Efektywność

Po co przedsiębiorcy rozwój osobisty?

Monika Madejska

Jest kobietą sukcesu. Matką, żoną, właścicielką dobrze prosperującego biznesu w branży usług specjalistycznych. Ma piękny, idealnie posprzątany dom, a pod nim dwa dobre samochody. Wakacje spędza w ciepłych krajach lub na własnej działce nad jeziorem. Są wspierający przyjaciele, kochający rodzice, przychylni ludzie wokół. Są pieniądze na bieżące życie oraz oszczędności na czarną godzinę. Jest zdrowie i energia, by to wszystko ogarniać. Słowem – jest wszystko, czego teoretycznie trzeba do szczęścia. Tylko dlaczego ona, kobieta sukcesu, tak rzadko czuje się szczęśliwa i spokojna?

Kobieta sukcesu, „która ma wszystko” doświadcza najczęściej uczucia złości i gniewu. Dopada ją uczucie lęku, który momentami jest wręcz paraliżujący. Czuje się odpowiedzialna za wszystko i wszystkich wokół niej. Matkuje każdemu, zaczynając od dziecka, poprzez męża, a kończąc na wspólniku w firmie. Nazywa to pomaganiem i troską. Chce kontrolować niemal wszystko – od decyzji strategicznych w firmie po ustawienie szafy w biurze. Powód? Wszystko musi być najwyższej jakości (czytaj: wszystko powinno iść po jej myśli).

Kobieta sukcesu nigdy nie jest z siebie zadowolona mimo, że osiąga sukcesy na ponadprzeciętnym poziomie. Postawiła sobie poprzeczkę tak wysoko, że ani ona, ani jej pracownicy, nie są w stanie jej dosięgnąć. Poziom, do jakiego aspiruje, jest po prostu niemożliwy do osiągnięcia dla normalnego człowieka. Kiedy zdarzy się jakiś błąd lub niepowodzenie, następuje etap „samobiczowania się w myślach”. Poczucie winy, wstyd czy wręcz stany depresyjne towarzyszą każdemu dołkowi w życiu. Przecież jej, kobiecie sukcesu, wszystko musi wychodzić, więc nie daje sobie prawa nawet do najmniejszych błędów.

Przykry komentarz, nieprzychylna opinia czy krytyka obcych ludzi bolą jak cios w samo serce. A przecież kobieta sukcesu tak bardzo się stara, tak wiele z siebie daje. Jak to możliwe, że inni tego nie widzą lub nie doceniają? Przecież ona niemal „wypruwa sobie żyły”, aby zadowolić wszystkich. Po co? Bo ci „wszyscy” powinni lubić i szanować kobietę sukcesu.

„Jak on mógł to zrobić!?” – powtarza w myślach kobieta sukcesu po rozmowie, w której jej podwładny złożył wypowiedzenie w połowie dużego zlecenia – „Czy on nie wie, że tak się nie robi?! Powinien był dokończyć zlecenie! Zresztą, czego mu brakowało? Miał wszystko, dostał podwyżkę. Co za niewdzięcznik!”. Tak trudno jest kobiecie sukcesu zrozumieć zachowania innych ludzi. Trudno jest zaakceptować inne opinie, decyzje, perspektywy. To trochę tak, jakby każdy człowiek powinien myśleć i działać zgodnie z tym, co ona uważa.

Co się dzieje w życiu kobiety sukcesu? Przecież ma wszystko. Pieniądze, pozycję społeczną i zawodową… niczego jej nie brakuje. Niczego, prócz poczucia własnej wartości.

Człowiek, który nie czuje swojej wartości ma pewne specyficzne zachowania i sposoby myślenia. Znakomicie uchwycili je Marcin i Monika Gajdowie – małżeństwo dwojga psychoterapeutów w swojej książce Rozwój. Jak współpracować z łaską?. W oparciu o swoje zawodowe doświadczenia opisali 4 przekonania życiowe typowe dla osób z brakiem poczucia własnej wartości:

1. Wszystko powinno iść po mojej myśli.
2. Wszystko musi mi wychodzić.
3. Wszyscy powinni mnie lubić i szanować.
4. Każdy człowiek powinien myśleć i działać zgodnie z tym, jak ja uważam.

Powyższe postawy są czymś typowym również dla naszej kobiety sukcesu. Powodują, że czuje się wciąż niewystarczająco dobra i nigdy nie jest z siebie zadowolona. Stawia wobec siebie poprzeczkę na tak wysokim poziomie, że jest on niemożliwy do osiągnięcia dla normalnego człowieka. Ale przecież kobieta sukcesu nie jest normalnym przeciętnym człowiekiem. Nazwanie jej „przeciętną” jest największą obelgą, jaką można wobec niej zastosować. Ona jest albo najlepsza, albo najgorsza, ale nigdy przeciętna. Przymus bycia wyjątkowym i robienia rzeczy budzących społeczny podziw jest ściśle związany z brakiem poczucia własnej wartości.

Poczucie własnej wartości

Brak kontaktu z własną wartością można porównać do dziurawego serca. Każda z dziur w sercu jest „głodna” i pragnie, aby ją wypełnić, by mogła stać się całością z sercem. Drogą na skróty jest wypełnianie jej zewnętrznymi przejawami sukcesu – np. osiągnięciami zawodowymi, dobrami materialnymi czy perfekcyjnym wyglądem. Większość ludzi, w tym nasza kobieta sukcesu, załatwia to właśnie w ten sposób. Szukając pełni gdzieś poza sobą, na zewnątrz.

Poczucie własnej wartości

Pełni serca, czyli poczucia własnej wartości nie da się osiągnąć odnotowując kolejne sukcesy, czy robiąc wrażenie w luksusowym samochodzie. To daje chwilowe zadowolenie i tylko na moment koi poczucie pustki. Pustki, która nie może być wypełniona od zewnątrz. Serce może być pełne tylko na drodze własnego wewnętrznego rozwoju, samoświadomości, wglądu w siebie, obserwacji swoich myśli i reakcji w różnych sytuacjach. I zarządzania tym wszystkim, czego się jest świadomym. Ale nie da się zarządzać czymś, o czym się nie wie, że istnieje…

Poznać siebie

„Trzeba poznać siebie, wydobywać wszystko z podświadomości, żeby wszystko było proste i jasne” – to zdanie napisał papież Jan Paweł II, kiedy jeszcze był młodym księdzem. Aby poznać siebie, swoje dziury w sercu, konieczne jest spojrzenie w głąb nas samych, w ukryte na dnie serca emocje i wspomnienia. Odkryć to, co zatuszowane. Dostrzec to, co nami kieruje i jednocześnie jest dla nas niewidoczne na co dzień. Zatrzymać się i poczuć emocje, od których uciekamy i które racjonalizujemy. Zobaczyć prawdziwego siebie – zranionego, błądzącego, skrzywdzonego nieświadomie przez najbliższych...

Poznanie prawdziwego siebie to jedyna droga do odzyskania kontaktu z poczuciem własnej wartości. Droga, którą tak wielu nas, w tym bohaterka tego artykułu, nie chce podążać, wybierając wciąż drogi na skróty. Droga na skróty, przez budowanie wartości, odnoszenie sukcesów czy posiadanie dóbr materialnych jest z pozoru łatwiejsza i przyjemniejsza. Nie wymaga bowiem konfrontowania się z trudnymi emocjami i odkrywania mrocznych części swojej osobowości. Egzystencja skupiona wyłącznie na zewnętrznych aspektach życia nie daje jednak tego, czego każda osoba z brakiem poczucia wartości pragnie – uczucia spokoju, akceptacji i wewnętrznej harmonii.

(Poniżej ciąg dalszy artykułu...)

Poczucie szczęścia nie ma nic wspólnego z tym, co posiadasz. Spokoju wewnętrznego nie da się osiągnąć powiększając liczbę zer na koncie. Poczucia własnej wartości nie da się nakarmić kolejnymi sukcesami zawodowymi czy wzrostem przychodu firmy. Te „rzeczy”, do których większość z nas świadomie bądź podświadomie dąży, da się osiągnąć tylko poprzez wewnętrzną pracę nad sobą. Nic, co jest poza nami, nie jest w stanie zastąpić uczucia wewnętrznego spokoju, harmonii, akceptacji siebie ze swoimi niedoskonałościami oraz poczucia bycia szczęśliwym i wdzięcznym za życie, jakie zostało nam dane. Spokój i cisza w sercu, która ściśle związana jest z poczuciem szczęścia, dostępna jest wyłącznie poprzez pracę nad sobą. Nad własnym rozwojem wewnętrznym.

Rozwój osobisty boli

Dlaczego tak wielu ludzi woli brnąć przez życie w poczuciu pustki i niespełnienia, zamiast szukać szczęścia w jedynym miejscu, gdzie ono się znajduje – w samym sobie? Odpowiedź jest prosta: tak jest z pozoru łatwiej.

Kolejny raz odwołam się do książki małżeństwa Gajdów, którzy porównali opór przed rozwojem do wizyty u dentysty. Większość ludzi niechętnie chodzi do dentysty, który kojarzy się z bólem i innymi nieprzyjemnościami. Moment, w którym decydujemy się na wizytę u stomatologa związany jest zwykle z tak wielkim cierpieniem, że nie da się go „uciszyć” tabletką przeciwbólową. Tak samo jest z rozwojem osobistym. Kiedy już nie da się „uciszyć”, wyprzeć, zracjonalizować, wyśmiać, zbagatelizować jakiegoś cierpienia, wtedy dopiero gotowi jesteśmy na ból wynikający z rozwoju i kierujemy swoje kroki do psychoterapeuty, psychiatry czy coacha.

„Każda zmiana w sobie wymaga motywacji, determinacji i konsekwencji” – te słowa usłyszałam na jednej z pierwszych sesji z psychoterapeutką, która pomagała mi rzucić palenie hipnoterapią oraz wspierała mnie w uwolnieniu się od ciągłego, wewnętrznego przymusu „robienia czegoś”.

Jej słowa uświadomiły mi, dlaczego tak wiele osób chce pracować nad sobą, ale nigdy im się to nie udaje. To „chce” to dopiero pierwszy, najłatwiejszy etap zmiany. Chciałabym być bardziej pewna siebie… chciałabym mniej się denerwować… chciałabym umieć odpoczywać… chciałabym… chciałabym… i tak w kółko jak w znanej piosence. Taka „zachciewajka” nic nie znaczy, jeśli nie ma za nią dwóch kolejnych kroków. Dwóch kolejnych, najtrudniejszych kroków.

Kobieta sukcesu zmienia się w człowieka

Diagnoza: choroba przewlekła autoimmunologiczna, nagroda za lata zaniedbań w sferze fizycznej i psychicznej. Nagle wszystko, co liczyło się do tej pory, przestaje mieć znaczenie. Sukcesem staje się wstanie rano z łóżka, a nie podwojenie obrotów w firmie. Luksusem jest dzień bez bólu, a nie najnowsza wersja mercedesa. Znikła niezależność i siła, pojawiła się współzależność i słabość. Nowa nieznana rzeczywistość, do której nie pasują stare strategie postępowania.

W tej nowej rzeczywistości objawiają się wszystkie cienie osobowości, wychodzą demony przeszłości, uwalniają się wszystkie tłamszone uczucia. Cierpienie psychiczne jest nie do wytrzymania. Jest większe niż cierpienie wynikające z rozwoju. Jest już zatem nie tylko motywacja, ale również determinacja: „Zrobię wszystko, by sobie z tym poradzić. Zrobię to, co będzie trzeba, aby wyczyścić ten bałagan w sobie. Zacznę od psychoterapii”.

Pierwsze zadanie u psychoterapeuty to nauka odpuszczania kontroli. Nie wszystko musi być po Twojej myśli. Nie wszystko musi być idealnie, może po prostu być. I może to zrobić ktoś inny. I będzie dobrze tak, jak to zrobi, bo już nie musi być po Twojemu.

Drugie zadanie: nie musisz być świetny we wszystkim. Wybierz sobie kilka obszarów, które lubisz i w których będziesz się specjalizował. Resztę oddaj innym. Nie umiesz gotować, trudno. Nie znasz się na polityce – i dobrze, niech inni się wykażą w tym temacie.

Zadanie trzecie: masz w nosie to, co myślą o Tobie ludzie. Zależy Ci na zdaniu najbliższych osób. Zrozum, że nie da się zadowolić wszystkich. I nie ma takiej potrzeby. Jedni cenią wolność, inni poświęcenie. Jednym podoba się wysublimowana elegancja, innym niesforny luz.

Czwarte zadanie: ludzie postrzegają rzeczywistość w bardzo różny sposób i mają różne doświadczenia życiowe, z których wypływają różne przekonania, interpretacje, hipotezy i opinie. To, co myślisz, jest wyłącznie Twoim spojrzeniem. Nie jest ani obiektywne, ani nie jest prawdą. Istnieją tylko różne perspektywy widzenia danej sprawy. I to jest bardzo ciekawe i inspirujące.

Zadania przerobione, praca domowa odrobiona. Prawdziwe “ja” ukazało dużą część siebie. Kobieta sukcesu stała się człowiekiem – istotą złożoną z wielu płaszczyzn, dobrych i złych cech, przyjemnych i trudnych emocji, wspierających i obezwładniających myśli, zachowań godnych świętych i przeklętych. Ujawniły się aspekty wielu osobowości, które drzemią w każdym człowieku. Zintegrowały się w jedną tożsamość – człowieka. Świadomego, uważnego, będącego w kontakcie ze sobą i swoją wartością. Jedyne, czego teraz trzeba, to konsekwencja w rozwoju. Konsekwencja w dalszym poznawaniu swojego wnętrza, dla dobra swojego i wszystkich wokół. Aż przyjdzie taki dzień, że słowa Charlesa Chaplina z wiersza Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie staną się oczywistą codziennością...

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uświadomiłem sobie,
że emocjonalny ból i cierpienie są tylko ostrzeżeniem dla mnie,
żebym nie żył wbrew własnej prawdzie.
Dziś wiem, że to się nazywa
AUTENTYCZNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, zrozumiałem,
jak żenujące jest dla innych, gdy narzucam im własne pragnienia,
wiedząc, że ani nie nadszedł odpowiedni czas,
ani tamta osoba nie jest na to gotowa,
nawet jeśli byłem nią ja sam.
Dziś wiem, że to się nazywa
SZACUNKIEM DO SAMEGO SIEBIE.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
przestałem tęsknić za innym życiem i mogłem dostrzec,
że wszystko wokół mnie stanowi zaproszenie do rozwoju.
Dziś wiem, że to się nazywa
DOJRZAŁOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, zrozumiałem,
że zawsze i we wszystkich okolicznościach
jestem we właściwym momencie i we właściwym miejscu
i że wszystko, co się dzieje, jest właściwe.
Od tamtej pory mogłem być spokojny.
Dziś wiem, że to się nazywa
WEWNĘTRZNĄ PEWNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
przestałem ograbiać się z wolnego czasu
i przestałem tworzyć kolejne wielkie plany na przyszłość.
Dziś robię tylko to, co sprawia mi radość i przyjemność,
co kocham i co sprawia, że moje serce się uśmiecha.
I robię to na swój sposób i we własnym tempie.
Dziś wiem, że to się nazywa
RZETELNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uwolniłem się
od tego wszystkiego, co nie było dla mnie zdrowe.
od potraw, ludzi, przedmiotów, sytuacji i od wszystkiego,
co wciąż odciągało mnie ode mnie samego.
Na początku nazywałem to “zdrowym egoizmem”
Ale dziś wiem, że to
MIŁOŚĆ DO SAMEGO SIEBIE.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
przestałem chcieć zawsze mieć rację.
Dzięki temu rzadziej się myliłem.
Dziś wiem, że to się nazywa
SKROMNOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie,
wzbraniałem się przed życiem w przeszłości
i troską o własną przyszłość.
Teraz żyję chwilą, w której dzieje się WSZYSTKO.
Żyję więc teraz każdym dniem i nazywam to
DOSKONAŁOŚCIĄ.

Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uświadomiłem sobie,
że moje myślenie może uczynić ze mnie chorego nędznika.
Kiedy jednak zwróciłem się do sił mojego serca,
mój rozum zyskał ważnego wspólnika.
Ten związek nazywam dziś
MĄDROŚCIĄ SERCA.

Nie musimy już się obawiać sporów,
konfliktów i problemów z samymi sobą i z innymi,
ponieważ nawet gwiazdy wpadają na siebie, tworząc nowe światy.
Dziś wiem, że
TO JEST WŁAŚNIE ŻYCIE!

Monika Madejska

Coraz Lepszy Ekspert Rozwoju Talentów - pomaga małym i średnim przedsiębiorcom odkrywać ich mocne strony i na ich bazie budować skuteczne firmy. Rozwiązuje problemy z zarządzaniem sobą oraz ludźmi w biznesie. Specjalistka w dziedzinie przeciwdziałania wypaleniu zawodowemu.