Zarządzanie zespołem Obowiązkowe lektury przedsiębiorcy

Obowiązkowe lektury przedsiębiorcy - Głaskologia, Miłosz Brzeziński

Justyna Królak

Badania przeprowadzone w USA (2003 r.) niosą wieść, że 65% ankietowanych osób, które są aktywne zawodowo, nie jest w stanie przypomnieć sobie ani jednej pochwały na temat wyników swojej pracy wypowiedzianej przez szefa. Z drugiej strony coraz bardziej dociera do nas prawda i potwierdzają to również badania, że pracownicy, którzy są doceniani przez swoich przełożonych, mocniej angażują się w swoją pracę, mają lepsze wyniki i są zwyczajnie szczęśliwi… A z jeszcze innej strony: szefowie dwoją się i troją, jakby tu wycisnąć ze swoich pracowników więcej motywacji, żeby im się bardziej chciało… Czyżby nasza praktyka nie podążała za tym, co odkrywa nauka?

Znacie to?

– Może pochwaliłbyś go? Tak się starał… nawet po godzinach został.

– Po co mam go chwalić, przecież wie, że dobrze zrobił? Dam mu więcej punktów podczas oceny rocznej.

Albo z innej beczki:

Ale po co mam jej mówić komplementy? Przecież wie, że dobrze pracuje. Przecież wie, że ją kocham. Przecież wie, że dobrze ugotowała. Wie? A może nie wie? A może wie?

(Poniżej ciąg dalszy artykułu...)
(Poniżej ciąg dalszy artykułu...)

No właśnie… Po co chwalić, po co prawić komplementy, po co wspierać (pracowników, szefa, męża, żonę, dzieci, przyjaciół)? Czy nie jest to coś, na co trzeba zasłużyć i ciężko zapracować? Czy nie jest to coś wyjątkowego, coś jak wykwintny obiad z okazji wielkiego święta? Czy pochwała to nie jest właśnie takie wyjątkowe święto, luksus, na który mogę sobie pozwolić tylko od czasu do czasu? A poza tym, jak będę tak chwalił, to mi się ktoś rozleniwi i osiądzie na laurach, a ja nie mam ochoty wychowywać młodego narcyza! Może w takim razie dużo efektywniejsze będzie straszenie i karanie – ten sposób trzymania dyscypliny?

Z pomocą naszym dylematom przychodzi książka Miłosza Brzezińskiego pt. Głaskologia, która nauczy nas, dlaczego i jak prawidłowo „głaskać” innych ludzi. Jednak, jak zastrzega sam autor, nie będzie to książka o słodziaczkowym głaskaniu i dobroci kosmosu. To książka o tym, jak traktować innych ludzi, bez pochopnego oceniania i z szacunkiem.

Zasady głaskologii

Na sam początek od razu wytaczamy najcięższe działo i strzelamy bez opamiętania. Oto prawda o pochwałach, wspieraniu i nagrodach: wspieranie innych to nie jest luksus w naszych relacjach. To konieczność, norma, tak samo potrzebne do życia (dla małych dzieci wręcz niezbędne, by człowiek nie umarł) jak tlen, picie czy jedzenie.

Oj, oj, powoli… Jak tlen, picie czy jedzenie?

Czy to aby nie przesada? Aż tak?

Aż tak!

Ciekawostka naukowa: przyjmowanie wsparcia i również dawanie go podpięte jest w mózgu pod tę samą pompę endorfin, co seks i zaspokajanie głodu.

Jak ciekawie wskazuje autor, wspieranie jest takim samym czynnikiem higieny jak tlen, na który na co dzień nie zwracamy uwagi. Dopóki mamy czym oddychać, tlenu nikt nie docenia i nikt o nim nie pamięta. Ale gdy tylko ktoś wypompuje go z pokoju, ludzie zaczną zażarcie o niego walczyć. Niewspieranie ludzi, kiedy chcemy im pomóc uzyskać wymierne wyniki, jest jak niezabranie butli z tlenem na wyprawę na Mount Everest.

W ten sposób położyliśmy fundament naszego głaskania i poznaliśmy podstawową zasadę, która… oficjalnie brzmi: reguła kapitalizowania relacji i korzystania z tych skapitalizowanych zasobów. Aha, rozumiem… A czy można by tak bardziej po ludzku? Z pomocą oczywiście przychodzi nam sam autor i wyjaśnia to w cudowny, obrazowy sposób:

Wyobraź sobie, że każdy człowiek, którego spotykasz, ma niewidzialny kubek z gorącą pitną czekoladą. (…) Za każdym razem, kiedy robisz dla kogoś coś dobrego: pomagasz, wspierasz, chwalisz – dolewasz mu czekolady. Za każdym razem, kiedy coś od kogoś chcesz – wyciągasz dłoń z łyżeczką, żeby nieco tej czekolady podebrać.

I od razu lepiej :-)

A oto podstawowe zasady obsługi kubków z gorącą czekoladą:

  1. Żeby móc zaczerpnąć z kubka danej osoby, trzeba tam wcześniej coś nalać, jak w banku – żeby wypłacić, trzeba wcześniej wpłacić. Znany Wam Stephen Covey nazywa to zresztą „emocjonalnym kontem bankowym”. To w sumie najprostszy sposób wpływania na innych.
  2. Do kubeczka trzeba nalewać regularnie, a nie tylko od wielkiego święta.
  3. Każde moje spotkanie z inną osobą wpływa na wahania czekoladowych poziomów u tej osoby.
  4. Gdy wpływam na poziom czekolady u innej osoby, wpływam również na własny poziom czekolady – w myśl zasady, że udzielone dobro wraca do osoby go udzielającej.
  5. Gdy kogoś spotykam i nie wykorzystuję tego, żeby dolać mu czekolady, to właśnie zmarnowałem okazję.

W ten oto sposób doszliśmy do bardzo ciekawych wniosków:

Po pierwsze: jeśli mamy u kogoś naskładane duże zasoby czekolady, mamy na taką osobę dużo większy wpływ i taki ktoś dużo chętniej będzie słuchał naszych wskazówek. Działa to też w drugą stronę: osoby, które u nas mają naskładane czekolady, dużo skuteczniej wpływają na nas i my chętniej ich słuchamy. Zresztą, autor twierdzi, że na możliwość wpływania na innych trzeba sobie najpierw zasłużyć: Wymagać możemy od tych, u których mamy naskładane czekolady.

No i druga rzecz: jeśli mamy u kogoś naskładane czekolady, to taki ktoś będzie bardziej wyrozumiały na nasze błędy i potknięcia; gdy kubek z czekoladą świeci pustkami, jakby wylizał go jakiś wygłodniały kotek, a dolewek brak, wtedy bardzo trudno o cierpliwe znoszenie błędów, a bardzo łatwo o brak zrozumienia i kąśliwe uwagi.

No dobrze. Bardzo ładnie to wszystko brzmi „dolewać czekolady do kubeczków innych ludzi”. W głowie dociekliwego czytelnika może jednak zrodzić się pytanie: „A co ja z tego dolewania innym będę miał? A co ze mną?”. O siebie też jak najbardziej należy zadbać, ale – paradoksalnie – robiąc coś dla innych, napełniamy również własne kubeczki, nawet jeśli nikt nie okaże nam wdzięczności. Co ciekawe, jeśli jesteśmy ciągle skupieni na sobie, szarpiemy się z naszym wewnętrznym krytykiem, próbując go zagłuszyć. Oderwanie uwagi od siebie i skierowanie jej na zewnątrz powoduje, że przestajemy skupiać się na naszych wewnętrznych zmaganiach i narzekaniach. Jak pokazały badania, dobroczynność zwalcza poczucie izolacji i depresję.

Kiedy i ile dolewać?

Mamy bardzo wyraźną tendencję do tego, żeby – gdy jest w naszych relacjach dobrze – osiąść na laurach. Jest dobrze, więc można na chwilę odpocząć w staraniach o dolewanie czekolady do kubeczka. Nic bardziej mylnego, drogi Dolewaczu Czekolady (wybaczcie to dziwne określenie ;-)). Tu z pomocą i wyjaśnieniem przychodzi nam reguła Józefa. Chodzi o tego biblijnego Józefa, którego bracia sprzedali do niewoli egipskiej. Józef, wyjaśniając dziwny sen faraona, polecił mu, żeby w latach dobrobytu odkładał część zbiorów na trudne czasy.

Podobnie powinniśmy postępować w naszych relacjach: gdy jest nam dobrze, powinniśmy dalej działać i dolewać czekolady na zapas – w ten sposób dokonujemy kapitalizacji relacji, tak jak w banku odkładamy oszczędności na dodatkowe konto na trudniejsze czasy. Co nam da takie podejście? Dawanie wsparcia innym, kiedy wszystko gra, da większe wsparcie nam samym. A poza tym dzięki takiej postawie ćwiczymy nawyk do wykorzystywania każdej okazji do dolewania czekolady (patrz punkt 5. głównych zasad głaskania: Gdy kogoś spotykam i nie wykorzystuję tego, żeby dolać mu czekolady, to właśnie zmarnowałem okazję).

Ciekawym pytaniem, jakie pojawia się w trakcie lektury, jest to: ile tej czekolady powinniśmy dolewać, żeby było dobrze. Ile takich dolewek czekolady powinniśmy wykonać, żeby to przyniosło owoc? Okazuje się, że istnieje konkretna proporcja stosunku pozytywnych komunikatów do negatywnych, która daje największą skuteczność i efektywność w budowaniu szczęśliwej relacji.

Oprócz tego z książki dowiecie się również, jaka jest minimalna proporcja (i w domu, i w pracy), żeby dało się coś zbudować, a przy jakiej proporcji relacja jest krucha jak skorupka jajka, łatwo prowadząc do przepaści kryzysu. Warto zapamiętać jedną rzecz: komunikat negatywny ma znacznie większą moc niszczenia niż przekaz pozytywny moc budowania. Pamiętacie może te szkolne dyktanda czy klasówki, w których na czerwono podkreślano nam błędy? Albo rodziców, którzy chyba mieli problemy ze wzrokiem, bo dostrzegali tylko tróję z matmy, ale szóstka z polskiego była już jakby niewidoczna…

Okazuje się także, że w chwaleniu innych można… przesadzić. I tu poznacie proporcję, od której w komplementowaniu zaczyna się niebezpieczna jazda bez trzymanki.

Co z krytykowaniem, przestrogami i radami?

Skoro negatywne komunikaty robią taką masakrę, to czy to oznacza, że nie powinniśmy w ogóle krytykować innych, tylko ich chwalić? Miłosz Brzeziński przytacza ciekawa badania, przeprowadzone przed dr Elizabeth Hurlock (1925 r.), w których porównywano wyniki trzech grup uczniów: w pierwszej uczniowie byli wyłącznie krytykowani; w drugiej grupie wyłącznie chwaleni; w trzeciej grupie – ignorowani.

Co się okazało? Po pierwszym dniu najgorsze wyniki miały dzieci… ignorowane – ich poziom wykonywania zadań zakończył się na 5% z tendencją malejącą. Jak dowiemy się z książki, ignorowanie czyjegoś wkładu to najbardziej dobijająca strategia, jaka tylko może istnieć.

Ale idźmy w naszym badaniu dalej. Na początku te dzieci, który były krytykowane, i te chwalone – szły równo. Niestety w dłuższej perspektywie proporcje się zmieniły: choć po pierwszym dniu dzieci karcone starały się, to w drugim dniu, gdy wciąż były krytykowane, ich poziom najpierw spadł drastycznie do poziomu dzieci ignorowanych, po czym nieco się podniósł i ostatecznie uzyskały one wynik na poziomie 19%. Dzieci chwalone uzyskały natomiast wzrost poziomu wykonywania zadań na 71%! Wnioski wyciągnijcie sami…

Również popularna metoda udzielania informacji zwrotnej na kanapkę (czyli najpierw informacja pozytywna, później negatywna i na koniec pozytywna) w jednym przekazie nie odnosi wcale efektu. Jak to ładnie ujął autor, mówienie czegoś miłego tylko po to, żeby skrytykować, pachnie cwaniactwem na kilometr. Zamiast tracić czas na negatywne komunikaty, lepiej go poświęcić na dolewanie czekolady do czyjegoś kubeczka i naskładać sobie u niego spory zasób zaufania. Wtedy o wiele skuteczniej będziemy mogli wpływać na zmianę czyjegoś zachowania. Tak, wiem, to o wiele trudniejsze i wymaga czasu, a nam się tak wszędzie spieszy…

Czy w takim razie w ogóle dawać innym jakieś rady, przestrogi? Okazuje się, że bardziej motywują nas cele niż przestrogi, bardziej informacja o tym, co zyskamy, a nie, co się złego stanie, bardziej ciekawe wizje przyszłości niż wieszczenie jakichś katastrof (np. „jak się nie będziesz uczył, to nie znajdziesz dobrej pracy”, „jak nie przestaniesz palić, to zachorujesz na raka”), bardziej zachęcanie niż użalanie się. Znów przywołam piękne zdanie z książki: Nigdy nie było i nie jest prawdą, że jak się kogoś ciągle ochrzania, to spłynie na niego deszcz zrozumienia i będzie grzeczny i mądry. Dość szybko dojdzie do wyczerpania zaufania i nasze porady przestaną mieć wpływ.

Zresztą, jak to już było wspomniane, żeby móc udzielać komuś rad, trzeba wcześniej zbudować sobie do tego zasoby. Czasem też lepsze od podania komuś gotowego rozwiązania jest po prostu uważne wysłuchanie go. W książce znajdziecie też informację o tym, kiedy możemy być pewni, że warto dać komuś radę, a w jakiej sytuacji trzeba dać sobie z radami spokój.

No dobrze. W naszych mądrych (a jakże!) głowach może zrodzić się jednak kolejna wątpliwość: a co, jeśli ja będę taki dobry dla innych, będę ich wspierał, a ktoś mnie zwyczajnie wykorzysta, oszuka? Nie chcę być frajerem. Czy bycie altruistą oznacza bycie frajerem, wiąże się nieuchronnie z byciem wykorzystywanym? Istnieje oczywiście forma patologicznego altruizmu, w której pomaganie innym przynosi więcej szkody niż pożytku. Takiego altruizmu nie chcemy.

W książce przeczytacie wskazówki, które pomogą Wam wyłapać z tłumu takiego oszusta, który chętnie korzysta z pomocy innych, ale nie daje nic w zamian. I kolejna ciekawostka: na byciu dobrym najlepiej wychodzą ci, którzy postępują tak dlatego, iż uważają, że tak trzeba. Gorzej jest z tymi, którzy za swój każdy gest dobroci domagają się jakiejś formy wdzięczności („No, jak tak możesz, synku! Tyle z matką dla ciebie poświęciliśmy…”).

Narzędzia do głaskania

Na koniec poznamy mnóstwo narzędzi, za pomocą których możemy uczyć się, jak poprawnie wspierać innych, a są to:

  1. Znane wszem wobec komplementy – tu poznacie kilka rodzajów komplementów, z ich podziałem w zależności od mocy przekonywania i stopnia zaawansowania osoby prawiącej komplementy, oraz dowiecie się, jaki typ komplementu uchodzi za jeden z lepszych (taki hard level komplementów). Poznacie też podstawowe zasady prawienia komplementów.
  2. Specyficzna metoda przyjmowania komplementów zwana Return – co to takiego i co może nam dać.
  3. Savoir-vivre (fr. savoir – wiedzieć, vivre – żyć; znajomość życia), czyli zestaw reguł dobrego wychowania, dobrych manier i zasad funkcjonowania społecznego.
  4. Technika Naprzód, zwana potocznie „Dajesz, stary” – co to takiego i jak możemy to wykorzystać we wspieraniu innych.
  5. Różne rodzaje wspierających działań szefa, które podnoszą efektywność pracowników.
  6. Zaawansowana technika wspierania zwana potocznie „Chronię twoje plecki”.
  7. Siła znajomości swoich mocnych stron i ćwiczenia wdzięczności.
  8. Model Pantalona, zwany także motywacją błyskawiczną.
  9. Prawo reaktancji psychologicznej (prawo oporu psychicznego) – z czym się ono wiąże, jeśli chcemy komuś coś narzucić.
  10. 3 fundamentalne błędy motywacyjne, które totalnie wszystko zepsują, bo: nie uczą innych, jak wychodzić z dołka, odbierają innym poczucie sprawstwa, traktują porażkę jako coś stałego i każą natychmiast się poddać. Jednym słowem: tragedia!
  11. Kilka szybkich działań, które ludzie odbierają jako wspierające, a które nas uczą uwagi i aktywnego kontaktu w rozmowie.
  12. Co robić, żeby się nie wypalić w pomaganiu innym.

Inne fajne ciekawostki, o których przeczytacie w książce

  1. Dowiecie się, jak to jest z tymi pieniędzmi: czy dają one szczęście, czy nie. Poznacie 6 sposobów wydawania pieniędzy, by zwiększyć prawdopodobieństwo, że zamienią się w szczęście. A także gdzie pieniądze świetnie się sprawdzają jako motywator, a gdzie wszystko psują.
  2. 3 strategie funkcjonowania w grupie (dawacz, zabieracz i kalkulator) i którą z nich opłaci się najbardziej wybrać.
  3. Jakie 3 słowa przyniosły więcej cierpienia i problemów niż jakiekolwiek inne słowa w historii ludzkości?
  4. Jak brać z kubeczka innej osoby wtedy, kiedy jest gorzej?
  5. Coś dla rodziców: jak prawidłowo chwalić swoje dzieci, żeby stawiały sobie coraz wyższe i ciekawsze wymagania i były chętne do rozwoju. I o tym, jakie 2 negatywne efekty niesie z kolei chwalenie dzieci za wszystko, co robią, i ciągłe powtarzanie im, że są wyjątkowe. I jak drastyczne wypaczenie idei chwalenia dzieci produkuje dorosłych, którzy wymagają wiele od życia, niewiele chcąc samemu poświęcić, żeby osiągnąć wymarzony cel.
  6. Poznacie 2 umysłowe skrypty w podejściu do rozwoju.
  7. Zapoznacie się z procedurą, która po 20 godzinach ćwiczeń daje możliwość bycia dobrym w większości znanych umiejętności.
  8. Czy to poczucie własnej wartości wpływa na sukcesy, czy może raczej odnoszone sukcesy budują poczucie własnej wartości? Co jest pierwsze?

O autorze

Miłosz Brzeziński jest jednym z najbardziej wpływowych konsultantów i trenerów biznesowych w Polsce. Bezpardonowy, prowokacyjny interpretator zjawisk psychologicznych w biznesie, autor książek dotyczących psychologii biznesu, inspirator współpracujący z rynkiem biznesowym na całym świecie. Mentor AIP Business Link, członek Rady Ekspertów ośrodka analitycznego Think Tank, certyfikowany coach International Coaching Community.

Głaskologia

Chcesz więcej takich inspirujących treści?

Zapisz się na "prawdopodobnie najlepszy" (zdaniem Czytelników) newsletter biznesowy w Polsce!

Justyna Królak

Pasjonatka lektur rozwojowych, biznesowych i ciągłego doskonalenia. Przez wiele lat szefowa Klubu Książki Tolle.pl. Prywatnie jest szczęśliwą żoną Coraz Lepszego Szefa.