Work-life balance

Leniwy czy wypalony?

Monika Madejska

„Czuję się wypalony”, „Nic mi się nie chce”, „Jestem zmęczony, nie mam siły” – zdania te nierzadko padają z ust przedsiębiorców, którzy jeszcze kilka lat wcześniej byli prawdziwymi pasjonatami swoich biznesów. Jak to się dzieje, że firma, która miała dawać wymarzone pracę i płacę, stała się utrapieniem i męczarnią?

Nie wypala się ten, kto nigdy nie płonął - tak w skrócie można podsumować wyniki badań Christiny Maslach, znakomitej psycholożki polskiego pochodzenia. Większość przedsiębiorców z pełnym zapałem i zaangażowaniem zakłada, a następnie rozwija swoje biznesy. Na jakimś etapie uznają bowiem, że to lepsze rozwiązanie niż pracować u lub na kogoś. I nierzadko się zdarza, że pasjonaci jakiejś dziedziny, np. fotograf, który ma niebywały talent do „chwytania chwili”, zakłada swój biznes, wierząc, że dzięki temu do końca życia będzie mógł robić to, co kocha najbardziej. Kilka lat później okazuje się, że na fotografowanie zostało raptem 20% czasu w ciągu każdego dnia pracy. Resztę pożerają sprawy związane z logistyką, organizacją, sprawami administracyjno-księgowymi lub pracowniczymi, jeśli zakład się rozwinął. Rezultat jest taki, że osoba stała się przedsiębiorcą, a nie fotografem. Nie wiedziała tylko, że te dwa niezależne od siebie zawody wymagają innych kompetencji, predyspozycji i zamiłowań. I że od lat żyje w sytuacji niedopasowania zawodowego, która jest jednym z kluczowych źródeł wypalenia zawodowego.

Z wypaleniem mamy do czynienia wtedy, gdy osoba najpierw była pełna energii, a teraz jest wyczerpana, gdy była zaangażowana i zmotywowana, a dzisiaj jest cyniczna i pesymistyczna, kiedyś była skuteczna w swoich działaniach, a od jakiegoś czasu widzi, że nic jej dobrze nie wychodzi.

Niewinne początki

Wypalenie zawodowe to nie mit ani zjawa, to rzeczywistość, której osobiście doświadczyłam. Kiedy wychodziłam ze szpitala po kolejnym epizodzie kłucia w klatce piersiowej bez klinicznego uzasadnienia, nie miałam pojęcia, że właśnie dobijam dna moich możliwości fizycznych i psychicznych. Ale na dno szłam etapami, ignorując każdy mniejszy i większy sygnał od ciała i otaczających mnie ludzi.

Więcej i więcej. Szybciej i szybciej. Tak wyglądała moja ścieżka kariery. Zaczęłam pracować, mając 15 lat. W wieku 22 już byłam dyrektorem regionalnym. Kawa. Papieros. Kawa. Posiłek w stylu „wszystko jedno co, oby natychmiast”. Kawa. Papieros. Kawa. Byłam młoda, zdrowa, silna, pełna energii. Ambitna, wytrwała, niezniszczalna. Tak mi się wtedy wydawało…

Nie miałam czasu na sen, ale realizowałam się zawodowo, słyszałam słowa uznania, cały świat wspierał mnie w sposobie, w jakim pracowałam, wypracowywałam wysokie wyniki (trudno, aby ich nie było – pracowałam po 16 godzin). Praca na najwyższych obrotach trwała jakieś 8 lat. „Odpoczynek”, „odprężenie”, „urlop”, „wakacje”, „wolne”, „odpuścić”… Nie znałam tych słów, a tym bardziej ich znaczenia.

(Poniżej ciąg dalszy artykułu...)

Wymiary wypalenia

Wyczerpanie fizyczne i emocjonalne dawało o sobie znać coraz bardziej. Byłam drażliwa, łatwo wpadałam w złość. Oczywiście, jako źródło problemów postrzegałam współpracowników, szefów, partnera. Obniżony nastrój nie mijał razem z zimą. Pesymizm towarzyszył mi bez względu na sukcesy i zewnętrzne okoliczności. Chroniczne zmęczenie zabijałam kolejną kawą. Ból głowy czy innych części ciała załatwiałam kolejną pigułką z reklamy. Do bezsenności już się nawet przyzwyczaiłam. Najgorsza była jednak niechęć przed pójściem do pracy… Kompletnie straciłam zaangażowanie i zainteresowanie tym, co kiedyś było dla mnie najważniejsze…

Dystans i obojętność wobec innych. Byłam zmęczona tym, że ludzie wciąż coś ode mnie chcieli. Miałam w nosie problemy klientów, chciałam się zamknąć w czterech ścianach i odciąć się od wszystkich. Zaczęłam być cyniczna i obwiniać wszystkich o niepowodzenia w pracy. Wtedy jeszcze myślałam, że moje samopoczucie jest wywoływane zachowaniem innych. Podwładni i klienci przestali być dla mnie ważni. Ich sprawy, problemy, potrzeby przestały mnie interesować.

Brak skuteczności oraz poczucie niekompetencji stało się integralnym elementem każdego dnia w pracy. Coś, co kiedyś robiłam w 20 minut teraz zajmowało mi pół dnia. Czynności, w których kiedyś byłam dobra i rzutka, zaczęły sprawiać mi trudności. Pracowałam więcej, a efekty było coraz bardziej mizerne. Z tygodnia na tydzień czułam się coraz bardziej niekompetentna. Brakowało mi koncentracji, łatwości myślenia. Miałam jakby „mgłę” na umyśle, która potwornie spowalniała moje myślenie i działania.

Typowe strategie

Czułam się źle fizycznie i psychicznie. Wszyscy w firmie mnie wkurzali. Męczyłam się w tym, co robiłam. Rozwiązanie? Oczywiście zmiana pracy! Ta karkołomna próba wyrwania się ze szponów wypalenia zawodowego tragicznie się skończyła. Trafiłam do miejsca tak niedopasowanego do moich predyspozycji, że stało się gwoździem do mojej zawodowej trumny.

Popalone mosty. Porzuceni ludzie. Tak w skrócie można podsumować kolejne strategie, jakie podejmowałam jako osoba wypalona zawodowo. Ciało i umysł pozbawiony sił walczył o każdy gram energii – instynkt podpowiadał mi, by się izolować od wszystkich i wszystkiego, aby maksymalnie ograniczyć straty. Szkoda, że inni tak tego nie widzieli. Dla nich stałam się niedostępna, zimna, nieczuła, niewrażliwa.

Dlaczego nikt mi nie powiedział?

„Wypalona zawodowo? Ja? Co?” – tak mniej więcej brzmiała moja odpowiedź na słowa psychoterapeuty, do którego ostatecznie trafiłam. Ja, tak jak wielu ludzi, z którymi dzisiaj pracuję, nie miałam pojęcia o tym, co się ze mną dzieje. Trudno jest dostrzec problem, kiedy jest się jego źródłem. Nie jest możliwe pełne zrozumienie sytuacji, kiedy jest się w permanentnym napięciu. Przewlekły stres zaburza sposób widzenia wydarzeń, ludzi i siebie. Zabija zdolność organizmu do regeneracji. Wpycha nas w szpony depresji i beznadziei. Przeciążanie organizmu nie jest czymś, co Matka Natura miała w planach, tworząc nasze mechanizmy funkcjonowania. Stres miał być incydentalny, rzadki, chwilowy. Mechanizm stresu miał być uruchamiany w sytuacjach zagrażających życiu, a nie w momencie oglądania wiadomości w telewizji. Adrenalina i kortyzol, czyli hormony stresu, to substancje chemiczne, które dosłownie zatruwają organizm, jeśli są w nim zbyt długo. Bo nigdy nie miało tak być! Mechanizm stresu, którym dysponujemy dzisiaj, został zaprojektowany do życia w epoce kamienia łupanego. Mamy pradawny system radzenia sobie ze stresem w czasach globalnej i cyfrowej rewolucji. To się nie może dobrze skończyć…

Jak żyć?

Filiżanka kawy podnosi poziom adrenaliny o 200%, a kortyzolu o 30%. Nie musisz mieć kryzysu w firmie, aby wywołać stresowy alarm w swoim organizmie. Myślisz, że ten przypływ sił to energia? Nic bardziej mylnego. To „wysoko oprocentowana pożyczka” od Twojej wątroby i nadnerczy. To dług, który będziesz musiał kiedyś spłacić. Pewnie szybciej, niż Ci się wydaje.

Prawdziwą energię organizm czerpie przede wszystkim ze snu oraz wysokojakościowego pożywienia. To podstawa, której nie da się „przeskoczyć” pozytywnym myśleniem i zaawansowanymi metodami redukcji stresu. Do samochodu lejesz paliwo, do ciała dostarczasz pożywienie. Słabe paliwo to kiepska energia. Proste. Zbyt proste, by znalazło się na liście priorytetów większości ludzi… Praca dopasowana do Twoich mocnych stron, predyspozycji oraz preferencji zawodowych – to kolejny, ważny element chroniący przed wypaleniem. Aby zyskać satysfakcję zawodową i czerpać energię z pracy należy osiągnąć proporcję 70/30, czyli 70% zadań i charakteru pracy wykorzystującej Twoje mocne strony, do 30% zadań, do których musisz się zmuszać. Oczywiście, aby to osiągnąć, trzeba najpierw poznać siebie, a potem „ułożyć” swój biznes pod swoje potrzeby.

Rola organizacji w wypalaniu

Moja historia pokazuje, że jednostka ma wpływ na to, czy się wypali zawodowo. Bo jeśli nie dba o siebie i tkwi w permanentnym stresie, to jest to właściwie kwestią czasu. Problem wypalenia nie tkwi jednak wyłącznie w jednostce. Badania Christiny Maslach niezbicie dowodzą, że wypalają pracowników również organizacje, nawet jeśli dbają oni o siebie i mają „zdrowy” instynkt samozachowawczy.

Najistotniejszy wskaźnik to przeciążenie pracą. Skąd się bierze? Praca jest bardziej intensywna, wymaga więcej czasu, jest bardziej złożona. Współczesny charakter i podejście do pracy staje się źródłem wyczerpania związanego z nadmiarem obowiązków. Człowiek w średniowieczu miał 150 spraw do załatwienia przez całe życie. Współczesny człowiek na poziomie przedsiębiorcy czy menadżera musi tyle spraw załatwić przez… tydzień!

Niełatwo jest wybrnąć z błędnego koła zobowiązań i zadbać o swoje zdrowie. Niektórzy z Was z pewnością uznają to za niemożliwe. Jest przecież tyle obowiązków, pożarów do ugaszenia, kryzysów do rozwiązania, kredytów do spłacenia…

A zdajesz sobie sprawę za pomocą jakiego narzędzia załatwiasz to wszystko? Tak, to Twoje ciało i umysł. Są Ci wierne i będą służyły najlepiej, jak tylko się da, ale będą w stanie spełniać Twoje żądania tylko wtedy, gdy zaspokoisz ich podstawowe potrzeby.

Wyobraź sobie, że któregoś pięknego dnia Twoje ciało mówi: „Dość. Nie jestem w stanie dalej”. Lądujesz w szpitalu. Na miesiąc, dwa. Potem kolejne pół roku. Co się dzieje? Możesz spokojnie odpocząć i wrócić do równowagi? A może Twoja firma i dorobek stacza się po równi pochyłej bo byłeś kluczową i niezastąpioną osobą w swojej własnej firmie?

Spokój. Odprężenie. Racjonalne myślenie. Tego potrzebujesz, aby poukładać swoją firmę tak, aby to ona pracowała na Ciebie. Nie musisz żyć w permanentnym napięciu tylko dlatego, że wszyscy dookoła tak funkcjonują. Mimo, że nakręceni kawą ludzie są dzisiaj normą, nie jest to normalnym trybem dla twojego organizmu. Możesz zmienić destrukcyjne zachowania prowadzące do stresu lub zostać do tego zmuszonym przez wypalenie zawodowe lub chorobę. Co wybierasz?

Monika Madejska

Coraz Lepszy Ekspert Rozwoju Talentów - pomaga małym i średnim przedsiębiorcom odkrywać ich mocne strony i na ich bazie budować skuteczne firmy. Rozwiązuje problemy z zarządzaniem sobą oraz ludźmi w biznesie. Specjalistka w dziedzinie przeciwdziałania wypaleniu zawodowemu.