Work-life balance

Pasjonat czy pracoholik – kim tak naprawdę jesteś?

Agnieszka Kozak

Piotr po raz kolejny obiecał żonie, że w weekend nie będzie pracował i pojedzie z nią w góry, które ona tak bardzo kocha. Na miejscu okazało się, że musiał dokończyć ważny projekt i wysłać kilka pilnych maili.

Widział jej niezadowolenie, może nawet smutek, ale napięcie, które miał w sobie, nie pozwoliło mu wyłączyć telefonu. Został w hotelu, podczas gdy ona poszła w góry sama. Wieczorem w pośpiechu zjedli kolację, a kiedy ona, zmęczona, zasnęła, w końcu mógł spokojnie dokończyć przeglądanie wyników sprzedaży.

Położył się obok niej, jednak galopujące myśli nie pozwalały na spokojny sen.

Obudził się wcześnie, miał sporo pomysłów na usprawnienie tego projektu, który właśnie kończył. Zerwał się z łóżka, żeby wysłać maile do kolegów – powinni przemyśleć sprawę przed poniedziałkowym spotkaniem.

Wypił dwie szybkie kawy i usiadł do komputera…

Co myślisz o tej sytuacji?

Przeczytaj, a zrozumiesz lepiej:

  • czym jest pracoholizm,
  • jaka jest różnica między pasją a pracoholizmem,
  • jakie są konsekwencje pracoholizmu,
  • dlaczego warto sięgnąć po pomoc.


Pasja czy obsesja?

Pracoholizm to nie tylko długi czas pracy.

Wyniki badań dowodzą, że uzależnieni od pracy i osoby zdrowo zaangażowane w pracę (pasjonaci pracy) nie różnią się od siebie pod względem liczby przepracowanych godzin. Nie chodzi o to, ile czasu spędzasz w pracy, ale jakie masz do niej nastawienie, kim lub czym ona dla Ciebie jest, jaką funkcję pełni w Twoim życiu.

Czy daje życie, czy je zabiera. Czy pracujesz po to, żeby żyć, czy żyjesz pracując.

Pasjonat jest obciążony pracą, ale nie jest przeciążony, potrafi się z niej wyłączyć, by się zregenerować. Praca dostarcza mu pozytywnych emocji i ma funkcję rozwojową. Oznacza to, że przynosi satysfakcję i daje energię do działania także poza nią. Jest to oczywiście powiązane z tym, że taka osoba ma wiele zaspokojonych potrzeb, nie tylko w firmie – rozwoju, sukcesu, relacji, przynależności i wiele innych.

Pasjonat ma poczucie sensu pracy i co najważniejsze ma wysoki poziom samoregulacji emocji – redukuje emocje nieprzyjemne, a za sprawą własnych działań doświadcza emocji przyjemnych. Ma też poczucie satysfakcji z pracy, potrafi celebrować sukcesy.

Jego motywacja to motywacja wewnętrzna, płynąca z potrzeb, a nie z przymusu zewnętrznego. Pasjonat ma także kontrolę nad tym, co robi i ile robi. Stawia granice pomiędzy pracą a życiem prywatnym, bo praca to tylko jedna z jego pasji.

Potrafi odpoczywać, podczas urlopu (tak tak, jest takie słowo) wyłącza telefon służbowy, komputer, nie zagląda do poczty, nie obmyśla nowych działań, nie ma w sobie napięcia związanego z pracą. Ma jasność granic. Kiedy jest na spotkaniu z przyjaciółmi (uwaga: nie chodzi o spotkanie raz do roku, ale zwykły czas bycia z ludźmi na nicnierobieniu), to potrafi ich słuchać, opowiadać o tym, co dla niego ważne poza pracą.

Pasjonat ma życie. W przeciwieństwie do pracoholika.

Pracoholizm to rodzaj uzależnienia psychicznego, objawiającego się obsesyjną i wewnętrzną potrzebą ciągłego wykonywania pracy kosztem innych czynności, również rodziny, snu i odpoczynku.

Pracoholik rezygnuje z regeneracji, z bycia z ludźmi, z dbania o siebie. Pracuje, bo ma wewnętrzny przymus, napięcie, którego bardzo chce się pozbyć, ale paradoksalnie ono jakby rozprzestrzeniało się w jego ciele.

Bywa tak napięty, że już nie czuje bólu – dopiero u fizjoterapeuty słyszy: „Ma pan/i plecy twarde jak skała”. I właśnie to bycie skałą, brak kontaktu ze sobą i własnymi potrzebami jest objawem pracoholizmu.

Mimo że wszyscy wokół mówią, że pracuje zbyt dużo, zaprzecza temu i uważa swoją pracowitość za powód do dumy, udowadniając sobie i innym, że da radę, że tak trzeba, że mógłby więcej. Nie potrafi odpoczywać, czas wolny to dla niego męczarnia – uważa, że marnuje cenne minuty, a mógłby przecież zrobić tyle ważnych rzeczy, zająć się wieloma istotnymi sprawami.

Oczywiście nigdy nie przyzna się do tego, że coś udowadnia, przecież „tylko” pracuje, bo jest odpowiedzialny. Właśnie ta odpowiedzialność, która jednak jest nadodpowiedzialnością, jest tym, co go wyniszcza.

Trudno mu uwierzyć, że etat Pana Boga jest zajęty – ma wewnętrzne przekonanie, że bez niego to się nie uda, że tylko on może to wszystko udźwignąć. Pełen poświęcenia zapomina, że odpowiedzialność za innych zaczyna się od odpowiedzialności za siebie! Bo żeby siebie dać, trzeba siebie mieć!

Ale on – pracoholik – już siebie nie ma, bo on i praca stanowią jedno.

Nie ma ulgi – jest lęk i obawa, czy wszystko jest zadbane, jest nieustanne napięcie, które domaga się rozładowania. Emocje są zamrożone, człowiek wydaje się być obleczony w zbroję – niezłomny w swoich działaniach, rycerz walczący o innych i dla innych.

Tylko tych innych już nie ma… bo dawno złożył bliskich i relacje w ofierze swojej bogini Pracy.

Dlaczego do tego doszło?

Pracoholizm – możliwe przyczyny

Pierwsza przyczyna, czasami dla wielu osób najmniej oczywista, to oczekiwania innych – zaklęcia społecznego nakazu i zakazu oraz te wypowiadane w domach jako oczekiwania rodziców.

Słowo ma moc stwarzania, ubiera nas w tożsamość, te zaklęcia nas formatują, stają się scenariuszem, który bezwiednie realizujemy, by zasłużyć na uznanie najbliższych, by móc być dostrzeganym.

Niestety jest to nieświadomy scenariusz, który powoduje, że przestajemy być reżyserami życia; uzależnieni od tego, czego oczekują inni, nawet nie zauważamy braku własnego wyboru. Tak działa uzależnienie – jak ośmiornica oplata mackami i nie pozwala swobodnie oddychać.

Zaklęć, które mogą prowadzić do pracoholizmu, jest wiele, na przykład: „Postaraj się bardziej”; „Stać cię na więcej”; „Musisz być dzielny/dzielna”; „Trzeba być twardym, a nie miękkim”; „Życie to nie zabawa”.

Te zdania słyszane od dzieciństwa są jak taśmy nagrane w głowie, które powodują, że nigdy nie można być zadowolonym z tego, co się robi, i trzeba robić więcej i więcej, bo przecież zawsze można lepiej i więcej. Ciało napięte do granic możliwości przestaje czuć, a w środku nie ma przepływu życia, bo nie można się cieszyć; w zasadzie nie można nawet wydać pieniędzy na przyjemności, gdyż trzeba ciągle myśleć o tym, że zabawa to marnowanie czasu, a miarą wartości człowieka jest to, jak bardzo jest umęczony i udręczony, bo przecież nie ma nic za darmo.

Zaklęcia „postaraj się bardziej” i „stać cię na więcej” rozkładają czerwony dywan dla perfekcjonizmu – bo zawsze można lepiej, bo można było poprawić, bo to, co jest, jest niewystarczające. To oznacza z kolei wyznaczanie niemożliwych do spełnienia standardów. Niezgoda na własną słabość, zaślepienie ideałami sprawności, aktywności i niezawodności prowadzą nie tylko do braku tolerancji dla własnej bezradności – zamykają nas również na cudzą bezradność i niszczą empatię. Niszczą relacje, bo nikt nie jest w stanie być „wystarczająco dobry”.

Pracoholizm prowadzi do samotności.

Pracoholizm możemy powiązać z potrzebą niezawodności, odpowiedzialności i uznania. Pracoholik ma przekonanie, że nie może zawieść oczekiwań innych, że oni na niego liczą, że bez niego świat się zawali. Możliwe, że tak było w przeszłości. Możliwe, że dźwigał od dziecka ciężary ponad miarę – był najstarszym z rodzeństwa i zawsze musiał być dzielny. Możliwe, że był odpowiedzialny za rodziców, którzy nie domagali – bo ojciec pił i nie było na życie, a mama mówiła, że jest jedyną osobą, na którą może liczyć. Możliwe, że ta lojalność wobec innych była tym, za co dostawał uznanie – był dostrzegany, kiedy robił coś ponad miarę dla innych, bo inni byli za słabi, by o siebie zadbać.

Jedną z najczęściej opisywanych przyczyn pracoholizmu jest podnoszenie samooceny i regulacja emocji.

Paradoks polega na tym, że przedsiębiorcy wydają się (!) być pewni siebie. Faktycznie słowo „wydają się” jest adekwatne. Na zewnątrz radzący sobie, w środku pełni napięcia i niepokoju o siebie, o jutro, o to, czy dadzą radę, z niskim zaufaniem do siebie i swoich talentów. Z wewnętrznie rozwiniętym krytykiem, który ciągle mówi, że za mało, że można więcej, że jest niewystarczająco, że nie ma się z czego cieszyć – i ciągle wystawia negatywne oceny.

Składamy się z ocen, które w przeszłości dostawaliśmy od innych. Jeśli jesteśmy przekonani, że nasza wartość zależy od tego, czy dostaniemy „dobrą ocenę od innych”, to nic dziwnego, że nasz obraz siebie wisi na łańcuchach ocen.

Dobra ocena oznacza: możesz być, zasługujesz. Daje chwilową ulgę. Lęk przed odrzuceniem z powodu braku dobrej oceny jest nie do wytrzymania, więc chce się dostać kolejną, poprzez kolejny sukces, kolejne przekroczenie niemożliwego, kolejne zdanie: „Jak ty cudownie sobie radzisz w tym biznesie”, „Ja bym nie dał rady pracować tak jak ty”. Gonitwa za ulgą w cierpieniu przed brakiem akceptacji – ucieczka od siebie, by nie czuć, bo ten lęk tak bardzo boli…

To wszystko ma swoje…

Konsekwencje, czyli objawy pracoholizmu

Pracoholizm, jak każde uzależnienie, kosztuje. Niestety każdy uzależniony zaprzecza istnieniu tych kosztów, możliwe, że musi sięgnąć dna, aby móc się od niego odbić. Jak na przykład alkoholik – zaprzecza, że jest uzależniony, choć wszyscy z boku już widzą problem i ponoszą konsekwencje jego choroby.

Objawy pracoholizmu:

  • Problemy somatyczne – bóle głowy, trudności z oddychaniem, trudności z koncentracją i pamięcią, nadwrażliwość jelit, wrzody żołądka.


    Organizm, który jest w ciągłym napięciu, nie wysyła już sygnałów o zadbanie, ale zaczyna występować przeciwko sobie. Nadmierna produkcja kortyzolu upośledza funkcje poznawcze – stąd trudności z pamięcią, co z kolei wzmaga stres i błędne koło zaczyna się kręcić jak kołowrotek, który wydaje się nie mieć mocy sprawczej mogącej go zatrzymać.

  • Stany depresyjne – smutek i znużenie. Ponieważ wielu przedsiębiorców uważa, że chłopaki nie płaczą, może nie zauważać spadku nastroju, próbując go wyregulować lub podnieść alkoholem, bieganiem lub kolejnym zadaniem do zrealizowania.


    Poczucie przygniecenia powinno być symptomem, nad którym warto się zatrzymać. Depresja jest informacją o niezaspokojonych potrzebach, a brak zaspokojenia potrzeb oznacza zwyczajnie brak życiowej energii i zapewniam, że nie ma to nic wspólnego z jesienią!

  • Zniecierpliwienie i wybuchy. Nadwyrężony system nerwowy jest jak ściśnięta sprężyna – niewiele potrzeba, by wystrzeliła.


    Agresja wobec innych rodzi poczucie winy, niezrozumienia i osamotnienia, co wzmaga smutek i podbija stan niepokoju.

  • Osłabienie więzi z bliskimi. Trudno jest wygrać z kochanką, której na imię Praca. Czasami najbliżsi próbują walczyć, jednak nie mają umiejętności komunikacyjnych i robią to nieudolnie, formując pretensje i zarzuty, bo ciebie nigdy nie ma, kiedy cię potrzebuję, przestaliśmy być dla ciebie ważni.


    Poczucie zawodu jest wówczas nie do wytrzymania – trzeba uciekać w pracę, bo tylko ona rozumie i tylko ona da szansę na ukojenie, które… niestety nie przychodzi.

  • Wycieńczenie psychiczne. Ponieważ uzależniony nie potrafi stawiać granic i dbać o swoje potrzeby, nie ma się czym nakarmić. Nie widzi wyjścia, uważa, że tak jak jest, musi być, i nie potrafi sobie nawet wyobrazić innego sposobu funkcjonowania. Kiedy inni mówią o zmianie, on odpowiada, że go nie rozumieją. Kurtyna.
  • Wycieńczenie fizyczne. Brak snu, niewłaściwe odżywianie, brak urlopu, niemożność cieszenia się codziennością.


    Organizm ciągnie do pierwszej tragedii – drobne przyśnięcie na autostradzie, ułamek sekundy, szpital, pielęgniarka „do kogo zadzwonić?”… Hmm, do pracy?

  • Zaburzenia rytmu dobowego. Sen nie przychodzi, więc pracuje do 3–4 nad ranem, okłamując siebie i innych, że nie potrzebuje spać, że w sumie to strata czasu jest, że wyśpi się po śmierci.


    Tymczasem sen nie przychodzi, bo nie czuje się zaproszony.

Jeśli obserwujesz u siebie te symptomy, to jest to dobry moment, by sięgnąć po pomoc. Warto zdążyć przed rakiem, wylewem lub zawałem. Warto zadbać o więzi – bo one są tym, co daje nam prawdziwe poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Warto być dla ludzi, bo przynależność jest naszym neurologicznym paliwem.

Zatem zapamiętaj…

Pracoholizm to uzależnienie, które niesie ze sobą olbrzymie spustoszenie w organizmie i w relacjach z innymi

Pracoholizm nie ma nic wspólnego z pasją, choć może być świetnym kłamstwem, które opowiadasz sobie i innym.

Przedsiębiorco, jeśli choć raz usłyszałeś od kogoś, że pracujesz za dużo, a być może, że jesteś pracoholikiem, i oburzony zaprzeczyłeś, to jest to dobry impuls do zatrzymania się.

Życie masz jedno, szkoda nie być jego reżyserem!

Pobierz
bezpłatny poradnik –

Sprawdź, czy grozi Ci wypalenie zawodowe

Zadbaj dziś o siebie – inni będą Ci wdzięczni

Dowiesz się:

  • czy masz objawy wypalenia zawodowego,
  • jak sobie radzić, jeśli zauważasz je u siebie,
  • do czego mogą doprowadzić,
  • dlaczego przedsiębiorcy są narażeni na wypalenie zawodowe.
wypalenie_form

Pobierając materiały, wyrażam zgodę na otrzymywanie newslettera i informacji handlowych od Coraz Lepszej Firmy.
Mogę cofnąć zgodę w każdej chwili. Dane będą przetwarzane do czasu cofnięcia zgody.
Agnieszka Kozak

Psycholog, trenerka komunikacji (NVC), psychoterapeutka. Wierzy, że to, co mówimy i jak mówimy, kształtuje relacje zarówno ze sobą, jak i z innymi. Tworzy i wdraża programy rozwojowe oparte na idei Porozumienia bez Przemocy.

Współautorka książek: Dogadać się z innymi. Porozumienie bez przemocy nie tylko w życiu organizacji; Dogadać się z nastolatkiem. Szacunek i dojrzałość w relacji; Uwięzieni w słowach rodziców. Jak uwolnić się od zaklęć, które rzucono na nas w dzieciństwie.

Wartości, które ceni, to zaufanie, szczerość i akceptacja. Marzy o świecie, w którym ludzie będą umieli się zrozumieć i porozumieć. Prowadzi swój kanał na YouTubie.