Inspiracje

Krok dalej niż Steve Jobs

Monika Madejska

Zmieniał rzeczywistość, bo przez całe życie kurczowo trzymał się siebie i swojej prawdy. Nie ugiął się pod naporem świata, który mówił mu, co powinien sądzić i czuć, co jest możliwe, a czego nie wypada. Miał siłę być autentyczny i pozostać sobą. Doskonale niedoskonałym sobą… A Ty? Wiesz, kim naprawdę jesteś, czy nadal marnujesz swój potencjał, żyjąc tak, jak chcą inni?

Przeczytaj, a zrozumiesz lepiej:

  • czego warto się uczyć od Jobsa (oprócz marketingu),
  • co nas zmusza do życia według cudzych idei,
  • dlaczego, by być szczęśliwy, musisz najpierw poznać prawdziwego siebie.


„Wasz czas jest ograniczony, dlatego nie marnujcie go, żyjąc cudzym życiem. Nie utknijcie w dogmatach – nie żyjcie według tego, co myślą inni. Nie pozwólcie, by hałas cudzych opinii zagłuszył wasz wewnętrzny głos. A co najważniejsze, miejcie odwagę podążać za własnym sercem i intuicją. One już wiedzą, kim naprawdę chcecie zostać. Wszystko inne jest drugorzędne”.

Te słowa Steve Jobs wypowiedział podczas przemówienia na Uniwersytecie Stanforda – niecały rok po tym, jak zdiagnozowano u niego raka trzustki. Perspektywa zbliżającej się śmierci pomogła mu dostrzec to, co w życiu ma prawdziwe znaczenie… Bycie sobą, podążanie własną drogą i pełne wykorzystanie drzemiącego w nas potencjału.

Można być nieidealnym, a jednak zmienić świat

Steve Jobs był daleki od ideału i kontrowersyjny pod wieloma względami. Nazywano go dziwakiem, egocentrykiem i bezceremonialnym chamem. Potrafił skłócić się niemal ze wszystkimi i zastraszać własnych pracowników. Był gwałtowny, nieprzewidywalny i uparty do bólu…

Był totalnie niepoprawny i nieidealny, a jednak zmienił świat… Wniósł do niego zupełnie nową jakość. Stworzył coś, czego nigdy dotąd nie było. Kompletnie zmienił oblicze nowych technologii i przemysłu muzycznego. Przewrócił do góry nogami sposób, w jaki używamy telefonu, i stworzył jedno z najbardziej innowacyjnych i dochodowych studiów filmowych.

I zrobił to wszystko dzięki temu, że przez całe życie kurczowo trzymał się siebie i swojej prawdy, mając siłę i odwagę, aby nie ulec normom i zasadom narzucanym mu z zewnątrz.

Za to najbardziej podziwiam Jobsa. Za to, że nie ugiął się pod naporem świata, który mówił mu, jak powinien żyć, co sądzić i czuć, co jest możliwe, a czego nie wypada. Podziwiam go za to, że miał siłę pozostać sobą i być autentycznym. Doskonale niedoskonałym sobą…

(Poniżej ciąg dalszy artykułu...)

Można iść trudną drogą, a jednak osiągnąć cel

I tego samego podziwu, który czuję do Jobsa, doświadczam podczas pracy z Tobą, drogi Przedsiębiorco. Podziwam to, że nie poszedłeś łatwą drogą i nie pracujesz na ciepłej posadce w administracji. Podziwiam to, że podjąłeś ryzyko założenia i rozwijania firmy w tym jakże niesprzyjającym temu kraju. Masz moje uznanie za to, że w trakcie prowadzenia biznesu zmagasz się z tak wielką liczbą problemów, jakiej ludzie na etacie nie zobaczą przez całe swoje życie.

Prowadzenie biznesu w naszej kulturze, w której za prestiżowe i pożądane uznaje się pracę lekarza czy urzędnika państwowego, to przejaw ogromnej odwagi. Odwagi do bycia wiernym własnym pragnieniom i ambicjom. Odwagi do przeciwstawienia się światu, a czasem własnej rodzinie, która często nie rozumie tego, co robisz.

I chcę, byś tego dokonał bez kosztów, jakie poniósł Steve Jobs… Kosztów związanych ze spalonymi relacjami, zszarganymi emocjami czy utraconym zdrowiem…

Nie można odmówić Jobsowi jego dokonań. Są bezdyskusyjne. I być może Jobs wcale nie żałuje, że przez całe życie płacił za swój sukces tak wysoką cenę. Płacił, bo w niczym nie ułatwiał sobie życia.

Można dotrzeć do tego, kim się naprawdę jest

Jobs był sobą, miał odwagę przeciwstawić się światu i to było wspaniałe. Ale przy tym wszystkim bardzo komplikował sobie życie… (możesz dowiedzieć się więcej na ten temat z naszej recenzji jego biografii), nosił w sobie cierpienie, wiele niezałatwionych spraw z wczesnego dzieciństwa, masę trudnych emocji, które manifestowały się w różnych momentach jego życia. Nie posprzątał w swoim wewnętrznym świecie, więc nieustannie ponosił konsekwencje swoich niekontrolowanych odruchów.

W okresie młodości Jobs nie zaglądał w ciemne zakamarki swojego serca i umysłu, nie starał się poznawać siebie, a raczej poznawał zasady działania świata, który go otaczał. Znakomicie zrozumiał konieczność sprzedawania ludziom doświadczenia, a nie produktu, dzięki czemu stał się mistrzem marketingu. Nie był jednak mistrzem zrozumienia samego siebie… Przynajmniej nie przez pierwsze kilkadziesiąt lat swojego życia…

W wypowiedzi Jobsa, które przytoczyłam na początku, padają słowa „wewnętrzny głos”, „serce i intuicja” oraz „kim naprawdę chcesz zostać”.

  • Potrafisz rozpoznać swój wewnętrzny głos i usłyszeć, co do Ciebie mówi?
  • Wiesz, co Ci podpowiada serce i intuicja, kiedy wokół Ciebie panuje hałas ludzkich opinii?
  • Wiesz i rozumiesz, kim naprawdę chcesz zostać? I w jaki sposób Twoja firma ma być tego reprezentacją?

Wierzę, że jeśli poznasz odpowiedzi na te pytania, osiągniesz sukces bez kosztów, jakie poniósł Steve Jobs. Jestem pewna, że jeśli pójdziesz krok dalej niż Jobs i dogłębnie poznasz siebie, osiągniesz sukces na miarę swoich ambicji i nie pogrążysz przy tym rodziny, przyjaciół, i nie zmarnujesz zdrowia. Nie mam wątpliwości, że kiedy odważysz się być autentycznym sobą, ze wszystkimi swoimi dobrymi i trudnymi cechami, odnajdziesz spełnienie i to, co ostatecznie nazwiesz szczęściem.

Można przestać żyć według cudzych idei

Z dokładnie taką myślą z tyłu głowy pracuję z każdym z przedsiębiorców nad ich osobistym i zawodowym rozwojem. Szczególnie ważna jest ta myśl wtedy, gdy spotykam się z kobietami, które prowadzą biznesy. Mimo namacalnych dowodów odniesionych sukcesów często nie doceniają tego, co osiągnęły. Dlaczego? Bo oglądają się na cudze opinie… Opinie ludzi, którzy krytycznie komentują zaangażowanie zawodowe, zakładając, że jest ono jednoznaczne z zaniedbaniem rodziny. Te opinie i komentarze oddalają te cudowne, przedsiębiorcze kobiety od tego, kim naprawdę mogłyby się stać. Mogłyby, gdyby skupiły się wyłącznie na tym, czego pragnie ich serce i dusza, a nie – co sugeruje głupie gadanie nieżyczliwych ludzi.

Oprah Winfrey, która wie więcej na temat walki z krytycznymi opiniami niż większość z nas, wypowiedziała kiedyś genialne słowa:

„Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, kim możemy się stać, bo jesteśmy tak zajęci staraniem się, by żyć według cudzych idei”.

Problem „życia według cudzych idei” często pojawia się życiu przedsiębiorczych kobiet. Czasem odczuwam wręcz fizyczny ból w sercu, patrząc na kobietę z nieprawdopodobnym potencjałem i niesamowitymi osiągnięciami, która wstydzi się tego, co ma i co osiągnęła. Dlaczego? Bo w jej otoczeniu ceni się inne wartości, cechy i umiejętności…

Przykład

Bliskie jej kobiety (czytaj: matka, babka i ciotki) kultywują stereotypową rolę uległej i poświęcającej się dla rodziny kobiety. Nikt z otoczenia nie docenia bystrości umysłu i intelektu, a zamiast tego pyta, czy potrafi upiec sernik z rosą… Bez echa przechodzi informacja o wymyślonej przez właścicielkę innowacji, która podwoiła wydajność w firmie, za to pół wieczoru dyskutuje się o znajomych i sąsiadach, których dzieci zostały lekarzami i prawnikami…

Można przestać bać się odrzucenia

Każdy z nas podlega procesowi socjalizacji, który wpływa na naszą tożsamość. Społeczne i kulturowe oczekiwania powodują, że zaczynamy ukrywać swoje prawdziwe myśli i uczucia. Nakładamy maski, które sprawiają, że jesteśmy mile widziani przez innych. Nieświadomie przyjmujemy zasady i normy środowiska i kraju, w którym się wychowaliśmy. Te zasady oraz normy są często sprzeczne z tym, co czujemy i myślimy w głębi naszego serca i umysłu. Ale zdradzamy siebie i to, co czujemy, aby być akceptowanymi przez innych…

Ryzyko odrzucenia przez ważne dla nas osoby jest dla dziecka czy młodego człowieka czymś równie strasznym jak śmierć. Płacimy więc najwyższą cenę – przestajemy być sobą, by w zamian otrzymać akceptację i możliwość przynależności do ważnej dla nas grupy osób. Teraz to ta grupa osób określa pożądany model życia i ocenia, co jest dla nas dobre, a co złe. Tak rodzi się konformizm, czyli zmiana zachowania pod wpływem innych ludzi.

Konformizm i uległość wobec modelu życia promowanego przez innych jest na drugim biegunie „bycia autentycznym sobą”. Ten problem jest szczególnie ważny w naszym środowisku, bo mimo tego, że ostatnio nastała moda na start-upy, to w głowach większości społeczeństwa przedsiębiorcy nie cieszą się dobrą opinią…

Historia naszego kraju, a w szczególności lata socjalizmu, zdeformowała naturę prywatnej własności oraz kapitalizmu. Większość z nas została wychowana przez rodziców, którzy dorastali w świecie, w którym przedsiębiorców nazywano „złymi kapitalistami” i kojarzono z szemranymi interesami. W takim klimacie wyrosło wielu z nas.

Kiedy jesteśmy dziećmi, rejestrujemy każdą informację, która przychodzi z zewnątrz, i wierzymy w nią. Jako kilkulatki nie mamy żadnego filtra, który wskazałby nam, co jest dla nas dobre, a co złe. Nagrywamy dosłownie wszystko, co słyszymy i widzimy, a potem umieszczamy to w swoim „banku pamięci”, z którego następnie korzystamy przez całe życie.

Jeśli w trakcie dzieciństwa nagraliśmy tysiące negatywnych opinii na temat kapitalizmu i biznesmenów, to kiedy jesteśmy dorośli, czujemy zgrzyt między tym, co nas świadomie pociąga, a tym, co nieświadomie zalega na dnie banku pamięci. Dlatego często nie czujemy się dumni z tego, że jesteśmy przedsiębiorcami i prowadzimy swoje biznesy. Bo w naszym polskim społeczeństwie przez wiele lat prowadzenie własnego biznesu nie było powodem do dumy…

Dzisiaj nadal nie jesteśmy dobrze postrzegani przez etatowców, szczególnie tych, którzy mieli do czynienia z januszami i grażynami biznesu. Nie dziwię się tym, którzy pracowali w fatalnych firmach u beznadziejnych właścicieli, że wieszają psy na biznesie. Żałuję tylko, że my, którzy te firmy prowadzimy profesjonalnie i wnosimy cenną wartość do gospodarki i życia naszych pracowników, jesteśmy wrzucani do jednego worka z januszami. Ale najbardziej dotkliwe jest to, że często nie jesteśmy rozumiani przez nasze najbliższe otoczenie, nie marząc już nawet o docenieniu i zauważeniu naszego wkładu w dobro rodziny czy lokalnej społeczności.

I szczerze mówiąc, jestem przekonana, że oczekiwania, iż w tym kraju ludzie spoza biznesu nas zrozumieją i docenią, trzeba sobie odpuścić raz na zawsze. I jest to możliwe do uzyskania pod warunkiem, że wiemy, jakie są nasze oczekiwania względem samego siebie…

Można być sobą i być szczęśliwym

Po pierwsze zapamiętaj słowa Steve'a Jobsa, które wygłosił na Uniwersytecie Stanforda niedługo przed swoją śmiercią.

Jobs był daleki od ideału, a mimo wszystko zmienił świat i dokonał rzeczy wielkich. I dokonał tego, bo przez całe życie kurczowo trzymał się siebie i swojej prawdy, mając siłę i odwagę, aby nie ulec normom i zasadom narzucanym mu z zewnątrz.

Wierzę, że to właściwa droga również dla mnie i dla ciebie. Droga polegająca na byciu sobą i pełnym wykorzystaniu drzemiącego w nas potencjału.

Po drugie zrozum, że nie musisz ponosić kosztów, jakie poniósł Steve Jobs na drodze do sukcesu. Mam na myśli koszty związane ze zniszczonymi relacjami, przygnębiającymi emocjami oraz utraconym zdrowiem.

Jeśli będziesz doskonale znał siebie, swój potencjał, potrzeby, wartości i dążenia; jeśli będziesz wiedział o sobie wystarczająco dużo – będziesz potrafił zorganizować swoją pracę i życie tak, aby cię wspierało, a nie drenowało.

I po trzecie, zdaj sobie sprawę z wpływu, jaki ma na ciebie bliższe i dalsze otoczenie oraz kultura i historia kraju, w którym dorastałeś. Uświadom sobie zasady i normy, które zostały nieświadomie wtłoczone do Twojego umysłu, oraz wyrzuć wszystko, co ogranicza rozwój Twojego potencjału.

Porzuć życie oparte na cudzych ideach i rozpocznij takie, które bliskie jest Twojemu sercu. Odrzuć społeczne maski, fasady poprawności i niekończących się powinności. W zamian za to szukaj akceptacji i poparcia nie na zewnątrz, lecz w samym sobie.

Jeśli będziesz wiedział, kim naprawdę jesteś, co sobą reprezentujesz i do czego dążysz, nie będziesz potrzebował nikogo, by Ci to potwierdzał. Sam będziesz wiedział, czy idziesz dobrą drogą. Sam będziesz potrafił dać sobie zrozumienie, akceptację, docenienie i uznanie swojej wartości. Nawet najbardziej krytyczne i przykre słowa nie zdołają strącić Cię z drogi wybranej z pełną świadomością i przekonaniem. Staniesz się swoim „osobistym sądem najwyższym” i przestaniesz potrzebować innych do uznania twojego prawa do życia, które wybrałeś.

Zachęcam Cię do wybrania życia autentycznego, w którym perfekcyjnie nieidealny Ty żyje po swojemu, według swoich własnych zasad.

Monika Madejska

Coraz Lepszy Ekspert Rozwoju Talentów - pomaga małym i średnim przedsiębiorcom odkrywać ich mocne strony i na ich bazie budować skuteczne firmy. Rozwiązuje problemy z zarządzaniem sobą oraz ludźmi w biznesie. Specjalistka w dziedzinie przeciwdziałania wypaleniu zawodowemu.