Efektywność Work-life balance Obowiązkowe lektury przedsiębiorcy

Obowiązkowe lektury przedsiębiorcy - Taka praca nie ma sensu, Tony Schwartz

Justyna Królak

W mieście Speedway (w stanie Indiana w USA), na torze Indianapolis Motor Speedway, od 1911 roku rozgrywany jest corocznie wyścig samochodowy zwany Indianapolis 500. To jedno z największych wydarzeń sportowych na świecie. Wiesz, co ma największe znaczenie dla kierowcy, który chce wygrać ten wyścig? W pierwszym odruchu nasza intuicja podpowiedziałaby, że wygra ten, kto będzie jak najdłużej jechał szybko, nie tracił czasu na robienie przerw i pierwszy dotrze do mety.

Tymczasem – co zaskakujące – to błędna odpowiedź. Zwycięzcą wyścigu okazywał się ten, kto rzeczywiście jechał najszybciej na trasie, ale jednocześnie sprawnie organizował sobie przerwy: na tankowanie, wymianę opon i drobne naprawy. Kluczem do sukcesu jest tutaj tankowanie i utrzymanie samochodu w dobrej kondycji.

Większość z nas bardzo dobrze radzi sobie z odpowiednim dbaniem o swój samochód. Tankujemy go, gdy kończy się paliwo, pilnując jednocześnie, by wlać odpowiednie. Wymieniamy opony, robimy jakieś drobne naprawy, wymieniamy zużyte części, by nasze auto służyło nam jak najdłużej. Wiemy też z własnych doświadczeń, jak bardzo źle dla samochodu kończy się zaniedbanie go.

O wiele bardziej skomplikowaną maszynerią, złożoną z mnóstwa ruchomych części, okazuje się być… człowiek! Tak, dobrze przeczytałeś, Ty, drogi człowieku :-) Chodzi o Ciebie. Podobnie jak samochód mamy swoje baki, które wymagają odpowiedniego tankowania, żebyśmy mogli sprawnie funkcjonować. Pytanie tylko, co my wlewamy do tych baków? Czy jesteśmy skłonni w pełni zaspokajać potrzeby naszej ludzkiej maszyny, żeby była cały czas w dobrej kondycji, by mogła zwycięsko ukończyć wyścig zwany życiem?

(Poniżej ciąg dalszy artykułu...)
(Poniżej ciąg dalszy artykułu...)

Stary sposób pracy

Niezbyt ciekawie przedstawia stan tego dbania o siebie Tony Schwartz w książce Taka praca nie ma sensu. Oto, co pisze (warto przytoczyć dłuższy fragment):

Tolerujemy w naszym życiu ogromne niedociągnięcia, nawet w tych aspektach, na które jesteśmy w stanie wpływać. Za mało bierzemy odpowiedzialności za zaspokajanie swoich podstawowych potrzeb i zbyt dużo energii tracimy na narzekanie i szukanie winnych. Nie dbamy o siebie, chociaż w konsekwencji szkodzimy swojemu zdrowiu, szczęściu i wydajności. Za mało czasu spędzamy z tymi, których kochamy i którzy nas kochają, chociaż mamy z tego powodu poczucie winy. Gdyby było inaczej, to wracalibyśmy do pracy z większą energią. Pod wpływem presji popadamy w rozdrażnienie, niepokój i frustrację, chociaż instynktownie zdajemy sobie sprawę z tego, że negatywne emocje przeszkadzają w jasnym myśleniu i podejmowaniu decyzji, a ponadto demoralizują naszych podwładnych.

Auć, zabolało… No dobrze, przyjrzyjmy się temu bliżej i zobaczmy, co możemy z tym zrobić.

Zdaniem autora za ten stan rzeczy odpowiadają (poza oczywiście odpowiedzialnością samego człowieka) powszechne dzisiaj metody pracy, które nazywa on etosem „więcej i szybciej”. Jak sama nazwa wskazuje, takie podejście wymaga od nas robienia coraz więcej i w coraz szybszym tempie. Napływa do nas coraz więcej informacji, mamy coraz więcej klientów do obsłużenia, coraz więcej maili wymagających natychmiastowej odpowiedzi, więcej telefonów, więcej zadań, więcej spotkań, więcej transakcji przebiegających w coraz szybszym tempie…

To wszystko sprawia, że cały czas się śpieszymy i pracujemy coraz więcej godzin, bo mamy poczucie, że inaczej nie nadążymy za wymaganiami i pozostaniemy w tyle. Mówiąc krótko, chcielibyśmy funkcjonować jak komputer: być stale na wysokich obrotach i móc obsługiwać kilka programów naraz w myśl bardzo przewrotnego założenia, że osiągniemy więcej, pracując dłużej, a nawet nieprzerwanie.

Jednocześnie wpadliśmy w pułapkę, bo przypominamy chomika, który bez ustanku biega w kołowrotku. Jak wskazuje Tony Schwartz, jesteśmy tak bardzo zajęci, że nawet nie dostrzegamy, jak bardzo takie metody pracy są dla nas (a także dla firm, w których pracujemy) toksyczne: tak bardzo absorbuje nas dotrzymywanie kroku, że przestajemy zauważać, iż bierzemy udział w syzyfowym wyścigu, którego i tak nie jesteśmy w stanie wygrać . Ten „syzyfowy wyścig” źle wpływa na nas samych, na nasze życie osobiste, na zespoły i na całe firmy. Taki pęd zwyczajnie utrudnia nam koncentrację, kreatywne myślenie, zatrzymanie się na chwilę refleksji, popatrzenie z dystansu, zaangażowanie w pracę… i można by tak jeszcze długo wymieniać. Paradoksalnie to więcej i więcej daje coraz mniej i mniej.

Nowy sposób pracy

Z pomocą w wydostaniu się z tego bezsensownego wyścigu przychodzi nam Tony Schwartz z książką Taka praca nie ma sensu, w której – niczym do jednego koszyka – zebrał wyniki badań z różnego rodzaju dyscyplin. Mają nam one pomóc przeprowadzić niejako „audyt energetyczny”, żebyśmy mogli zatrzymać się i zobaczyć, czy drabina, po której w takim pośpiechu się wspinamy, jest oparta o właściwą ścianę, gdzie powinniśmy tak naprawdę inwestować nasz czas i energię.

Samochód do sprawnego jeżdżenia potrzebuje odpowiedniego paliwa, odpowiednich opon na daną porę roku, sprawnych części. A czego my potrzebujemy? Abyśmy mogli sprawnie funkcjonować, potrzebujemy 4 źródeł energii: fizycznej, emocjonalnej, umysłowej i duchowej. Za tymi 4 źródłami kryją się nasze 4 podstawowe potrzeby: potrzeba równowagi (energia fizyczna), bezpieczeństwa (emocjonalna), samorealizacji (umysłowa) i uznania (duchowa).

I w sumie poszczególne rozdziały książki zostały poświęcone omówieniu poszczególnych potrzeb po kolei, dokładnie opisując, co się składa na każdą z nich.

Kluczem w tej całej układance jest wyrobienie sobie pewnego rytmu. Jak w ciągu dnia tracimy mnóstwo energii, tak później potrzebujemy czegoś, co nas zregeneruje, odnowi tę energię, byśmy mieli siły działać następnego dnia. Tak właśnie jako ludzie jesteśmy zaprogramowani: czujność w dzień, sen w nocy, intensywna praca, ale przez ograniczony czas. A – jak ciągle powtarza w książce autor – im większe mamy wymagania, tym więcej potrzebujemy odpoczynku i regenerowania sił.

Czego między innymi dowiemy się w poszczególnych częściach książki?

1. Energia fizyczna – potrzeba równowagi

Energia fizyczna to podstawa wszystkich form energii. Jeśli ją zaniedbamy, odbije się to na energii emocjonalnej – jeśli np. chodzisz ciągle zmęczony i niewyspany albo głodny, jest Ci bardzo trudno panować nad emocjami. Jeśli zaś nie panujemy nad emocjami i bardzo łatwo ulegamy np. irytacji czy gniewowi, jest nam wtedy z kolei bardzo trudno skoncentrować się na pracy i myśleć kreatywnie. Wszystko się zazębia…

Tutaj jak bumerang wraca temat snu, bo jest on głównym źródłem energii fizycznej. Mnóstwo badań naukowych potwierdza, że nic tak bardzo nie wpływa na naszą skuteczność w ciągu dnia, jak zadbanie o sen. William Dement (uważany za czołowego badacza snu) twierdzi, że sen ma prawdopodobnie dla naszego samopoczucia większe znaczenie niż dieta, ćwiczenia fizyczne, a nawet dziedzictwo genetyczne.

Mimo tego, że ciągle gdzieś słyszymy czy czytamy o tym, że dbanie o odpowiednią ilość i jakość snu jest tak bardzo ważne, to wielu z nas bardzo chętnie poświęca sen dla innych rzeczy, myśląc, że jeśli się nie położymy spać wcześniej, to zrobimy więcej.

Autor przytacza wiele przykładów wskazujących na to, jak negatywny wpływ ma niedobór snu na każdą sferę naszego życia. Oto niektóre z nich: stajemy się nieskuteczni w pracy, niebezpieczni za kierownicą, stajemy się bardziej podatni na choroby, obniża się nasza zdolność kreatywnego rozwiązywania problemów, jesteśmy mniej elastyczni, mniej pomysłowi.

Jeśli jednak uświadomimy sobie tak ogromne znaczenie snu, to według autora połowę bitwy mamy już wygraną. W książce poznamy też najlepsze sposoby na szybkie i łatwe zasypianie: jak się wyciszyć przed snem, jak wyhamować różne zmartwienia, które kołaczą się nam po głowie, jak ważne jest też ustalenie sobie konkretnej godziny, o której będziemy kłaść się spać. No i oczywiście, ile godzin snu potrzebujemy.

Bardzo ważnym elementem dla utrzymywania energii fizycznej jest też właściwe odżywianie. Trochę jest z nim dzisiaj podobnie jak z pracą: więcej i szybciej. Często się zdarza, że w ciągu dnia jesteśmy tak zabiegani, że nic nie jemy, dusząc jedynie głód jakąś drożdżówką i kawą, żeby przetrwać dzień, a później wieczorem zjadamy ogromny posiłek, nadrabiając zaległości dnia. Tony Schwartz nazywa to dietą zapaśników sumo – albo głodni, albo wypchani, rzadko kiedy dobrze odżywieni. Trudno się dziś odnaleźć wśród różnych diet i porad żywieniowych, które czasami są wzajemnie ze sobą sprzeczne, tutaj jednak autor daje kilka ciekawych i rozsądnych wskazówek, jak się w tym odnaleźć, zachowując zdrowy rozsądek.

Kolejny ważny aspekt odnawiania naszej energii fizycznej to robienie sobie przerw w pracy. Pierwsza intuicyjna myśl wskazywałaby na to, że taki odpoczynek w pracy spowoduje jedynie opóźnienie i przy obecnym braku czasu to bardziej by się przydała dodatkowa godzina pracy, a nie jakaś przerwa. Jest w nas zakodowane takie przekonanie, że czas spędzony na takim trochę nicnierobieniu to czas zmarnowany i sporym wyzwaniem jest przekonanie ludzi, zwłaszcza szefów firm, że pracownicy naprawdę zwiększą swoją produktywność dzięki częstym przerwom regeneracyjnym. Z badań wynika, że tylko 1% firm pozwala pracownikom na drzemkę. Tutaj autor podaje też informację, jakiej długości powinna być najskuteczniejsza drzemka. Dowiecie się też o różnych metodach pasywnej i aktywnej formy regeneracji.

Podobnie jak niedobór snu, osłabia nas również brak lub niedobór ruchu. Co ciekawe, ćwiczenia fizyczne nie tylko poprawiają naszą kondycję fizyczną, ale bardzo skutecznie odnawiają również nasz umysł i emocje. Takie regularne ćwiczenia są dla układu odpornościowego jak szczepionka.

2. Energia emocjonalna – potrzeba bezpieczeństwa

Czy wiesz, jak się teraz czujesz? Jakie odczuwasz emocje, co one mówią Ci o Tobie? Czego teraz najbardziej potrzebujesz? Tony Schwartz stwierdza w książce, że zgromadziliśmy tak ogromną wiedzę, ale jednocześnie tak żałośnie mało wiemy o sobie. Jesteśmy już najbardziej doinformowanymi i najmniej refleksyjnymi ludźmi w całych dziejach cywilizacji.

Temat emocji to w kontekście naszej pracy taki dziwny, skomplikowany i niejasny temat. Autor ze swojego doświadczenia w pracy z firmami pisze o tym, że w wielu z nich panuje niepisany zwyczaj, iż emocje zostawia się za drzwiami. Jak to ciekawie ujął: Wiele firm unika wyrażania jakichkolwiek emocji. Dominuje mdła uprzejmość i sztuczna usłużność, a konflikty schodzą do podziemia. Agresja przechodzi w agresję bierną. Tymczasem emocje, których doświadczamy na co dzień, bardzo mocno wpływają na nas i na ludzi wokół.

Autor uważa, że szefowie, liderzy powinni być dla swoich pracowników takimi „dyrektorami do spraw energetycznych”, a ich pierwszą zasadą powinno być zdanie (jak u lekarzy): „po pierwsze nie szkodzić”. Powinni za wszelką cenę unikać w zarządzaniu ludźmi emocji, które będą podważać ich poczucie wartości, czyli: groźby, zastraszenia, poniżania czy różnych słownych agresywnych ataków. Paradoksalnie pracownicy, którzy czują się doceniani i traktowani z szacunkiem, o wiele bardziej angażują się w swoją pracę. Jak to ładnie ujął autor w książce: Traktuj dobrze pracowników, dbaj, aby czuli się docenieni, a oni będą traktować dobrze klientów.

Bardzo ciekawe są też rozważania autora o dwóch powszechnych typach zachowania u liderów, którzy sami nie mają zaspokojonych podstawowych potrzeb emocjonalnych: 1. uporczywe zwracanie uwagi na swoją wartość, często przez nadużywanie władzy; 2. dodawanie sobie pewności przez poniżanie innych. Dają dużo do myślenia w kontekście, co znaczy być prawdziwym liderem i jak też pracownicy postrzegają takich egotycznych liderów. Jak to celnie ujął autor: Lider, który nie czuje zagrożenia dla swojej wartości, może inwestować energię w umacnianie innych osób.

Bardzo wartościowe są tu też rozważania dotyczące podejścia opartego na optymizmie czy pesymizmie. Z jednej strony optymizm może być formą samooszukiwania się; drugą skrajnością jest postrzeganie rzeczywistości pesymistycznie. Autor jako drogę równowagi proponuje postawę realistycznego optymizmu, która ma nam umożliwić samopoczucie na tyle dobre, aby radzić sobie z sytuacją, i na tyle złe, aby coś z nią zrobić.

Dużo ciekawych i pomocnych rozważań będzie też dotyczyć naszej tendencji do tworzenia sobie w głowie negatywnych historii, gdy znajdziemy się w jakiejś trudnej, stresującej sytuacji, gdy nasze poczucie własnej wartości leci w dół. Autor podaje 3 kroki, które pomogą nam zmienić postrzeganie rzeczywistości i przyjrzeć się trudnej sytuacji przez soczewki refleksyjne (co tu tak naprawdę jest faktem, a co tylko opowieścią, którą stworzyłem na podstawie tych faktów?), soczewki odwracające (patrzenie na sytuację oczami swojego rzekomego przeciwnika) oraz soczewki dalekosiężne (ułatwiają spojrzenie poza tu i teraz).

3. Energia umysłowa – potrzeba samorealizacji

W tej części książki autor rozprawia się z mitem wielozadaniowości i z przekonaniem, że to jedyny sposób, żeby poradzić sobie z natłokiem zadań. I że tak naprawdę, działając w ten sposób i przeskakując między zadaniami, sami sobie szkodzimy.

Kolejnym krokiem będzie zrozumienie, jak odzyskać kontrolę nad naszą uwagą, która ma tendencję do skakania między zadaniami. Tu znajdziemy ciekawe rady, jak poradzić sobie z rozproszeniem naszej uwagi, które ma swoje źródło wewnątrz nas, czyli z głosem naszych myśli, oraz na zewnątrz, czyli z tym wszystkim, co dzieje się wokół nas. Okazuje się, że w pracy najbardziej przeszkadza nam skrzynka mailowa, która zdaniem autora wprowadza sztuczne poczucie pilności i pośpiechu. Dowiecie się, co powoduje, że maile tak bardzo przyciągają naszą uwagę i odrywają nas od pełnego skupienia i co ma z tym wspólnego nasze nieświadome pragnienie przyjemności lub instynktowne unikanie cierpienia.

Tutaj też znajdziemy ciekawe przemyślenia na temat tego, w jaki sposób firma może sprzyjać głębokiemu skupieniu swoich pracowników. Czy lepsza jest otwarta przestrzeń biurowa, gdzie realizowana jest potrzeba kontaktu z ludźmi, czy może każdy z pracowników powinien mieć osobne biuro, co będzie zaspokajać jego potrzebę prywatności? Jak pogodzić dwie sprzeczne potrzeby? Jakie jest zdaniem autora najlepsze wyjście?

To, co szczególnie mi się tutaj podobało, to zwrócenie uwagi na istniejący w wielu firmach model relacji między szefem a pracownikami, który według autora przypomina trochę relację rodzica z dzieckiem. Wielu szefów mówi pracownikom, o której godzinie mają przychodzić do pracy, o której mają wychodzić i jak mają wykonywać swoją pracę. Pracownicy są wtedy traktowani jak dzieci i siłą rzeczy grają swoją rolę: są bezradni, bo nic im nie wolno, tracą wiarę w siebie i nie wychodzą z inicjatywą. Autor zachęca do budowania relacji z pracownikami jak dorosły z dorosłym: niech to będzie relacja wzajemnego zaufania i odpowiedzialności. Tu oczywiście zachęca do tego, żeby odejść od oceniania pracowników na podstawie liczby godzin pracy, a przejść do oceny wartości, jaką pracownicy wnoszą do firmy. Jak pisze: Aby mieć osiągnięcia, nie liczy się czas pracy, lecz witalność, skoncentrowanie, pasja i pozytywne emocje. Autor jest również zwolennikiem tego, żeby pracownicy mieli możliwość dopasować rozkład dnia pracy do swoich potrzeb (oczywiście nie na każdym stanowisku da się to zrobić) – wtedy będą pracować na o wiele wyższym poziomie.

4. Energia duchowa – potrzeba uznania

O co tutaj chodzi? Czy skoro mowa o duchowości, to chodzi o religię? Nie, chodzi o to, co jest dla Ciebie najważniejsze, czego tak naprawdę pragniesz, jaki jest cel Twojego życia. To fundamenty, najwyższy poziom rozwoju, najgłębsze wartości, które mówią Tobie i innym, jakim człowiekiem chcesz być. Posiadanie takich wartości sprawia, że nawet podczas ciężkich burz nie gubisz kierunku. Dają Ci one tożsamość, konsekwencję i siłę. Autor pisze: Wiele badań potwierdza, że osoby posiadające wartości mają więcej energii, bardziej się angażują, są wytrwalsze i osiągają lepsze wyniki.

Wartości obejmują również firmę. Oto pytania, na które tu trafimy: Czy potrafisz wymienić wizję, wartości i misję swojej firmy? Czy mają one wpływ na Twoją motywację do pracy? Co można zrobić, aby firma stała się miejscem pracy bardziej inspirującym? Tu piękne zdanie z książki: Organizacja to w rzeczywistości żywy organizm: społeczność ludzi, która wykorzystuje pełnię swego potencjału tylko wówczas, gdy każda z jej poszczególnych jednostek indywidualnych jest doceniana i widzi swój interes w realizacji wspólnego celu. Im więcej ludzkich potrzeb zaspokajamy, tym lepiej się czują i tym lepiej funkcjonuje cały organizm.

Autor podczas współpracy z firmami często zadaje szefom i kadrze zarządzającej pytanie: Czy uważasz, że twoi ludzie pracują lepiej, gdy są zdrowsi i szczęśliwsi? Tutaj prawie zawsze pada odpowiedź twierdząca. Wtedy pada drugie pytanie: Czy twoja firma regularnie inwestuje w zdrowie i szczęście ludzi? Tu zazwyczaj pada odpowiedź przecząca.

Wielu liderów i szefów zastanawia się, jak wydobyć ze swoich ludzi więcej. Nie każ im pracować bez wytchnienia, nie pozwalając na przerwy – taka praca naprawdę nie ma sensu. Zorganizuj czas tak, żeby mogli coś zjeść i odpocząć, a może nawet trochę się zdrzemnąć. Nie zarządzaj ich pracą za pomocą negatywnych emocji, krzycząc na nich i poniżając ich, mówiąc im, że są do niczego, a Ty sam zrobisz wszystko lepiej – taka praca naprawdę nie ma sensu. Nie traktuj ich jak dzieci, pilnując skrupulatnie godziny przyjścia i wyjścia z pracy i kontrolując ich na każdym kroku – taka praca naprawdę nie ma sensu. Zamiast tego zadaj sobie pytanie: Jak świadomie więcej inwestować w poznawanie wielowymiarowych potrzeb swoich pracowników, aby uwalniać, inspirować i dodawać im energii do dawania z siebie w codziennej pracy wszystkiego, co najlepsze? Dopiero taka praca będzie miała sens!

taka-praca

Chcesz więcej takich inspirujących treści?

Zapisz się na "prawdopodobnie najlepszy" (zdaniem Czytelników) newsletter biznesowy w Polsce!

Justyna Królak

Pasjonatka lektur rozwojowych, biznesowych i ciągłego doskonalenia. Przez wiele lat szefowa Klubu Książki Tolle.pl. Prywatnie jest szczęśliwą żoną Coraz Lepszego Szefa.