Strategia Obowiązkowe lektury przedsiębiorcy

Obowiązkowe lektury przedsiębiorcy – Od dobrego do wielkiego, Jim Collins

Justyna Królak

Żeby zostać wirtuozem gry na gitarze, to trzeba najpierw spełnić pewne warunki. Nie stanie się to z dnia na dzień. To będzie powolna droga, krok po kroku. Na początku będzie bardzo wyboista i zniechęcająca, ale jeśli będziesz wytrwały i zdyscyplinowany, to któregoś dnia gitara będzie dla Ciebie jak druga ręka.

Może podobnie jest w przypadku rozwijania firmy? Może są takie warunki, że jak się je spełni i będzie w tym wytrwałym i zdyscyplinowanym, to firma odniesie sukces? A jak się ich nie spełni, to firma skazana będzie na upadek? Czy taki sukces firmy da się zaprogramować, tak samo jak porażkę? Czy może jest tak, że pewne firmy odnoszą sukces przez przypadek, albo po prostu miały szczęście i tak naprawdę jest to swego rodzaju loteria?

Jim Collins z listy Fortune 500 (coroczny ranking 500 największych amerykańskich przedsiębiorstw wg przychodów brutto) dokonał starannej selekcji firm, które w latach 1965-1995, po latach bycia takimi rynkowymi przeciętniakami, przez kolejne 15 lat odnosiły nieprzerwany ciąg rozwoju i sukcesów. Ich wyniki z dobrych stały się znakomite i utrzymały ten poziom przez 15 lat..

(Poniżej ciąg dalszy artykułu...)

Następnie razem ze swoim zespołem badawczym porównał je z grupą firm, które nie odniosły takiego sukcesu i którym nie udało się utrzymać takiego poziomu nieprzerwanych osiągnięć. Porównanie tych grup pozwoliło wyodrębnić zbiór cech, które zadecydowały o sukcesie tych zwycięskich firm.

Czy to nie jest jednak tak, że jak patrzymy na to z zewnątrz, to niektóre firmy zawsze były wielkie? Nie musiały przechodzić tej drogi od bycia przeciętną firmą do wielkiej i doskonałej? Od samego początku budowali je wielcy ludzie, którzy nadali im już od podstaw charakter wielkiej firmy. Czy to nie jest tak, że to się ma, albo się tego nie ma?

Collins zadaje pytanie: „Czy każda dobra firma może stać się wielką, a jeśli tak, to w jaki sposób? Jak firma sama może sobie pomóc w przeobrażeniu z dobrej w wielką?”. Na podstawie swoich starannych analiz stwierdza z głęboką pewnością, że „niemal każda organizacja może bardzo znacząco poprawić swoje wyniki i swoją pozycję, być może nawet stać się wielką firmą, jeśli konsekwentnie będzie wprowadzać u siebie pomysły, które odkryliśmy”.

Brzmi jak „święty Graal” biznesu. No dobrze, jakie to zatem pomysły?

Okazuje się, że jest jedno wielkie koło zamachowe, na które składają się trzy obszary: zdyscyplinowani ludzie, zdyscyplinowane myślenie, zdyscyplinowane działanie. Nie brzmi jak ekscytująca przygoda, prawda? Raczej jak ciężka harówa… Znowu ta dyscyplina…

Omawianie po kolei tych obszarów, na które składają się kolejne elementy, to kopalnia wiedzy i odpłynęłabym w bezkresne morze, opisując to wszystko – przeczytasz to już w samej książce. Chcę się za to skupić na rzeczach, które we mnie wywołały „przewrót myślowy”.

Po pierwsze, przywódcy tych firm. Mam wrażenie, że mamy zakodowane takie przekonanie, że za wybitną firmą, która odniosła sukces, musi stać jakiś charyzmatyczny przywódca z przyciągającą osobowością... Taki geniusz, który skupia wokół siebie mnóstwo pomocników, którzy ślepo za nim podążają i realizują jego wizję.

A tymczasem okazuje się, że… przywódcy tych zwycięskich firm są rzecz jasna osobami ambitnymi, ale ich ambicja dotyczy głównie tego, żeby firma się rozwijała i odniosła sukces. Zabieganie o własne korzyści, splendor czy bycie na piedestale odchodzą tutaj w niebyt. Ci ludzie – sami pozostając w cieniu – są gotowi na wszystko, by zapewnić wielkość swojej firmie. Są skromni, pokorni, ale pełni mocy, nieustraszeni, zdeterminowani do walki.

Z drugiej strony okazało się, że – jak pisze Collins – „w 2/3 przypadków obecność nadmiernie nadętego ego przywódcy doprowadziła firmy do upadku lub hamowała ich drogę ku wielkości”. Collins nie znalazł również potwierdzenia, że do przeprowadzenia przemiany z firmy przeciętnej w wielką, trzeba sprowadzić charyzmatycznego przywódcę z zewnątrz. Było zupełnie odwrotnie: taka wielka, charyzmatyczna osobowość z zewnątrz miała często negatywny wpływ na zdolność firmy do takiej transformacji.

Bardzo ciekawa jest też kolejna zasada z działu „Zdyscyplinowani ludzie”, która brzmi: „Po pierwsze kto, po drugie co”. O co tutaj chodzi? Twoja firma jest jak autobus, który po drodze zabiera różnych ludzi, czyli swoich pracowników. Chodzi o to, żeby zabierać tylko właściwych ludzi. Mówi się, że ludzie są „zasobem” firmy. Nie do końca. Zasobem firmy są… właściwi ludzie! Oznacza to również, że być może po drodze będziesz musiał wysadzić z autobusu tych niewłaściwych ludzi, którzy nie będą pasować do firmy i do jej kultury...

Dopiero po zebraniu właściwych ludzi możesz się zastanowić, dokąd chcesz jechać. Dlaczego taka kolejność? Bo kiedy masz właściwych ludzi, razem będzie Wam łatwo znaleźć właściwą drogę do wielkości. W rekrutacji takie firmy mają też rygorystyczne zasady, np. kiedy masz wątpliwości – nie zatrudniaj, szukaj dalej. Kolejna zasada: kiedy wiesz, że musisz kogoś wymienić, działaj – najlepszych ludzi nie trzeba prowadzić za rękę.

I pozostaje jeszcze mnóstwo innych zasad, składających się na nasze koło zamachowe. Ważne jest oczywiście połączenie tych wszystkich elementów, a nie wybranie tylko tego, co nam się podoba. Najtrudniej jest na początku, kiedy to ciężkie koło trzeba rozruszać. Później samo już zaczyna nabierać mocy i rozpędu.

Ktoś może jednak powiedzieć: „Po co mi tworzyć wielką firmę? Może to, co mam w pełni mi wystarcza i nie mam wcale ochoty tworzyć wielkiej organizacji? Czy to oznacza, że brak mi ambicji?”. No właśnie, po co wielkość? Z tym pytaniem rozprawia się również Jim Collins… Wsiadaj do autobusu, zanim odjedzie i przekonaj się, po co Ci ta wielkość...

od-dobrego
Justyna Królak

Pasjonatka lektur rozwojowych, biznesowych i ciągłego doskonalenia. Przez wiele lat szefowa Klubu Książki Tolle.pl. Prywatnie jest szczęśliwą żoną Coraz Lepszego Szefa.