Wywiady

„Losy świata są dziś w rękach przedsiębiorców” – rozmowa z Pawłem Królakiem

Martyna Kosienkowska
Kim jest Paweł Królak?
pawel-krolak

Przede wszystkim jestem przedsiębiorcą. Pasjonuje mnie tworzenie biznesów, które są spełnieniem marzeń jednocześnie 3 grup odbiorców: klientów, pracowników i inwestorów. Cieszę się tworzeniem firm będących wymarzonym miejscem do kupowania, wymarzonym miejscem pracy i wymarzonym miejscem inwestycji.

Z racji tej pasji dość często wcielam się też w rolę doradcy – stratega biznesowego, który takie modele biznesowe pomaga również poukładać innym przedsiębiorcom w ich firmach.

Prywatnie jestem ponadprzeciętnie szczęśliwym mężem (rozmarzony uśmiech). Mam naprawdę wspaniałą Żonę, która wprowadza do mojego życia niesamowity spokój, radość i niezwykle dużo ciepła.

Poza tym – choć niektórym trudno w to uwierzyć – jestem skrajnym introwertykiem. Lubię ludzi, ale kontakt z nimi odbiera mi energię – to typowe dla introwertyków. Dlatego do odpoczywania potrzebuję przede wszystkim ciszy, spokoju i samotności. Stąd sporo czasu poświęcam na czytanie – zarówno książek rozwojowych, jak i czysto odpoczynkowych – tu głównie dobrej fantastyki. Staram się czytać ok. 100–150 książek rocznie.

(Poniżej ciąg dalszy artykułu...)

A jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się więcej o tym, jaki jestem, to myślę, że sporo mówi o mnie wynik testu CliftonStrengths® (wcześniej znany jako Strengths Finder lub potocznie nazywany po prostu Testem Talentów Gallupa). Według niego 5 moich największych talentów to:

Achiever (w polskiej wersji: Osiąganie) – wciąż ustawiam sobie coraz wyżej poprzeczkę, potrzebuję nowych wyzwań i zawsze mam przed sobą kolejne marzenia i cele do zrealizowania.

Focus (Ukierunkowanie) – wszystko, co robię, musi mieć swój cel, sens, musi być po coś, dzięki temu talentowi nie mam też problemu z koncentracją na tym, co najważniejsze, i z wyznaczaniem priorytetów.

Analytical (Analityk) – to również talent ułatwiający podejmowanie decyzji, wybór kierunku i strategii działania; osoby o tym talencie lubią szukać przyczyn różnych zjawisk i chcą rozumieć wzorce i schematy, które rządzą światem.

Deliberative (Rozwaga) – ten talent pomaga mi lepiej rozumieć złożoność świata i podchodzić z pokorą do tego, co może się wydarzyć. To dlatego znajomi często zauważają, że szukam dziury w całym i dostrzegam dużo potencjalnych zagrożeń lub trudności oraz zabezpieczam się, by do nich nie dopuścić.

Relator (Bliskość) – osoby o tym talencie potrafią wchodzić z ludźmi w autentyczne, szczere i bardzo głębokie relacje, ale dotyczy to raczej kilku wybranych osób; trudno zaskarbić sobie zaufanie osoby o tym talencie, ale jeśli to się uda, to taka relacja może trwać na zawsze.

Jak powstał pomysł na stworzenie Coraz Lepszej Firmy?

Pomysł dojrzewał tak naprawdę przez lata.

Gdy moja pierwsza poważna firma (Klub Książki Tolle.pl) zaczęła odnosić sukcesy, mimo że startowała kompletnie od zera, bez zewnętrznego wsparcia, coraz częściej zaczęły pojawiać się czy to zaproszenia do gościnnego poprowadzenia szkoleń, czy też prośby o doradztwo. Chętnie z tych zaproszeń korzystałem i okazywało się, że to, co mnie wydawało się oczywiste, dla słuchaczy jest naprawdę odkrywcze. Często też otrzymywałem bardzo pozytywną informację zwrotną, że moje podpowiedzi działają i przynoszą świetne efekty.

W międzyczasie robiłem studia MBA, a tuż po ich zakończeniu w 2012 roku, ku mojemu zaskoczeniu, ale i niemałej radości, zostałem zaproszony, by dołączyć do grona wykładowców. I znów – okazało się, że moje wystąpienia cieszą się sporym powodzeniem i jestem oceniany jako jeden z najlepszych wykładowców na tym kierunku.

Z jednej strony pomysł dojrzewał więc w związku z bardzo pozytywnym feedbackiem, który otrzymywałem. Mówiono mi, że warto, bym dzielił się wiedzą, bo wnosi to sporo do życia i firm moich słuchaczy.

Z drugiej strony, nie ma co ukrywać, wiele rzeczy mnie tak zwyczajnie po ludzku… wkurzało.

Po pierwsze to, jak wyglądały różne szkolenia, na które często jeździłem. Miałem poczucie, że spora ich część to strata czasu, że prowadzący powielają to, co przeczytali w jakichś amerykańskich książkach, a nie przetestowali tego na sobie i nie wiedzą, że to wcale tak nie działa. Co gorsza, stosowanie niektórych zaleceń było przeciwskuteczne, szkodliwe. Wszyscy je kopiowali tylko dlatego, że ktoś kiedyś ubrał je w mądre słowa.

Miałem takie poczucie: „Kurczę, te szkolenia naprawdę mogłyby być o niebo lepsze, a ich słuchacze mogliby znacznie więcej z nich wynosić, gdyby wykładowca dzielił się tym, co sam przeżył, zamiast opowiadać bajki”.

Po drugie wkurzało mnie lanie wody tak mocne, że aż dziwne, że nie potonęliśmy w kałużach, które powinny się od tego zrobić (uśmiech). Spędzałem 2 pełne dni na szkoleniu i miałem poczucie, że to samo można by powiedzieć w godzinę bez utraty choćby jednej istotnej informacji.

Zresztą konsekwencją tego „wkurzenia” stała się potem praktyka działania w CLF – uczenie tylko tego, co sami przeszliśmy i wiemy, że działa, oraz maksymalna kondensacja wiedzy, by w godzinę przekazywać tyle, co inni przez 2 dni.

To „wkurzenie” było więc – jak wspomniałem – drugim elementem, który powodował, że dojrzewała we mnie myśl, by coś zrobić na tym rynku.

Ale największe znaczenie miał prawdopodobnie element trzeci: zawsze powtarzam, że kluczowy w zakładaniu nowej firmy jest świadomy wybór, z kim chcesz robić interesy, komu chcesz służyć swoją pracą.

Już po pierwszych gościnnych szkoleniach czy wykładach poczułem, że tą grupą, z którą chciałbym na co dzień pracować, są przedsiębiorcy.

Wiele osób, szczególnie w Polsce, przedsiębiorców nie docenia. A to jest naprawdę – nie boję się tego słowa – współczesna arystokracja. To są ludzie, od których najwięcej zależy. Setki lat temu być może najwięcej zależało od królów, jakichś wodzów czy dowódców armii, potem może od dyplomatów… Ale dziś losy świata są w rękach tych, którzy tworzą i dostarczają nowe produkty, to od nich zależy, jak będzie wyglądała rzeczywistość wokół nas. Jednocześnie przedsiębiorcy to absolutnie niezwykli ludzie – z naturalnymi cechami liderskimi, odważni, chętni do brania życia w swoje ręce, ludzie, którzy wolą coś zrobić ze światem wokół siebie, niż tylko narzekać. Z takimi ludźmi chciałem pracować!

Gdy te 3 elementy: 1) pozytywna informacja zwrotna o tym, jak bardzo potrzebne jest to, czym się dzieliłem; 2) wkurzenie, jak wygląda dziś większość szkoleń; 3) chęć wspierania przedsiębiorców i pracy z przedsiębiorcami jako klientami – się ze sobą połączyły, to pomysł na Coraz Lepszą Firmę stał się naturalną tego konsekwencją.

Pierwotnie miał powstać „Coraz Lepszy Sklep” i szkolenia raczej dla właścicieli sklepów internetowych. Dość szybko okazało się jednak, że moje doświadczenia w prowadzeniu księgarni internetowej przydają się również firmom z każdej innej branży.

Czy pamiętasz spotkanie z pierwszym klientem CLF?

Tak zupełnie szczerze – nie pamiętam. Z prostego względu: pomagałem przedsiębiorcom jeszcze na długo przed powstaniem CLF i wielu z nich stało się w naturalny sposób moimi klientami. Trudno więc powiedzieć, kto był tym pierwszym w ogóle.

Pamiętam za to, kto był pierwszym klientem na nasz główny produkt – Program Rozwoju CorazLepszaFirma.pl. Był to… radca prawny, do którego poszedłem, zanim jeszcze produkt powstał, by napisał nam wzór umowy z klientami dotyczącej warunków i zasad uczestnictwa w Programie. Gdy usłyszał, na czym to ma polegać, od razu chciał podpisać umowę i zostać pierwszym Uczestnikiem.

Choć oczywiście nie zrobił tego w ciemno – już wcześniej bywał na moich wykładach i szkoleniach, więc miał już wyrobione zdanie na temat tego, czy warto nam zaufać.

Czy są klienci, których nigdy nie zapomnisz?

Mam wrażenie, że pamiętam większość klientów – a może nawet wszystkich – z którymi miałem szansę pracować bezpośrednio w formie doradczej (nazywamy ją sesjami strategicznymi). Rzeczywiście zostają w głowie na długo… z różnych przyczyn.

Czasem wpływa na to bardzo nietypowa branża. Ze 3 lata temu był u mnie na sesji strategicznej chłopak, który jest zawodowym… iluzjonistą. Chciał się poradzić w kwestii uporządkowania oferty i sposobów pozyskiwania klientów na występy. Z kolei niedawno miałem sesję strategiczną z właścicielem zakładu pogrzebowego. Przyszedł poukładać trochę model biznesowy i możliwość wykorzystania zasobów, które jego firma już posiada, ale na których nie zarabia.

Jak widać, mamy klientów naprawdę z każdej możliwej branży… choć oczywiście każdy z nich na początku uważa, że jego branża jest tą jedyną, specyficzną i wyjątkową, w której nie działają rozwiązania z innych branż (podpowiedź: praktycznie zawsze działają!).

A czasem klienci zostają w głowie na długo z powodu sytuacji, o których opowiadają. Są oczywiście tacy, którzy świetnie się rozwijają i potrzebują tylko dodatkowej inspiracji, pozytywnego kopniaka, który pomoże im uwierzyć, że naprawdę dadzą radę. Znacznie częściej przychodzą jednak po pomoc przedsiębiorcy z naprawdę poważnym problemem. Przykład: nagła śmierć ojca, który zostawił firmę w skomplikowanej sytuacji prawnej i z dużymi długami…

Skąd pewność, że potrafisz pomóc przedsiębiorcom? Jakie masz kwalifikacje, by robić to, co robisz?

To jest świetne pytanie! I powiem, tak zupełnie szczerze, że każdy prawdziwy ekspert, który nie próbuje zgrywać gwiazdora, ale jest autentyczny i szczery, odpowie pewnie tak po ludzku: NIE WIEM, czy potrafię pomóc. Musiałbym mieć w sobie naprawdę dużo arogancji, by być przekonanym, że za każdym razem potrafię.

Psychologia opisała takie ciekawe zjawisko: efekt Krugera-Dunninga. Polega ono na tym, że jak ktoś liźnie tylko odrobinę wiedzy z danego tematu, to uważa się za wielkiego eksperta. Stąd wszyscy Polacy znają się świetnie na piłce nożnej i polityce (uśmiech). Taka osoba, mając maluteńką wiedzę, nie jest w stanie ocenić rzetelnie ani własnego, ani cudzego poziomu kompetencji (może właśnie dlatego tak wiele osób ufa celebrytom?).

Dopiero gdy znacznie poszerzysz wiedzę, widzisz, jak ogromny jest ten jej obszar, którego jeszcze nie posiadasz, dopiero wtedy widzisz, jak mało wiesz i ile jeszcze musisz się nauczyć. I efekt tego jest taki, że osoby, które znają się na czymś naprawdę dobrze, często oceniają swoją wiedzę niżej niż ktoś, kto tak naprawdę niewiele wie.

Dlatego być może każdy autentyczny ekspert często wątpi w siebie i zastanawia się: „Czy ja naprawdę jestem w stanie pomóc?”, a tymczasem gwiazdor-celebryta często emanuje pewnością siebie i przekonaniem o swojej wszechwiedzy.

Więc, mówiąc zupełnie szczerze: nie jestem w stanie udzielić łatwej odpowiedzi na Twoje pytanie. Zostawiam to moim klientom. Jeśli chcą słuchać o moich doświadczeniach, to ja jestem po to, by im służyć. Jeśli zastosowanie tego, co im proponuję, przynosi efekty – a o tym można się przekonać, czytając opinie naszych klientów – to ja chętnie będę im służył dalej i dzielił się kolejnymi doświadczeniami.

Co konkretnie oferujesz przedsiębiorcom i czy każdy właściciel firmy może skorzystać z pomocy CLF?

Oferuję im zmianę. Możliwość powrotu do tego, o czym marzyli, gdy zakładali firmę, a o czym zapomnieli, zderzając się z twardą rzeczywistością. Oferuję im poukładanie firmy na nowo, by mogli robić to, co jest ich pasją, by dawali pracę ludziom, dla których ona też stanie się pasją, a klientom produkty, dzięki którym ich życie stanie się lepsze. Brzmi to może górnolotnie, ale to naprawdę się dzieje… a gdy to się dzieje, to pieniądze, które firma przynosi, stają się tego naturalną konsekwencją.

Tym, co oferujemy, jest więc przede wszystkim zmiana, która dokonuje się w życiu przedsiębiorców i w ich firmach. Celowo to rozdzielam, bo klienci często sami nam mówią, że nas autentycznie interesuje ona czy on i autentycznie się troszczymy o nią czy o niego jako człowieka, jako przedsiębiorcę, a nie tylko o jego firmę i jej wyniki.

Natomiast narzędzia tej zmiany, która się dokonuje podczas współpracy z Coraz Lepszą Firmą, są różne.

Może to być szkolenie internetowe, podczas którego dzielimy się doświadczeniem i dajemy konkretne wskazówki do zastosowania. Może to być Program Rozwoju, który pozwala tej zmiany dokonać w usystematyzowany i uporządkowany sposób, przy wsparciu całej, liczącej dziś prawie 600 osób, Społeczności Coraz Lepszych Przedsiębiorców, którzy chętnie sobie pomagają. Może to być indywidualna, bezpośrednia praca jeden na jeden z naszymi ekspertami (w ramach Osobistego Kompasu Rozwoju), pozwalająca odkryć mocne strony przedsiębiorcy i tak ułożyć firmę, by w pełni te mocne strony wykorzystać, a jednocześnie dać przedsiębiorcy maksymalne poczucie spełnienia. Może to być doradztwo w poukładaniu strategii firmy na sesjach strategicznych ze mną.

Narzędzia są różne, ale to tylko narzędzia, kluczowa jest zmiana, która się dokonuje.

Zapytałaś też, czy każdy może skorzystać z pomocy CLF. To jest ciekawe pytanie, bo odpowiedź nie jest jednoznaczna. Przede wszystkim pewnie nie każdy chce i jest na taką zmianę gotowy. Bo każda zmiana rodzi pewien opór.

Ale też my nie z każdym chcemy pracować i zdarza nam się odmówić współpracy, najczęściej z powodów etycznych. Jakiś czas temu nie pozwoliliśmy wejść do Programu Rozwoju klientce, która szczerze nam powiedziała w rozmowie telefonicznej, że chce się od nas nauczyć, jak „lepiej ściemniać swoim klientom”. Nie po to jesteśmy. Albo inny przykład: odmówiliśmy pomocy w rekrutacji przedsiębiorcy, o którym wiemy, że naprawdę nie szanuje swoich pracowników i nijak nie podziela naszej filozofii podejścia do ludzi.

Ale to są dość skrajne przypadki. Często jednak klienci, zadając takie pytanie, mają na myśli coś innego: czy w mojej – w domyśle: bardzo specyficznej – branży to zadziała. I tutaj odpowiedź zdecydowanie brzmi: TAK! Mamy klientów naprawdę z każdej chyba możliwej branży i oni twierdzą, że działa (uśmiech).

Jesteś doskonałym strategiem. Jakie plany wiążesz z rozwojem Coraz Lepszej Firmy?

Oj, słodzisz mi i to jest bardzo miłe, ale tak zupełnie szczerze: nie da się być doskonałym strategiem. Bo nie ma czegoś takiego, jak doskonała strategia. Są strategie, które tu i teraz działają, i takie, które nie działają. A nawet gdy działają, to sytuacja się zmienia i taka strategia też wymaga modyfikacji. Można więc być co najwyżej skutecznym strategiem, gdy tworzy się strategie działające częściej niż te, które się nie sprawdzają (uśmiech).

A plany mamy ogromne. Zresztą już z samych moich talentów Gallupa, o których wspominałem w odpowiedzi na pierwsze Twoje pytanie, wynika to w naturalny sposób. Skoro na pierwszym miejscu mam Achievera (Osiąganie), to nie mógłbym żyć bez wielkich marzeń i wielkich planów ich realizacji.

Wszystkim się nie podzielę, bo część tych informacji rezerwuję dla inwestorów, ale bardzo upraszczając, chcemy zbudować najlepszą w Polsce – a w przyszłości być może na świecie – firmę, która będzie wspierać przedsiębiorców na różnych poziomach. Zaczęliśmy od dzielenia się doświadczeniem i wiedzą, ale takich obszarów pomagania jest znacznie więcej.

Tak naprawdę marzy mi się zbudowanie całego takiego ekosystemu, dzięki któremu będzie znacznie łatwiej prowadzić firmę. Poczynając od narzędzi, przez usługi wspierające, a kończąc na funduszu private equity, który będzie inwestował w firmy naszych klientów (po to zresztą chcemy też w perspektywie 4–5 lat wejść na giełdę – by mieć jeszcze łatwiejszy dostęp do środków na ten cel).

Jaki element prowadzenia biznesu jest dla Ciebie najtrudniejszy i jak sobie z nim radzisz?

Mam takie wrażenie, że dla każdego przedsiębiorcy na różnych etapach prowadzenia firmy coś innego jest tą najtrudniejszą rzeczą. W samych początkach jest to zwykle pozyskiwanie klientów i budowanie masy krytycznej, która zapewni rentowność i stworzy szansę rozwoju.

Gdy przedsiębiorca nauczy się już, jak tych klientów zdobywać, to nagle staje się to łatwe, a najtrudniejsze staje się coś innego – poradzenie sobie z tym, by firma nie zabierała całego życia i by w firmie wszystko nie zależało od właściciela. Ale ten etap też można przejść, ucząc się, jak delegować, jak znajdować właściwych ludzi i umieszczać ich we właściwych miejscach, jak nimi zarządzać, jak im przewodzić – by nie tylko robili, co muszą, ale autentycznie chcieli robić to, co właściwe. Potem pojawiają się kolejne bariery i znów przesuwa się to, co najtrudniejsze.

Ja w swoim biznesie jestem teraz na takim etapie, że wymaga on „wychowywania” już nie świetnych pracowników, bo tych już od dawna mamy, ale świetnych liderów, którzy sami pociągną za sobą swoje zespoły. I dziś właśnie to „wychowywanie” liderów wydaje mi się najtrudniejsze. Szczególnie że nie bez powodu używam słowa „wychowanie”, bo zatrudnienie kogoś z zewnątrz do roli lidera kompletnie się u nas nie sprawdza. Robiliśmy kilka podejść i żadne się nie powiodło. Nasza firma funkcjonuje w tak nietypowy sposób, że nawet ktoś, kto miał sukcesy jako menedżer w innej firmie, u nas sobie nie poradzi bez 2–3 lat uczenia się tego, jak funkcjonujemy. Jedyna droga to więc „wychowanie” liderów wewnątrz organizacji.

Dziś to wydaje mi się najtrudniejsze, ale całkiem prawdopodobne, że jeśli zadasz mi to pytanie za rok czy dwa, to „wychowywanie” liderów będzie się już wydawało łatwe, a pojawi się nowe wyzwanie, o którego istnieniu dziś nawet nie wiem (uśmiech).

A jak wspominasz swój pierwszy duży biznes – księgarnię Tolle? Czy teraz prowadziłbyś go inaczej?

Nie nazwałbym go dużym, bo firma miała zaledwie 7-cyfrowe obroty, 6-cyfrowe zyski i nigdy nie przekroczyła poziomu kilkunastu pracowników. W porównaniu z naprawdę dużymi biznesami, zatrudniającymi tysiące ludzi, był to więc malutki biznesik, choć całkiem sprawnie działający i dobrze zorganizowany.

A tak poważnie, to była prawdziwa szkoła życia. Wszystkiego musiałem się tam uczyć od zera i mam świadomość, jak wiele błędów popełniłem.

Czy poprowadziłbym go inaczej? Z dzisiejszą wiedzą na pewno. Ale też bez tych błędów nie nauczyłbym się tego, co wiem dzisiaj.

Gdybym miał wskazać natomiast taką jedną rzecz, którą z całą pewnością zrobiłbym dziś inaczej, to byłoby to rozwijanie biznesu znacznie szybciej, przy wsparciu inwestorów zewnętrznych. Tak jak to robimy dziś w CLF. A w Tolle finansowaliśmy się jedynie zyskiem i kredytami bankowymi. To było największe ograniczenie naszego rozwoju.

Co według Ciebie – osoby, która uczy, jak rozwijać biznes – jest w firmie najważniejsze? Bez czego żadna firma nie może istnieć?

To jest znakomite pytanie, bo odpowiedź jest w kompletnie innym miejscu, niż się spodziewasz. Otóż najważniejsze jest to, żeby zrozumieć…

…że nie ma jednej rzeczy najważniejszej!

Firma to jest system złożony z wielu elementów. I one wszystkie muszą dobrze funkcjonować, by firma mogła istnieć i się rozwijać.

To tak jak z ludzkim ciałem – to też system. Jak masz chorą wątrobę, to nie ma znaczenia, że z płucami jest wszystko OK – i tak całe ciało jest chore. Wystarczy jeden chory element.

Tak jak nie da się powiedzieć, co jest ważniejsze – oddychanie czy jedzenie, bo bez żadnego z nich nie możesz żyć, tak samo w firmie nie da się powiedzieć, że np. najważniejsze jest zdobywanie klienta albo zarządzanie, albo pilnowanie kosztów. Wszystko jest ważne, bo to złożony system.

Dlatego tak bardzo podoba mi się tekst, który usłyszałem od Marka Ślibody, właściciela gliwickiej firmy Marco. Parafrazuję: „Biznes jest prosty. Wystarczy JEDNOCZEŚNIE robić dobrze kilkadziesiąt rzeczy”.

Skąd czerpiesz wiedzę, inspiracje, rady? Od kogo się uczysz?

Uczę się cały czas bardzo dużo i staram się uczyć od każdego, kto ma już za sobą zmaganie z wyzwaniem, z którym ja się w danym momencie mierzę. Nie mam jakichś swoich ulubionych „guru biznesu”, choć są oczywiście osoby, które wywarły na mnie ponadprzeciętnie duży wpływ – choćby William Edwards Deming czy Eliyahu Goldratt albo – spoza biznesu – np. Viktor Frankl.

Tak w praktyce to bardzo dużo czytam: ok. 50–80 książek biznesowych rocznie. Oglądam sporo szkoleń (w formie wideo) – głównie autorów zagranicznych – często uczestniczę też w szkoleniach na żywo, choć tutaj coraz trudniej znaleźć coś naprawdę wartościowego.

W ostatnich latach bardzo duży wpływ miał na mnie dr Jeh Shyan Wong z Singapuru, na którego szkoleniach byłem kilkakrotnie. Zainspirował mnie on do robienia biznesu z „azjatyckim rozmachem” (uśmiech).

Jak organizujesz sobie tydzień, by mieć czas na wszystko?

Ha, ha (śmiech). Im dłużej żyję i im więcej zbieram doświadczenia, tym lepiej rozumiem to, że nigdy nie będę miał czasu na wszystko. Jeśli się ze wszystkim wyrabiam, to co najwyżej znaczy, że rozwijam się za wolno i mam za mało wyzwań. Serio!

Organizacja czasu na pewnym poziomie rozwoju oznacza zatem konieczność rezygnacji z wielu rzeczy… dobrych i ważnych. Jest to sztuka robienia tego, co NAJLEPSZE i NAJWAŻNIEJSZE, bo na to, co jest zaledwie dobre i ważne, tego czasu już brakuje. A na pewno nie ma go na głupoty.

A w praktyce: staram się oddelegować wszystko, czego naprawdę nie muszę robić osobiście. W tej chwili nawet ważne bieżące firmowe decyzje oddałem Ani Pudło, która pełni w CLF rolę dyrektora operacyjnego. Sobie zostawiłem tylko tematy strategiczne i długofalowe. Od całej „drobnicy” w moich zadaniach uwalnia mnie natomiast nasza asystentka zarządu Agnieszka. Dzięki temu mogę się skupić na tym, co naprawdę najważniejsze.

Swój tydzień pracy zorganizowałem tematycznie:

Poniedziałki to dzień w całości obłożony spotkaniami – zwykle z kluczowymi liderami w firmie, z zespołami – sprzedażowym i marketingowym – oraz wspólny obiad z jednym z pracowników.

Wtorek to dzień pracy koncepcyjnej w skupieniu nad marketingiem i zdobywaniem klientów. Tego dnia powstają analizy, pomysły na nowe sposoby dotarcia do klienta i koncepcje nowych lejków sprzedażowych.

Środa to dzień zwykle poświęcony działowi sprzedaży lub kontaktowi z klientami. To na dziś jedyny dzień w tygodniu, gdy mam sesje strategiczne, a co dwa tygodnie webinar dla naszej Społeczności (co drugi webinar ma formę grupowych konsultacji, na których doradzam Coraz Lepszym Przedsiębiorcom uczestniczącym w Programie Rozwoju).

Czwartek to dzień pracy nad produktami. Tutaj powstają zarówno nowe pomysły, jak i same produkty.

Piątek to dzień pracy koncepcyjnej – czas na „rozkminy” nad nowymi drogami rozwoju CLF, modelem biznesowym, strategią. A druga część dnia to spotkanie podsumowujące sprint z zespołem marketingowym (pracujemy metodyką Scrum, więc w piątki mamy „sprint review” i retrospektywę).

Jeśli chodzi o czas pracy: staram się pracować 6,5–7 godzin dziennie, ale mam tu na myśli czas rzeczywistej pracy. Do tych godzin nie wliczają się bowiem przerwy regeneracyjne (w tym drzemka), czas na drugie śniadanie i obiad, etc. Realnie więc w „biurze” (domowym gabinecie do pracy) spędzam z przerwami czas od ok. 6.00 rano do 15.30.

Gdzie można Cię spotkać w czasie wolnym, co lubisz robić po pracy?

Jak wspominałem, jako introwertyka trudno mnie spotkać w innym miejscu niż zacisze mojego domu (uśmiech).

Mam 2 ulubione formy odpoczywania: czytanie (głównie fantastyki; w tej chwili na przykład czytam 6. już tom „Malazańskiej Księgi Poległych” – arcydzieło!) oraz dobre seriale. Kiedyś były to dobre filmy, ale odkąd najlepsi scenarzyści przenieśli się do seriali, a seriale mają budżety porównywalne z hollywoodzkimi produkcjami, znacznie łatwiej znaleźć naprawdę wciągający serial niż wciągający film.

Natomiast z całą pewnością nie da się mnie spotkać na żadnej imprezie, a już szczególnie takiej, gdzie można potańczyć. Śmieję się, że od tańczenia wolę już nawet… kanałowe leczenie zębów (śmiech).

Czy są jakieś słowa ważne dla Ciebie albo takie, których nie znosisz?

Chyba nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Obawiam się, że nie przywiązuję tak wielkiej wagi do konkretnych słów, by któreś z nich uważać za szczególnie istotne, a innych nie znosić.

Bardziej chyba skupiam się na tym, co ktoś chciał przekazać – co stało za danymi „słowami” – niż na samych słowach.

O czym myślisz, kiedy zasypiasz o 22, a o czym, kiedy budzisz się o 4 nad ranem?

Zasypiam zwykle znacznie wcześniej, bo w okolicach 21.00. O czym wtedy myślę? Zwykle nie myślę, bo mam nietypową zdolność bardzo szybkiego zasypiania (uśmiech). Zatem o ile akurat nie dzieje się nic szczególnie trudnego, co by mi spędzało sen z powiek, to już śpię, zanim zdążę pomyśleć.

Wstając o 4.30, zwykle czuję wdzięczność. Cieszę się z tego, że przede mną kolejny pełen wyzwań dzień. Wyrobiłem sobie taką poranną rutynę, powtarzalny ciąg czynności, które wykonuję jedną po drugiej, więc też nie skupiam się wtedy na jakimś szczególnie głębokim myśleniu. Raczej po prostu spokojnie wchodzę w nowy dzień…

Rozmawiała: Martyna Kosienkowska
Martyna Kosienkowska

Redaktor bloga Coraz Lepszej Firmy. Wcześniej redaktor prowadzący w wydawnictwach biznesowo-marketingowym i medycznym. Prowadziła kilka blogów internetowych, m.in. o e-handlu i zdrowiu. Współpracowała z wydawnictwami uniwersyteckimi, dbając o wysoki poziom językowy książek.