Zarządzanie zespołem

Pracownicy – co zrobić, żeby im się chciało tak, jak im się nie chce?

Izabela Wiśniewska

Marek pewnym krokiem wszedł do biura, tak jak zwykle, o 9:00. Jego rozpromieniona twarz znów zwiastowała dobry dzień – wstawanie lewą nogą pożegnał jakieś 365 dni temu.

Rozsiadł się wygodnie w swoim skórzanym fotelu biurowym i odpalił najnowszego MacBooka. Ta opływowa linia, ten kształt i precyzja wykonania – ach! Przejechał palcami po smukłej krawędzi ekranu. W końcu mógł sobie na niego pozwolić i spełnić swoje małe marzenie o supernowoczesnym „nadgryzionym jabłku”.

Pierwsze kliknięcie to oczywiście poczta. Z tego całego spamu lądującego na firmowych skrzynkach wysortował 2 najistotniejsze dziś maile: jeden od handlowca – z potwierdzeniem zamówienia od dużego klienta, o którego starali się od 3 miesięcy; a drugi – z informacją, że udało się wynegocjować porozumienie z baaaardzo wymagającym kontrahentem przy okrutnie trudnej reklamacji źle nadrukowanych zakrętek.

„Dobre wieści i jeszcze lepsze wieści” – wyszeptał radośnie pod nosem i, odchylając się w tył, założył ręce za głowę.

Zamknął oczy i – kręcąc się na fotelu – odetchnął z ulgą.

Myślami powrócił jednak do wydarzeń sprzed roku…

…kiedy przyjście do firmy o 9:00 zwiastowało katastrofę

– Cholera jasna! – krzyknął Marek, sprawdzając zamówienia z poprzedniego dnia. Był już późny wieczór, coś koło 22:00, a on nadal siedział w firmie. – ZNOWU nie odczytali maili z zamówieniami, ZNOWU Elka będzie musiała zawieźć Zosię do przedszkola, bo ZNOWU muszę tu o 6 rano przyjechać i dopilnować planu zleceń na produkcji! Ileż można?!?!?! – w opustoszałym pomieszczeniu od ścian smutno odbijało się tylko echo tego, co czuł.

Konsternacja?

Frustracja?

Rozczarowanie?

Brak sił?

Bo jak inaczej nazwać to uczucie, gdy zatrudniasz kilku – ba! – może nawet kilkunastu pracowników, a w firmie przesiadujesz od wczesnych godzin porannych aż do późnej nocy?

Jak wytłumaczyć brak czasu dla partnera, dzieci, psa? Czasu na Netflixa albo chociażby na spacer?…

Jak stanąć przed lustrem i wmówić sobie, że wszystko będzie dobrze, że się poukłada, że jakoś to będzie, kiedy wiesz, że…

…TAK NIE BĘDZIE?

Bo już brakuje Ci pomysłów… Jak zaangażować pracowników do solidnej pracy? Co jeszcze masz zrobić? Przecież nie wymagasz wiele – tylko tego, żeby robili to, co powinni.

A oni uparcie robią wszystko… tylko po swojemu.

W efekcie pracujesz za nich – no bo przecież ktoś to musi ogarnąć, prawda? A jakby na to nie patrzeć – to Twoja firma…

I Marek właśnie to robił. Jeszcze rok temu niańczył swoich pracowników – nawet tych, którzy pracowali u niego już kilka lat!

Na samo to wspomnienie na rękach i nogach pojawiła mu się nieprzyjemna gęsia skórka… Brrr…

Ale po chwili pomyślał jeszcze o tym, jak to było…

…kiedy jakikolwiek problem oznaczał duże kłopoty

Wybiła 12:00. Południowe słońce na hali produkcyjnej dawało się dziś we znaki bardziej niż kiedykolwiek. Ale żar lał się nie tylko z nieba. Każdy kolejny telefon skierowany do Marka dolewał oliwy do ognia…

„Tak, tak, panie Emilu, już wysyłamy, już wszystko mamy na paletach, naprawdę, zaraz wyjedzie…”.

– ANKA!!!! ANKA!!! – wyciszając rozwścieczonego klienta, Marek przetarł czoło z kolejnych kropli potu. Nie dość, że pogoda wszystkim dawała się we znaki, to paląca atmosfera w firmie dodawała do panującej temperatury dobre dodatkowe 30 stopni. – Anka, biegnij po Heńka, gdzież on jest???!!! Dlaczego do GrosDitu palety jeszcze nie wyjechały? Przecież dostawa miała być w zeszłą środę!!! K***a, dziś mamy wtorek!!!!

„…ale, ale jak to do sądu, czemu do sądu od razu, spokojnie, porozmawiam, wyjaśnię. Ale… yyy… miesiąc temu?…” – wertując przy okazji porozwalane papiery na biurku, Marek gorączkowo szukał notesu. – „Kalendarz, kalendarz, gdzie ten cholerny kalendarz! JEST! No… tylko nic tu nie mam o tej płatności. Może Anka wysłała zamówienie i mi nie przekazała faktury? Na mailu też nic. Cholera!”.

„…płatność? Jaka płatność? Aaa, za blachę… no miała iść wczoraj. Aaaa, ale to zaległa jeszcze? To nie poszła, tak? Nie dostaliście nic od nas? Zaraz to wyjaśnię…” – Marek pobladł i opadł bezwładnie na stare, wysłużone krzesło. Jeszcze jeden taki telefon, a smartfona trzeba będzie zbierać z podłogi. I to w kawałkach.

JAK MOŻNA ZAPOMNIEĆ O TAK WAŻNYCH SPRAWACH?!

No jak widać można. A na dodatek zupełnie nie poczuwać się do odpowiedzialności. Bo niby czemu?

Przecież szef wszystko załatwi. Obrotny, pomysłowy, sprytny – zawsze ogarnia, zawsze w pracy, zawsze wie, co zrobić.

I pracownicy tak właśnie Cię widzą.

Bo gdyby było inaczej, to Ty pracowałbyś dla nich, a nie oni dla Ciebie. Tylko…

…dlaczego oni w ogóle nie myślą?

Dlaczego musisz każdego dnia gasić mniejsze i większe pożary, a nikt tego nie docenia?

Marek zadawał sobie dokładnie te same pytania. Co takiego się dzieje, że jego pracownicy zaraz po przekroczeniu progu firmy przestają myśleć?

I właśnie z tym wiąże się kolejne przykre wspomnienie sprzed roku. To był taki czas…

…kiedy mógł tylko pomarzyć o chociażby jednym „dużym kliencie”

Bo przecież opóźnienia generowały kary umowne. Kary umowne wyciągały z firmy pieniądze. A pieniądze z kolei zapłacić trzeba było pracownikom. I tak koło się zamykało.

Marek biegał i gasił pożary. Próbował wszystko spinać kolejnymi kredytami obrotowymi. Żeby starczyło, żeby nie stracić płynności. Żeby jakoś to było. Byle to jakoś przetrwać.

Ale czy w prowadzeniu firmy chodzi o taką bylejakość?

Marzenia Marka były zupełnie inne. Zakładał tę firmę z myślą o podbiciu rynku. Chciał obsługiwać największych. Być kimś. Budzić zachwyt i szacunek – pokazać, że coś potrafi. Być znany w branży.

I w sumie to był. Znany z tego, że:

  • ma częste opóźnienia,
  • ma problemy z płatnościami,
  • a pomyłki w jego firmie to chleb powszedni.

Doszedł do pewnego poziomu i nijak nie był w stanie go przeskoczyć. Firmowa kasa ciągle świeciła pustkami – więc jak tu szykować się na podbój (chociażby kraju!), kiedy na jakąkolwiek większą reklamę zwyczajnie nie ma czasu i środków?

Czas to jedno. Może dałoby się to jakoś obejść. Ale jak małym kosztem dotrzeć do półki premium? Jak się przebić? Co wymyślić?

Miliony pytań, a odpowiedzi… Na nie wtedy też nie było czasu. Przecież ciągle coś się paliło. A na pracowników to tu raczej nie można liczyć. No bo jak? Skoro najprostszych zadań nie potrafią wykonać od początku do końca tak, jak powinni?

Więc… jak to się stało, że te sytuacje to dziś już tylko przykre wspomnienia?

Zaczęło się bardzo niepozornie.

Przecież te wszystkie reklamy zapychające skrzynkę tylko denerwują człowieka.

I gdy tak Marek kolejny raz, zupełnie od niechcenia, sprawdzał firmową pocztę, szukając pominiętych maili, jego uwagę przykuło jedno zdanie:

[Odkryj burzę, która aktywuje myślenie Twoich pracowników]

„Burza? Jaka burza? To tak się da? Pyk i zaczną myśleć, jakby porażeni piorunem?” – z powątpiewaniem, ale jednak – Marek kliknął w wiadomość i… przepadł w tym, co przeczytał.

Zaczął szukać i drążyć. Temat, który kiedyś był dla niego śmieszny (bo po co w ogóle myśleć o jakiejś burzy mózgów?), stał się – w jego świadomości – odkryciem porównywalnym do wynalezienia żarówki.

Nadszedł więc w końcu ten przełomowy dzień, kiedy Marek zaprosił na spotkanie wszystkich swoich pracowników. Nieco zdziwiona ekipa stawiła się w komplecie – oprócz firmowej Wigilii, szef nigdy nie organizował takich spotkań.

Sam przebieg tego spotkania Marek oparł na 2 metodach, z którymi – poniekąd przyparty do muru – tak pieczołowicie zapoznawał się w ostatnich dniach. Przecież nie miał już nic do stracenia…

Przez pierwsze 15 minut, po zdumiewających słowach, jakie padły z ust Marka, na sali panowała głucha cisza. I to tak głucha, jak jeszcze nigdy dotąd. Słychać było wręcz trzepot skrzydeł przelatujących muszek.

Nagle do sali wpadł spóźnialski Andrzej – taki firmowy śmieszek, którego wszędzie pełno, a jednocześnie brak tam, gdzie akurat jest potrzebny. Spojrzał na zapisane na tablicy słowa i tak całkiem od czapy zaczął dorzucać kolejne.

Fakt – niektóre jego myśli przyprawiły zebranych o salwy śmiechu, ale atmosfera mocno się wyluzowała i z sali zaczęły dobiegać coraz to inne odpowiedzi na pytania Marka. Zrobiło się tak żywiołowo, że nie nadążał z notatkami! Chyba nigdy jeszcze nie widział takiego zaangażowania w cokolwiek, co kiedykolwiek proponował.

Zdumiony efektami, jakie uzyskał dzięki 2 prostym metodom, postanowił urządzać takie spotkania przynajmniej raz w tygodniu. To był pierwszy krok do wielkich zmian w jego firmie i życiu.

Bo czasami nawet mała rzecz potrafi popchnąć człowieka do wielkich działań.

I tak właśnie było z tymi dwoma metodami.

Niepozorne.

Być może już o nich słyszałeś.

Zwykle sprowadzane do miana bezużytecznych fanaberii zabierających niepotrzebnie czas.

A TO BŁĄD!

Dzięki tym spotkaniom ludzie zaczęli zupełnie inaczej podchodzić do wykonywanej pracy. Nagle pożary zaczęły przygasać, Marek miał coraz mniej błędów do korygowania, a telefony z pretensjami i żalami stały się rzadkością.

Zresztą to, jak teraz funkcjonuje firma Marka, wiesz z początku tego artykułu – większość bieżących problemów pracownicy rozwiązują sami, pomyłki praktycznie się nie zdarzają, a sama atmosfera wręcz zachęca do pracy. :)

I wiesz, co jest w tym wszystkim najlepsze?

Że Ty też możesz skorzystać z tych metod! I to zupełnie ZA DARMO!

Bo przygotowałam specjalnie dla Ciebie opis tych 2 narzędzi, wraz z praktycznymi formularzami – gotowymi do wykorzystania od zaraz!

Wystarczy, że wpiszesz poniżej swojego maila, a jeszcze dziś ten praktyczny poradnik trafi na Twoją skrzynkę odbiorczą. Bo właśnie tam – w razie potrzeby – łatwo będzie Ci go znaleźć i wydrukować niezbędne strony.

Pewnie zastanawiasz się, czy jest tu jakiś haczyk.

No pewnie, że jest!

Bo to narzędzie nie jest dla wszystkich.

Pobierz go tylko wtedy, jeśli:

  • masz dość bezmyślnej pracy swoich pracowników,
  • chcesz, aby Twoja firma nie tylko przetrwała, ale zarabiała coraz więcej,
  • nadal marzysz o tym, by Twój biznes urósł i liczył się w branży.

W końcu dłużej tak być nie może… a od czegoś trzeba zacząć. I to najlepiej:

T E R A Z !

Jak uruchomić potencjał pracowników?



2 skuteczne narzędzia, dzięki którym:

  • zaangażujesz pracowników w coraz to lepszą pracę,
  • pozyskasz darmowe pomysły i sposoby na rozwiązywanie bieżących problemów,
  • przygotujesz ekipę na dalszy rozwój firmy!

potencjal_pracownikow_form
Pobierając materiały wyrażam zgodę na otrzymywanie newslettera i informacji handlowych od Coraz Lepszej Firmy.
Mogę cofnąć zgodę w każdej chwili. Dane będą przetwarzane do czasu cofnięcia zgody.
Izabela Wiśniewska

Ukończyła studia z ekonomii menedżerskiej, finansów przedsiębiorstw i podyplomowe z zarządzania sprzedażą. Swoją karierę zaczynała w jednej z 5 największych korporacji w Polsce i… szybko przekonała się, że to nie dla niej.
Pasjonatka i praktyk biznesu, sprzedaży, marketingu i zarządzania (ludźmi i czasem). Od 2015 roku współpracuje ze sklepami internetowymi, tworząc dla nich treści, konsultując i wdrażając strategie. Obecnie pracuje też dla Coraz Lepszego Działu Marketingu.
Prywatnie szczęśliwa żona i mama 3 księżniczek. Miłośniczka kotów, sera camembert zamkniętego z kimchi w burgerze i tańca... z ogniem. :)