Obowiązkowe lektury przedsiębiorcy Inspiracje

Obowiązkowe lektury przedsiębiorcy – Moja krótka historia, Stephen Hawking

Paulina Pietrzak-Jaworska

Czego – jako przedsiębiorca – możesz nauczyć się od fizyka? Okazuje się, że znacznie więcej, niż mogłoby Ci się wydawać na pierwszy rzut oka. Zwłaszcza, jeśli tym fizykiem jest Stephen Hawking, a bazą wiedzy – jego autobiografia. No chyba że potajemnie planujesz podróż w czasie.

Sięgając po Moją krótką historię, spodziewałam się opowieści o grawitacji kwantowej i poszukiwaniu dowodów na promieniowanie czarnych dziur. Tymczasem okazało się, że książkę można spokojnie potraktować jako poradnik wytrwałości i osiągania sukcesu na przekór wszystkiemu. Bo życie, które opisał Stephen Hawking, jest najlepszym dowodem na to, że tym, co może powstrzymać Cię przed wejściem na szczyt, jest wyłącznie Twoje nastawienie.

Ale po kolei.

Pierwszą rzeczą, na którą zwróciłam uwagę chwilę przed pochłonięciem (dosłownie!) pierwszego rozdziału było to, że Hawking – mimo, że od lat przykuty do wózka – napisał tę książkę samodzielnie, bez niczyjej pomocy. Potraktowałam to jako dowód, że mam do czynienia z kimś, kto wyrzucił ze swojej głowy wszelkie ograniczenia. Mniej więcej w połowie książki trafiłam na kolejny – tym razem pokazujący, że naukowy umysł nie musi iść w parze z naukowym stylem pisania. Bo Stephen Hawking oprócz lekkiego pióra miał równie lekkie poczucie humoru – nieważne, czy opowiadał o życiu, chorobie, czy o podróżach w czasie.

„Na drzwiach mojego pokoju na Wydziale Matematyki Stosowanej i Fizyki Teoretycznej miałem naklejkę z napisem »Czarne dziury wymiatają«. Tak irytowała ona kierownika wydziału, że dzięki jego staraniom w końcu objąłem Katedrę Lucasa. Kierownik przeniósł mnie w związku z tym do lepszego gabinetu i osobiście zerwał drażniący go napis z drzwi mojego dawnego pokoju”.

Co ciekawe, człowiek, który rozumiał kosmos lepiej niż ktokolwiek inny na świecie, wcale nie urodził się geniuszem. Nauczył się czytać dopiero w wieku 8 lat, był jednym z mniej uzdolnionych dzieci w klasie, a swoim charakterem pisma doprowadzał nauczycieli do białej gorączki. Mało tego – jego życie praktycznie nie różniło się niczym od życia milionów „zwyczajnych” ludzi. Motywujące? Inspirujące? Czytaj dalej.

(Poniżej ciąg dalszy artykułu...)

Urodzony równo 300 lat po śmierci Galileusza, mały Stephen był typowym brytyjskim dzieciakiem, lawirującym między porannymi lekcjami w szkole i popołudniowym klejeniem modeli pociągów w domowym zaciszu. Był tak przeraźliwie normalny, że w wieku 12 lat stał się obiektem zakładu o to, że nigdy niczego nie osiągnie. I wiele wskazywało na to, że Hawking naprawdę pozostanie anonimowy dla ludzkości.

Do czasu.

Mijały lata, a w głowie młodego Stephena nieśmiało zaczęła kiełkować myśl o tym, aby zostać naukowcem. Jego wyobraźnię pobudzała zwłaszcza ekspansja Wszechświata – to jej w pierwszej kolejności postanowił poświęcić swoje akademickie życie. I wtedy jego ciało zaczęło odmawiać mu posłuszeństwa.

Tymczasowe problemy z równowagą powoli przeradzały się w coraz większe kłopoty z codziennymi czynnościami i w końcu z mówieniem. Chwilę po swoich 21. urodzinach te problemy zostały odpowiednio sklasyfikowane i nazwane – lekarze zdiagnozowali stwardnienie zanikowe boczne, na które nie było, i do dziś nie ma, lekarstwa. Trudno wyobrazić sobie, co czuje młody człowiek z wielkimi planami na przyszłość, który dowiaduje się, że wkrótce choroba zniszczy większość jego ciała. Ta wiadomość przybiła młodego naukowca.

Ale tylko na chwilę, bo właściwie od tego momentu książka zyskuje głębszy wymiar. Każda strona jest dowodem, że nie ma takiej przeszkody, której zdeterminowany człowiek nie byłby w stanie pokonać – nieważne, czy zajmuje się nauką, czy biznesem. Wystarczy tylko być odpowiednio zmotywowanym, znaleźć swój cel w życiu i kurczowo się go trzymać.

„Zanim zdiagnozowano moją chorobę, byłem bardzo znudzony życiem. Wydawało mi się, że nic nie jest warte zachodu. Wkrótce po wyjściu ze szpitala przyśniło mi się, że mam zostać stracony. Nagle zdałem sobie sprawę, że jest mnóstwo rzeczy, które chciałbym robić, gdyby mnie tylko ułaskawiono. W kolejnym śnie, który nawiedzał mnie kilkakrotnie, śniłem, że mógłbym poświęcić życie dla ratowania innych. W końcu, skoro i tak miałem umrzeć – lekarze dawali mi nie więcej niż dwa lata, mógłbym obrócić swoją śmierć w coś dobrego”.

Mimo postępującej choroby, Stephen starał się wyciągać jak najwięcej z życia – zaręczył się, pracował nad doktoratem i kontynuował badania kosmosu. Pod koniec lat 70. był już legendą i nie było chyba na świecie osoby, która nie kojarzyłaby tego niezwykłego mężczyzny na wózku inwalidzkim. Problemem nie były nawet pogłębiające się trudności z mówieniem – Hawking nauczył się po prostu zawierać swoje teorie naukowe w możliwie jak najmniejszej liczbie słów (nic dziwnego, że jego autobiografia zamknęła się w ledwie 145 stronach).

Ale pewnie właśnie dlatego każde napisane przez niego zdanie nabiera wyjątkowego znaczenia. I jest żywym dowodem na to, że dla zdeterminowanego umysłu nie ma rzeczy niemożliwych – czy to w nauce, czy w biznesie, czy w jakiejkolwiek innej dziedzinie życia. Najlepiej pokazuje to zresztą ostatni rozdział jego autobiografii (jeśli szukasz w życiu inspiracji, możesz spokojnie zacząć właśnie od niego), nieprzypadkowo zatytułowany „Bez granic”. Odebrałam go jako krótkie rozliczenie z chorobą i zbiór przykładów na to, jak często ograniczenia stają się trampoliną do sukcesu.

„Kiedy miałem dwadzieścia jeden lat i zachorowałem na ALS, uważałem, że to strasznie niesprawiedliwe. […] Myślałem, że moje życie się skończyło i że nigdy nie zrealizuję potencjału, który – jak czułem – we mnie drzemał. Jednak teraz, pięćdziesiąt lat później, mogę być po cichu zadowolony z życia. Byłem dwukrotnie żonaty i mam troje pięknych, zdolnych dzieci. Odniosłem sukcesy w karierze naukowej […]. Niepełnosprawność nie stanowiła dla mnie poważnej przeszkody w pracy naukowej. Właściwie pod pewnymi względami była wręcz zaletą […]”.

A teraz zastanów się, jak często powtarzasz sobie, że Twoja praca nie ma sensu. Ile razy w ciągu ostatniego miesiąca przekładałeś swoje plany na później – odwoływałeś spotkania z inwestorami, zamrażałeś przełomowe pomysły na rozwój firmy, nie miałeś czasu na motywacyjne rozmowy z pracownikami… Dlaczego?

Pomyśl, że są na świecie ludzie, którzy nigdy nie ociągają się z realizacją celów (np. Elon Musk, o którym pisałam tutaj), a w każdej przeszkodzie widzą dla siebie szansę na rozwój. A później odpowiedz sobie na pytanie, czy Ty też robisz wystarczająco dużo, aby osiągnąć sukces, i jaką historię opowiedziałbyś w swojej autobiografii.

hawking
Paulina Pietrzak-Jaworska

Specjalista w dziedzinie content marketingu i mediów społecznościowych. Na co dzień opiekuje się Fanpage’em Coraz Lepszej Firmy i Forum Coraz Lepszych Przedsiębiorców oraz wspiera rozwój bloga.