Obowiązkowe lektury przedsiębiorcy Inspiracje

Obowiązkowe lektury przedsiębiorcy – Steve Jobs, Walter Isaacson

Paulina Pietrzak-Jaworska

Biografia geniusza z Mountain View wydaje się być kolejnym produktem marketingowym firmy Apple. Bo mimo że Steve Jobs obiecał nie wtrącać się w proces powstawania książki (podobno nawet jej nie przeczytał), to jednak świadomość, że sam wybrał na swojego biografa Waltera Isaacsona – pisarza specjalizującego się w historiach wielkich umysłów – wiele mówi o jego intencjach. Intencjach, których zresztą autor nie zawiódł.

Przeczytaj, a zrozumiesz lepiej:

  • jak osobiste dramaty Jobsa wpłynęły na jego pracę,
  • jakimi cechami wyróżniał się jeden z założycieli firmy Apple,
  • kim Steve Jobs był naprawdę.


Książkę „Steve Jobs” spokojnie można nazwać „iBiografią” – jest pięknie wydana, z przyjemną w dotyku okładką zaprojektowaną w eleganckim i minimalistycznym duchu produktów z jabłkiem w logo.

Wnętrze również nie rozczarowuje – burzliwa (i szalenie inspirująca!) historia życia jednego z założycieli Apple przeplata się z soczystymi anegdotami prosto z piwnic największych firm Doliny Krzemowej. Osobiste dramaty Jobsa rozgrywają się równolegle z amerykańską rewolucją technologiczną. A w międzyczasie, jakby od niechcenia, na świat przychodzą kolejne wynalazki spod znaku nadgryzionego jabłka.

Wsiąkłam w tę opowieść bez reszty.

Ale od początku.

Oddany do adopcji, przygarnięty przez skromne małżeństwo

Bo cała historia zaczyna się znacznie wcześniej – od młodego, zbuntowanego chłopaka, który zmaga się z kryzysem tożsamości. Urodzony w zamożnej rodzinie, oddany do adopcji, przygarnięty przez skromne małżeństwo idealnie wpisujące się w stereotyp amerykańskiej klasy robotniczej.

(Poniżej ciąg dalszy artykułu...)

Isaacson szczegółowo opisuje każde z uczuć, które rozsadzało w tamtym czasie młodego Stevena. I w sumie dobrze, bo dzięki temu łatwiej jest zrozumieć jego późniejsze decyzje (może z wyjątkiem porzucenia dziecka, które naprawdę trudno usprawiedliwić), pomysły i manię kontrolowania wszystkiego dookoła.

„Porzucony. Wybrany. Wyjątkowy. Te pojęcia stały się częścią tego, kim by Jobs i w jaki sposób sam o sobie myślał. Jego najbliższy przyjaciel uważa, że świadomość tego, iż został oddany po narodzinach, zostawiła na nim pewne blizny. »Myślę, że jego pragnienie posiadania całkowitej kontroli nad wszystkim, co tworzy, wynika bezpośrednio z jego osobowości i faktu, że tuż po narodzinach został porzucony – mówi jego wieloletni kolega – Del Yocam. – Pragnie kontrolować swoje otoczenie, a produkt postrzega jako przedłużenie siebie samego«”.

Pokazuje też, że bez względu na to, skąd pochodzisz i kim jesteś, możesz zbudować coś wielkiego – bo nie da się inaczej określić produktów, które on tworzył.

Genialny biznesmen i marketer

Co ciekawe, Isaacson na każdym kroku podkreśla, że mimo to Jobsa nie można zaliczyć do wizjonerów ani nawet do utalentowanych inżynierów (z tego powodu bohater książki zaprzyjaźnił się zresztą ze Steve’em Wozniakiem). Był po prostu genialnym biznesmenem i marketerem, który – w większości przypadków – posiadał niezwykłą intuicję i wyczucie rynku. Potrafił przewidzieć pragnienia klientów na długo, zanim oni sami je odkryli. Jego największą obsesją nie były pieniądze, a technologie, które współtworzył – i właśnie to w spektakularny sposób wyniosło go na sam szczyt. Kilkakrotnie.

Bo biografia Jobsa wręcz ocieka niesamowitymi opowieściami, które chętnie przygarnąłby niejeden mówca motywacyjny. Historiami o 25-latku, który dzięki swojemu startupowi zarobił 256 milionów (!) dolarów (!!). O starcie iTunes, który sprzedał milion (!) piosenek w ciągu zaledwie sześciu (!!) dni (!!!), podczas gdy kalkulacje zakładały osiągnięcie takiego wyniku dopiero pod koniec pierwszego półrocza…

Nic dziwnego, że bywały momenty, kiedy zamykałam książkę z myślą: „Kurczę, to nie może być prawda, nie wierzę!”. Ale zaraz później wracałam do lektury tego amerykańskiego snu – przecież wszyscy kochamy takie niezwykłe historie.

Psuł własne produkty

Tym bardziej że przeplatają się ze smaczkami dedykowanymi prawdziwym wyznawcom Apple (głównie tym, którzy rozbijali namioty pod sklepami na tydzień przed kolejną premierą iPhone’a).

Czy wiesz na przykład, że Apple Macintosh miał nazywać się Apple Bicycle? Albo że przez patologiczną obsesję do sterylnych wnętrz Jobsowi zdarzało się psuć firmowe maszyny podczas… przemalowywania ich na jaśniejszy kolor? Albo że Jobs miał całkiem pokręcone poczucie humoru?

„W innym dowcipie użyto skonstruowanego przez Wozniaka kieszonkowego urządzenia, które zakłócało sygnał telewizyjny. Mógł on [Jobs] wnieść je do pomieszczenia, w którym grupa ludzi oglądała telewizję, (…) po czym dyskretnie nacisnąć przycisk i sprawić, że obraz na ekranie zamazywał się na skutek zakłóceń”.

Pod tą warstwą lukru, książka Isaacsona pełna jest też goryczy. Problemy z nawiązaniem relacji, opuszczenie ciężarnej dziewczyny, oszukiwanie przyjaciół, chroniczny brak szacunku do osób, które nie były mu potrzebne do osiągnięcia sukcesu, wybuchy złości (i płaczu) za każdym razem, kiedy pominięto jego nazwisko przy okazji ważnego wydarzenia – np. wtedy, kiedy, mając 27 lat, nie został okrzyknięty Człowiekiem Roku magazynu „Time”…

Wszystkie te historie przeczą wizerunkowi człowieka sukcesu, jaki w dzisiejszych czasach kreują media – człowieka współczującego, pełnego altruizmu i dzielącego się majątkiem. Ciekawa jestem, jak pokazałyby Jobsa, gdyby teraz rozkręcał Apple.

Był totalnie zaangażowany w to, co tworzył

Mimo wszystko nie można odmówić mu biznesowego wyczucia i totalnego zaangażowania w produkty, które tworzył. Był obecny na każdym etapie produkcji – nawet podczas choroby – począwszy od prac koncepcyjnych aż do premierowego pokazu (który zresztą sam prowadził).

Wytyczył nowe ścieżki technologii, marketingu i sprzedaży. Przeniósł do komercyjnego użytku maszyny, które wcześniej zarezerwowane były tylko dla wąskiego grona specjalistów. Odcisnął swoje piętno na przyszłości technologii informatycznych. A naszym zadaniem nie może być rozgrzeszanie go, lecz inspirowanie się jego pracą.

„I choć niektórzy mogą widzieć w nich szaleńców, my dostrzegamy w nich geniusz. Ponieważ to ludzie wystarczająco szaleni, by sądzić, że mogą zmieniać świat… są tymi, którzy go zmieniają”.

O autorze

Walter Isaacson – dyrektor generalny Aspen Institute, były szef CNN i redaktor naczelny magazynu „Time”. Autor książek Einstein. Jego życie, jego wszechświat, Benjamin Franklin: An american Life, Kissinger: A Biography oraz The Wise Men: Six Friends and the World They Made (wspólnie z Evanem Tomasem). Mieszka wraz z żoną w Waszyngtonie.

steve-jobs
Paulina Pietrzak-Jaworska

Specjalista w dziedzinie content marketingu i mediów społecznościowych. Na co dzień opiekuje się Fanpage’em Coraz Lepszej Firmy i Forum Coraz Lepszych Przedsiębiorców oraz wspiera rozwój bloga.