworzy się na zasadzie „listu wkładanego do butelki”. Nigdy nie wiesz, czy ktoś to zobaczy. A nawet jeśli zobaczy, to nie poznasz jego reakcji.

Blog mam od dawna. Nad podcastem bardzo poważnie się zastanawiam. Pierwsze próby z materiałami audio wypadły pozytywnie, potrafię taką treść wypozycjonować, więc liczba przeszkód spadła do zera.

  1. Optymalizuj tworzenie treści.

Oszczędzaj czas! Napisz artykuł na jakiś temat, przeczytaj go na głos przy włączonym mikrofonie albo kamerze, a ogarniesz blog, podcast i kanał na YT.

Na koniec wrzuć swój artykuł do newslettera. Cztery miejsca w sieci obskoczone w dwie godziny? Świetny wynik!

  1. Kolaboruj.

Wiem, paskudne słowo, ale mniejsza o terminologię. Spróbuj nawiązać współpracę z kimś, kto już działa w mediach społecznościowych.

Pisanie z kimś takim książki, wydanie z nim kursu, uruchomienie jakiejś usługi – to może być sposób na bycie w mediach społecznościowych bez konieczności zakładania tam konta. Sam coś takiego właśnie teraz robię.

  1. Pogłęb współpracę.

Zaproponuj swoim dotychczasowym klientom głębszą współpracę. Taka propozycja to nic złego. Zero ryzyka z Twojej strony.

  1. Rób to, co najważniejsze!

Cały czas siedzi mi w głowie myśl, którą przeczytałem w materiałach CLF-u, żeby skupiać się na tym, co jest naprawdę ważne. Nie na tym, co „zaledwie” ważne, bo te „tylko ważne” rzeczy odciągają od tego, co kluczowe.

Ktoś kiedyś powiedział (chyba ks. Tischner), że szkoda czasu na czytanie dobrych książek. Liczą się wyłącznie te od bardzo dobrych w górę.

Od miesiąca niczego innego nie robię!

  1. Postaw na blog firmowy i SEO.

W czasach największego uzależnienia pisałem tony tekstów na FB i LI. Tony tekstów, których żywotność była najwyżej kilkudniowa. Parę minut po publikacji znikały ludziom z radarów, przysypane warstwą kolejnych postów.

Czysta strata czasu i energii!

Gdybym tyle samo wysiłku włożył w pisanie artykułów na blog firmowy, dziś nie nadążałbym odpisywać na maile z propozycjami współpracy.

  1. Poprawiaj bez końca.

Wprowadź nawyk codziennego ulepszania czegoś na swojej stronie. Ta strona jest Twoim najlepszym handlowcem. A przynajmniej może takim być.

  1. Twórz artykuły na nowe frazy.

Wejdź do panelu admina strony i pozakładaj nowe artykuły. Każdy na niszową frazę. Zapisz je jako szkic i codziennie dopisuj tam coś nowego.

Kiedy uznasz, że artykuł spełnia MVP (czyli ma minimum tego, co powinien posiadać) – opublikuj go. Potem również dodawaj do niego kolejne treści. Za parę miesięcy ten tekst będzie zdobywał dla Ciebie klientów.

  1. Artykuły gościnne.

Nawiąż współpracę z ludźmi, którzy prowadzą blogi firmowe albo serwisy internetowe. Zaproponuj, że napiszesz artykuł gościnny. Tak poprawisz SEO swojej strony i dasz o sobie znać internautom, do których nie dotarłbyś w inny sposób.

Tę formę działania praktykuję od dawna. Polecam!

Pytanie z newslettera Coraz Lepszej Firmy

Jeśli myślisz sobie „detoks-sretoks… co złego się stanie, jak pokomentuję posty na Facebooku”, to mam dla Ciebie zdanie, które znalazłem w newsletterze Coraz Lepszej Firmy:

Zastanów się, które z zadań, które wykonywałeś w ostatnim tygodniu, będzie miało znaczenie za miesiąc? Które za rok? A które za pięć lat?

To zdanie to wyrzut sumienia dla takich ludzi jak ja, którzy przepalali godziny dziennie w mediach społecznościowych, nie zauważając, jak bardzo są od nich zależni.

Dlaczego Twoja firma zyska na Twoim detoksie od social mediów?

Ponieważ dzięki temu znajdziesz czas i siły, by zająć się tym, czym musisz się zająć jako rasowy przedsiębiorca, czyli…

MYŚLENIEM.

To wcale nie czas, który odzyskasz dzięki detoksowi, będzie dla Ciebie największym dobrem. Największa korzyść to głowa, w której przestaną pałętać się niepotrzebne emocje.

Te szkodliwe emocje, którymi media społecznościowe są wypełnione po brzegi. I które skutecznie, cholernie skutecznie odciągają Cię od pracy.

Obserwuję to u siebie i mogę powiedzieć jedno: byłem strasznym durniem, że tak późno na to wpadłem.

Czy social media to czyste zło?

To nie jest tak, że media społecznościowe to coś 100-procentowo złego.

Z social mediami jest tak jak z alkoholem. Niektórzy, dla własnego dobra i dla dobra wszystkich, których kochają, nie powinni się do niego zbliżać.

Ja nie powinienem zbliżać się do mediów społecznościowych, choć nie ukrywam, że zawodowo wiele im zawdzięczam.

Przychodzi facet do lekarza

Sierpień 2022

W ciasnej poczekalni siedzi kilka osób. Jest cicho, bo wszyscy wpatrują się w ekrany smartfonów. Wszyscy – poza gościem po czterdziestce. Kobiety dobiegającej setki tym razem nie ma. Pewnie przekroczyła już linię mety.

„Biedni… ” – myśli facet. „Nawet nie wiedzą, że podłączyli się do kroplówek z dopaminą”.

„Dziwny gość bez smartfona” – myślą pozostali. „Stoi i gapi się na plakaty firm farmaceutycznych. Przecież to strasznie nudne”.

PS

Więcej informacji o mojej książce „Zarabiaj 2 x więcej, pracując 3 x mniej, czyli cud detoksu od SM” znajdziesz tutaj.

Recepta na NIEROZPRASZALNOŚĆ

dzięki której odzyskasz kontrolę
nad czasem i uwagą



Nie strać swojej szansy i zyskaj:

  • 8 sprawdzonych sposobów na nieziemsko produktywną pracę,
  • instrukcję panowania nad uwagą,
  • zestaw niezawodnych rozwiązań na efektywną organizację pracy stosowany przez miliarderów.

nierozpraszalnosc-form

Pobierając materiały, wyrażam zgodę na otrzymywanie newslettera i informacji handlowych od Coraz Lepszej Firmy.
Mogę cofnąć zgodę w każdej chwili. Dane będą przetwarzane do czasu cofnięcia zgody.
Maciej Wojtas

Copywriter, scenarzysta, człowiek od storytellingu. Szczęśliwy freelancer, który zawsze ma czas dla żony i dzieci. Autor książki o tym, jak zarabiać 2 razy więcej, pracując 3 razy mniej. Więcej informacji na maciejwojtas.pl.