Efektywność Obowiązkowe lektury przedsiębiorcy

Obowiązkowe lektury przedsiębiorcy – Praca głęboka, Cal Newport

Justyna Królak

„Ciągle wchodziłem do internetu i sprawdzałem pocztę. Nie mogłem się powstrzymać. To było silniejsze ode mnie” – wspomina Benn, jedna z osób, której historia znalazła się w książce pt. Praca głęboka. Mówi dalej: „Zwierzchnik kazał mi sporządzić biznesplan. Nie mogłem się skupić”. Przyznaje, że jakieś 98% czasu spędził na bezsensownym surfowaniu w internecie. Stworzenie biznesplanu, który mógł się okazać dla Benna bardzo dużą szansą, legło w gruzach.

Znasz to? Ta gorączkowa krzątanina, ten szum bodźców atakujący nas z każdej strony. Co chwilę odbywają się jakieś zebrania, na które pędzimy z językiem na brodzie. Mamy tendencję do tego, żeby co chwilę odrywać się od zadania, które właśnie robimy (tak trudno nam się na nim skupić!) i zaglądamy do skrzynki mailowej. Najczęściej okazuje się, że nie możemy od razu odpisać na maila, więc wracamy do pierwszego zadania. Frustracja, że nie udało nam się nic zrobić z tym drugim zadaniem, odbiera nam część uwagi i obniża wydajność naszej pracy, z czego chyba nie bardzo zdajemy sobie sprawę, bo to wydaje się takie nieszkodliwe... No i jeszcze ten Facebook… Ale musimy być w kontakcie, trzeba się też czynnie udzielać w mediach społecznościowych...

(Poniżej ciąg dalszy artykułu...)

Słowem, ta bezustanna krzątanina, to wrażenie, że jest się ciągle bardzo zajętym, to robienie wielu rzeczy tak, żeby było to widoczne – stała się swoistą miarą produktywności. Ale najdziwniejsze jest to, że po całym dniu takiej pracy, po wykonywaniu tych wszystkich zadań w taki właśnie sposób, jesteśmy tacy zmęczeni, sfrustrowani i w ogóle nie czujemy spełnienia.

W książce przeczytamy takie zdanie: “Technologia pędzi do przodu, ale wiele naszych umiejętności i metod organizacji pozostaje w tyle”. Jak to? – możemy zapytać wielce zdziwieni.

Czy da się w ogóle pracować inaczej w tak szybko pędzącym świecie, który nie sprzyja raczej temu, żeby na spokojnie skupić się na swoich zadaniach i po ich wykonaniu poczuć takie autentyczne spełnienie? Sami chyba czujecie, że jak pracuje się nad jakimś zadaniem w skupieniu, gdy czujemy takie flow, to pracuje nam się dużo lepiej, jesteśmy o wiele bardziej produktywni, a efekt wykonanego zadania daje nam ogromne spełnienie.

Dzisiejszy świat temu nie sprzyja, a choćby dlatego, że – jak pisze autor – obecnie możemy zaobserwować trzy główne trendy w biznesie:

  1. Dążenie do otwartej przestrzeni biurowej – jej celem ma być stworzenie warunków do spontanicznej współpracy i kreatywności. Dzięki temu ludzie nie siedzą sami zamknięci w swoich biurach, tylko mają możliwość nieplanowanej współpracy. A nuż z takiej nieskrępowanej przestrzeni zrodzą się jakieś genialne pomysły?
  2. Stawianie na różnego rodzaju komunikatory internetowe – ma to służyć szybkiej komunikacji między pracownikami, w dzisiejszych czasach trzeba przecież szybko się komunikować i natychmiast odpisywać na maile. Zwłaszcza w branżach, gdzie liczy się szybkie działanie, wydaje się, że takie podejście jest czymś koniecznym. Co ciekawe, przeprowadzone badania wykazały coś zupełnie innego…
  3. Media społecznościowe – zachęca się pracowników do tego, żeby czynnie udzielali się w mediach społecznościowych.

Dlaczego zatem – skoro skupienie na pracy i koncentracja są tak bardzo korzystne dla lepszych efektów naszej pracy i dla nas samych – dzisiejszy świat stawia na coś zupełnie innego?

Autor wyprzedza dociekliwość naszych umysłów i odpowiada na to pytanie. Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta: bo jest to łatwiejsze. Dużo łatwiej jest się krzątać cały dzień, sprawiać wrażenie bardzo zajętego. A gdy brakuje nam jasnego ukierunkowania, to – jak to ładnie ujął Newport – “taka widoczna krzątanina sama w sobie staje się celem”.

Po drugie: zwróć uwagę na panujące przekonanie, że jeśli coś ma związek z internetem, to jest OK, niezależnie od tego, jaki ma to wpływ na naszą pracę. Ktoś, kto nie ma konta na fejsie i stroni od tego typu mediów, uchodzi za podejrzanego dziwaka. Jednym słowem, działa tutaj zasada najmniejszego oporu, czyli skłonność do najłatwiejszych w danej chwili zachowań.

Co więc nam pozostaje? Co możemy zrobić, żeby stać się – jak to ciekawie określa autor – homo sapiens głębinensis?

Żeby udzielić odpowiedzi na to pytanie, zacznijmy jak w porządnym podręczniku akademickim, czyli od definicji. Cal Newport tego rodzaju pracę nazywa pracą głęboką. Czym jest praca głęboka (deep work)? Autor definiuje ją jako: “czynności zawodowe wykonywane w stanie koncentracji, przy maksymalnym wykorzystaniu zdolności poznawczych. Czynności te tworzą nową wartość, sprzyjają doskonaleniu i są trudne do powtórzenia”. Czyli w skrócie: wysoka wartość, duże kompetencje, trudne do powtórzenia.

Jej przeciwieństwem jest praca płytka (shallow work), czyli czynności, które nie wymagają dużych zdolności, często wykonywane są w stanie rozproszenia. Raczej nie tworzą nowych wartości i są łatwe do powtórzenia. W skrócie: niska wartość, niskie kompetencje, łatwe do powtórzenia.

W dzisiejszym świecie mamy oczywiście tendencję do zastępowania pracy głębokiej – płytką. Jeśli już pracujemy w sposób głęboki, to są to bardzo krótkie zrywy, bez właściwego skupienia, a to nie przynosi takiego efektu, jaki powinno. A jeśli przez dłuższy czas stawiamy tylko na pracę płytką, to nasza zdolność do głębszego skupienia się na pracy stale się zmniejsza. Jak też możemy się łatwo domyślić, internet przeszkadza nam w pracy, która wymaga dłuższego czasu skupienia.

Dlaczego to wszystko jest takie ważne?

Cal Newport twierdzi, że w tak szybko zmieniającym się świecie sukces zapewnią dwie główne umiejętności:

  1. Umiejętność szybkiego uczenia się skomplikowanych rzeczy.
  2. Umiejętność tworzenia na najwyższym poziomie, pod względem jakości i szybkości.

Tak się ciekawie składa, że te dwie umiejętności wymagają intensywnego skupiania się i koncentrowania uwagi. Uczenie się nowych rzeczy – na dodatek szybkie i częste – wymaga wytężonego skupienia się. A jeśli nie potrafisz się uczyć, nie odniesiesz sukcesu. Dzięki takiej głębokiej pracy możemy wykorzystywać swój potencjał intelektualny i rozwijać swoje zdolności, a to w dużej mierze nadaje naszemu życiu sens.

Dobra wiadomość jest taka, że ci, którzy nie popłyną wraz z nurtem pracy płytkiej i postawią na pracę głęboką, mają ogromną szansę na odniesienie sukcesu nie tylko zawodowego, ale też spełnienia w życiu osobistym. Ci, którzy opanują pracę głęboką, odniosą sukces. Bo dzisiejsza konkurencyjna, globalna gospodarka przeżuwa i wypluwa tych, którzy nie nadążają. Brutalne, ale prawdziwe…

Jak to pięknie ujął autor, “Prawdziwa nagroda przypadnie nie tym, którzy sprawnie posługują się Facebookiem, ale ludziom, którzy potrafią tworzyć nowatorskie systemy operacyjne obsługujące ten serwis”.

No dobrze. Teoria jest bardzo piękna. Jak to możemy przełożyć na praktykę naszego życia, które toczy się najczęściej w tym szybko pędzącym świecie?

Pierwsza sprawa: w jaki sposób mogę ocenić, czy zadania, które na co dzień wykonuję, zaliczają się do pracy głębokiej czy płytkiej? Autor poleca zadać sobie następujące pytanie: “ile czasu zajęłoby wyszkolenie inteligentnego absolwenta, żeby mógł wykonać to zadanie, jeśli nie ma on specjalistycznego przygotowania w danej dziedzinie?”. Niektóre zadania bardzo łatwo będzie od razu przyporządkować do pracy płytkiej (przypomnijmy: są to czynności, które nie tworzą nowej wartości, są łatwe do powtórzenia i nie wymagają kompetencji). Taką czynnością będzie z całą pewnością sprawdzanie skrzynki mailowej. A np. moje obecne zadanie: napisanie recenzji książki Praca głęboka? Z jednej strony wydaje się to bardzo proste: przeczytać książkę i napisać jej recenzję… Czy potrzebuję do tego jeszcze jakichś umiejętności, które wymagałyby dłuższego przygotowania? Cal Newport podaje w książce przykładowe zadania i rozkłada je na czynniki pierwsze, dzięki czemu możemy ocenić, jaki priorytet nadać danemu zadaniu.

Kolejne pytanie: co możemy zrobić, żeby nauczyć nasz umysł pracy głębokiej i jak możemy wprowadzić taki rodzaj pracy do naszego codziennego życia? Jaki arsenał mamy do dyspozycji w tej wojnie?

Autor mówi o czterech rodzajach pracy głębokiej i możemy wybrać sobie taki sposób, który będzie najbardziej odpowiadał naszym życiowym warunkom. W wielkim skrócie wygląda to tak:

Pierwszy rodzaj pracy głębokiej autor nazywa monastyczną koncepcją. Polega ona na tym, że w bardzo radykalny sposób eliminujemy lub mocno ograniczamy wszelkie płytkie zajęcia, a stawiamy na pracę głęboką. Osoby, które stosują tę metodę, np. zupełnie odcinają się od internetu i zaszywają na kilka miesięcy w jakimś domku w lesie. Dla kogo dobra jest ta metoda? Dla osób, które mają jasno określone cele i nie są obciążone innymi płytkimi obowiązkami, np. pisarz, którego jedynym celem jest pisanie kolejnych powieści.

Ciekawym przykładem jest tu fizyk teoretyk Peter Higgs, który pracuje w tak ekstremalnym odosobnieniu, że dziennikarze nie mogli się z nim skontaktować, gdy otrzymał Nagrodę Nobla. Jednak większość z nas, mając rodziny i dzieci, nie jest w stanie pozwolić sobie na to, żeby ulotnić się na kilkanaście miesięcy do jakiejś „pustelni” niczym mnich, żeby pracować w całkowitym skupieniu, gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzał.

Z pomocą przychodzi nam kolejna koncepcja pracy głębokiej – Cal Newport nazywa ją bimodalną koncepcją albo też dwutrybową. Polega ona na tym, że dzielimy czas, poświęcając ściśle określone godziny na pracę głęboką, a resztę na płytką. Ważne w tej koncepcji jest to, żeby pracy głębokiej poświęcić sporą część czasu. Takim minimalnym okresem jest zwykle cały dzień. Możemy to również rozwiązać w ten sposób, że cztery dni w tygodniu poświęcamy na pracę głęboką, a jeden na pozostałe płytkie zajęcia. Niektórzy wybierają sobie jakąś porę roku, którą przeznaczają na pracę głęboką.

Kolejną koncepcję Newport nazwał rytmiczną. Chodzi tutaj o wypracowanie sobie rytmu pracy głębokiej, który ma stać się dla nas nawykiem, o którym nie musimy myśleć. W ten sposób sesje pracy głębokiej mają stać się dla nas prostym i regularnie przestrzeganym nawykiem. Np. możemy sobie ustalić, że codziennie o 7.00 rano siadamy do pracy głębokiej i taką sesję mamy np. do godz. 9.00. I tak codziennie, żeby wyrobił nam się nawyk. Jeśli mamy np. do napisania jakąś pracę, doktorat, taki rytm sprawi, że będzie się ona posuwała do przodu, a nie stała w miejscu i za jakiś czas zorientujemy się, że mamy coś do napisania miesiąc przed terminem.

Ostatnią koncepcją pracy głębokiej jest koncepcja, którą autor nazywa dziennikarską. Polega ona na tym, że pracę głęboką umieszczamy w naszym planie dnia, gdzie tylko się da i jak tylko nadarzy się ku temu okazja. Jednak metody tej nie poleca początkującym adeptom pracy głębokiej – takie szybkie przełączanie się na pracę głęboką wymaga wyćwiczenia umysłu, by sprawnie był w stanie wejść w stan skupienia, który jest konieczny przy pracy głębokiej.

Przy rozpoczynaniu sesji pracy głębokiej autor poleca też stworzyć sobie pewne rytuały, które będą wspomagać naszą pracę. Warto np. określić sobie miejsce i długość takiej pracy, jej zasady i procedury, możemy się też wspomóc w jakiś systematyczny sposób, np. filiżanką kawy na dobry początek.

Cal Newport zwraca też uwagę, że taka owocna praca głęboka niekoniecznie musi się odbywać w izolacji. Czasami może być tak, że współpraca z jakąś osobą czy zespołem nad danym projektem przyniesie lepsze rezultaty niż praca samotna. Warto więc brać pod uwagę taką współpracę, ale trzeba pamiętać o tym, żeby nie przesadzać w tym, by nie stracić niezbędnej koncentracji.

Bardzo ciekawą wskazówką autora – która może nam się szczególnie spodobać :) – jest rada: “Bądź leniwy”. Dobrze przeczytałeś: Bądź leniwy! Nie ma tu żadnej pomyłki ani literówki. Okazuje się, że bez takiego regularnego leniuchowania i próżnowania nie da się wykonać pracy głębokiej. Dlatego warto na jakiś czas odrywać się od pracy i robić sobie przerwy. Takie „nicnierobienie” sprzyja często odkrywczym pomysłom, a badania wykazały, że kiedy nasz mózg ma okazję do regularnego odpoczynku, jakość pracy głębokiej jest wyższa. Taka przerwa od pracy zwyczajnie też pomaga odnowić zużyte zapasy energii. Ciekawym pomysłem może być wprowadzenie twardej zasady (jeśli mamy taką możliwość), o której godzinie zakończymy naszą pracę. Możemy nawet wprowadzić specjalny rytuał kończenia pracy na dany dzień. Do następnego dnia rano nie wolno nam zajmować się sprawami zawodowymi. Zresztą, jak przekonuje autor, zwykle praca, którą wykonujemy wieczorem, jest mało istotna i tylko niepotrzebnie tracimy na nią energię.

Autor podaje też ciekawe pomysły na to, jak przejąć władzę nad swoją pocztą elektroniczną. Bardzo ciekawe są też kryteria, jakie poleca zastosować do korzystania z narzędzi sieciowych, które pomogą nam odpowiedzieć sobie na pytanie: czy powinniśmy np. zupełnie zrezygnować z udzielania się w mediach społecznościowych, czy może powinniśmy wprowadzić jakieś określone zasady korzystania z nich.

Generalnie w dzisiejszym świecie trudno nam będzie uniknąć płytkich zajęć. Ważne, żeby “traktować pracę płytką podejrzliwie, bo jej szkodliwość bywa niedoceniana, a jej znaczenie – przeceniane”.

Oczywiście autor zdaje sobie sprawę, że taka praca głęboka nie jest dla wszystkich. Wymaga ona – przynajmniej na początku, gdy dopiero zaczynamy kształtować nawyki związane z pracą głęboką – bardzo dużego wysiłku i wytrwałości. Niektórym może bardziej będzie odpowiadać taka gorączka informacyjna, taka sztuczna krzątanina, siedzenie w skrzynce mailowej, czy zaznaczanie swojej obecności w mediach społecznościowych. Do Ciebie należy decyzja, czy zechcesz zostać adeptem pracy głębokiej w tym płytkim świecie…

Praca głęboka
Justyna Królak

Pasjonatka lektur rozwojowych, biznesowych i ciągłego doskonalenia. Przez wiele lat szefowa Klubu Książki Tolle.pl. Prywatnie jest szczęśliwą żoną Coraz Lepszego Szefa.