Work-life balance Inspiracje

3 historie wigilijne, które kończą się inaczej niż zwykle

Maciej Wojtas

Już niedługo w wielu polskich domach rozpocznie się uroczysta kolacja wigilijna. Oto 3 historie związane z tym wydarzeniem. Wszystkie dadzą Ci do myślenia. Zwłaszcza jeśli prowadzisz firmę.

Pierwsza historia

Na porcelanowym talerzyku drzemało kilka białych opłatków. Talerzyk leżał na stole, stół stał w pokoju, a pokój był w mieszkaniu państwa Kowalskich tym pomieszczeniem, w którym zawsze działy się najciekawsze rzeczy.

Przed 17.00 wszystko było już gotowe. Jedno krzesło i jedno nakrycie były wolne, bo tak każe tradycja. Choinka rozsiewała aromat chińskiej fabryki, dzieci czekały na prezenty, a samotna mama na to, co tym razem przytaszczy jej garbaty los.

I wtedy dzwonek do drzwi zerwał się na równe nogi i wszczął alarm. Pani Kowalska weszła do przedpokoju, spojrzała przez judasza i przekręciła zamek.

W drzwiach stał zarośnięty, choć całkiem przystojny, modnie ubrany mężczyzna. Na oko miał gdzieś tak koło czterdziestki.

– Już jestem.

– Przepraszam?

– Wpuścisz mnie, czy nie?

– Aaaa… jasne, jasne, tak.

Mężczyzna poszedł do łazienki, żeby umyć ręce. Potem zapytał pani Kowalskiej, czy jej w czymś pomóc.

– Nie trzeba, wszystko już przygotowałam. Zaczęliśmy jakieś 15 minut temu.

Mężczyzna przeżuwał kolację w milczeniu. Nie zwracał uwagi ani na migające lampki, ani na dymiące potrawy, ani na dzieci, które wpatrzone były w niego jak w święty obrazek.

Miał wylogowany wyraz twarzy. Zupełnie jakby myślami był gdzie indziej i z kim innym. W dodatku co chwilę zerkał na smartfon, który trzymał na kolanach. Od czasu do czasu coś w nim pisał, a potem ciężko wzdychał.

(Poniżej ciąg dalszy artykułu...)

– A tak poza tym? – Pani Kowalska uparcie próbowała odgrzać zastygłą rozmowę – Co tam? Wszystko w porządku? Smakowało? Bo to dopiero połowa, zrobiłam jeszcze kaszę ze śliwkami i pierogi z kapustą, i...

– A niech to! Przepraszam, chyba pomyliłem mieszkania! To znaczy nie mieszkania, tylko klatki. Albo i nawet bloki. No bo raczej nie ulice…?

– Słucham?!

– To przez tę aferę w firmie… Od tygodnia nie wychodzę z roboty, bo muszę gasić jeden pożar za drugim. Kompletnie nie mam głowy do niczego. Wszystko mi się miesza...

***

– Kurczę, wiedziałam, że to zbyt piękne, żeby było prawdziwe… – westchnęła pani Kowalska, zamykając drzwi za nieznajomym.

Druga historia

Na porcelanowym talerzyku drzemało kilka białych opłatków. Talerzyk leżał na stole, stół stał w pokoju, a pokój rozciągał się od ściany do ściany w typowej, choć w miarę nowej szeregówce.

Przed 16.00 niemal wszystko było już gotowe. Choinka czekała na dzieci, dzieci na prezenty, a rodzice – na zamówionego i hojnie opłaconego Mikołaja z agencji eventowej.

I wtedy dzwonek do drzwi zaszemrał, jak strumyk głaszczący omszałe kamienie po zimnych głowach. Pan Nowak wszedł do przedpokoju i przekręcił zamek.

W drzwiach stał Mikołaj. Był perfekcyjny jak gadżet z papierowego katalogu.

– Już jestem.

– Wspaniale, proszę zaczynać.

Mikołaj wziął głęboki oddech, zarzucił worek z prezentami i wszedł do salonu.

– Ho, ho, ho! Czy są tu jakieś grzeczne dzieci?

– Tak! – wrzasnęły chórem maluchy.

– A co tam u Miśka i Kartofelka? Dobrze się uczycie? Podoba się wam w tej nowej szkole na osiedlu?

– Przepraszam, skąd pan… skąd Mikołaj wie, że mówimy na naszych synów właśnie w ten sposób? – pan Nowak zdziwił się nie na żarty.

– Ho, ho, ho! Mikołaj wie wszystko! – mężczyzna w czerwonym przebraniu próbował ratować sytuację.

– To może przejdziemy do prezentów? – spytała pani Nowakowa, która chyba domyślała się, co tu się właśnie rozgrywa.

– Oczywiście, oto przepiękne prezenty dla Michałka i Karolka od świętego Mikołaja… Przepraszam, muszę zaczerpnąć świeżego powietrza.

Mikołaj płynnym ruchem wyszedł na balkon. Zapalił papierosa, mocno zaciągnął się świeżym dymem. Ręce mu się trzęsły. Po chwili dołączyła do niego matka chłopców, którzy w tym momencie zajęci byli rozrywaniem plastikowych opakowań zabawek.

– Przecież obiecałeś, że nigdy, ale to nigdy tego nie zrobisz! Wiesz, że masz zakaz zbliżania się do nas. Wiesz, co teraz mogę ci zrobić? Opłacało ci się tak zaryzykować?

– Musiałem się z nimi zobaczyć. Tak strasznie za wami tęsknię. Za dziećmi, za…

– Przecież wiesz, że mam teraz nowe życie. Mam kogoś, kto ma czas dla mnie, a nie tylko dla firmy. Mam kogoś, kto myślami jest z nami, a nie z tabelkami Excela. Kogoś, kto widzi we mnie kobietę, a nie kierowcę taksówki wożącej dzieci do przedszkola i szkoły i asystentkę od wszystkiego...

– Tak, przepraszam cię, masz absolutną rację. Byłem beznadziejnym mężem i jeszcze gorszym ojcem, bo... tamta firma była pomyłką. To wszystko przez nią! Przez nią zszedłem na psy. Pracowałem na okrągło, a i tak gówno z tego było. I jeszcze te wałki na fakturach...

– Dobrze, że w końcu to pojąłeś. Szkoda, że tak późno…

– Teraz mam lepszy plan. Właśnie go widzisz. Masz go przed sobą! Posłuchaj, wyobraź sobie: sieć świętych Mikołajów, którzy działają w największych miastach w Polsce. Praca tylko przez 2 miesiące w roku. Na początek musiałbym oczywiście trochę pojeździć tu i tam, żeby wszystko zgrać, ale potem…

– Dziękuję, proszę pana, ale nie jestem zainteresowana. Trafi pan sam do drzwi, czy może poleci pan skrótem, z balkonu?

Trzecia historia

Na porcelanowym talerzyku drzemało kilka białych opłatków. Talerzyk leżał na stole, stół stał w pokoju, a pokój był jednym z 19, jakie architekt umieścił w planach ogromnego domu, który postawiono na przedmieściach stolicy.

Stół był gotowy, choinka stała na baczność, a dzieci biegały po mieszkaniu, podekscytowane świąteczną atmosferą. Do uroczystej kolacji zostało jeszcze 9 długich godzin.

I wtedy dzwonek do drzwi chrząknął z elegancją godną produktu made in Japan, po czym wydał z siebie trzyoktawowy, krystalicznie czysty akord. Pan domu podszedł do drzwi i odkodował zamek.

W drzwiach stał kurier.

– Bardzo proszę, oto pańskie zamówienie, weso...

– Dziękuję, zdrowych, wesołych.

W plastikowym wiaderku tłoczyły się 3 żywe ryby.

Pan domu postanowił w tym roku po raz pierwszy własnoręcznie przyrządzić karpia. Tak samo, jak robili to jego ojciec i dziadek. Zdjął służbowe ubranie, założył bawełnianą koszulkę i luźne dresy i poszedł do jednej z łazienek.

W tym momencie do tymczasowej rybnej rzeźni weszły dzieci.

– Tato, możemy popatrzeć na karpiki?

– Właściwie… dobrze, popilnujcie ich, zaraz wrócę, muszę coś przynieść.

Parę minut później mężczyzna wrócił z powrotem. W ręce trzymał ostry nóż i duży młotek.

– Dzieci, teraz idźcie do siebie, to nie jest widok dla was.

– Tato, a wiesz, że jak cię nie było, to te rybki do nas mówiły?

– Ryby nie mówią, one tylko tak ruszają swoimi pyszczkami.

– Ale one naprawdę mówiły.

– Dobrze, dobrze, idźcie teraz się czymś zająć. Może pobawcie się czymś, zgoda?

Dzieci wyszły z łazienki. Mężczyzna zamknął drzwi, wytarł nos, wyjął smartfona z kieszeni i odłożył go na półkę. Wziął do ręki pierwszą rybę, a ona otworzyła pyszczek i powiedziała:

– Dzieci nie kłamały.

– Ale jaja… – mężczyzna był w ciężkim szoku.

– Przejdźmy do rzeczy, bo tlen mi się kończy. Dzieci zapytały nas, czy możemy spełnić ich 3 życzenia. Dla nas to nie problem, więc zgodziłyśmy się.

– Naprawdę? A jakie to życzenia?

– Pierwsze było takie, żebyś przestał gadać na okrągło przez telefon.

– He he he! Nie ma takiej opcji, telefon jest mi potrzebny do robienia interesów.

– Już nie będzie ci potrzebny. Kazałyśmy mu rozesłać wiadomości do wszystkich twoich kontaktów.

– Ta… jasne. I co było w tych wiadomościach?

– W sumie nic takiego. Takie tam, że masz ich wszystkich centralnie w dupie i żeby przestali ci zawracać głowę, raz na zawsze.

Mężczyzna roześmiał się. Sięgnął po smartfon i nogi mu się ugięły.

– Drugie życzenie dzieci było takie – kontynuował z poważną miną karp – żebyś przestał w kółko gadać o pracy. I w sumie to też już załatwione.

– Jak to?

– Wyjrzyj przez okno.

Mężczyzna chwiejnym krokiem podszedł do okna, zmrużył oczy, spojrzał w dal i zobaczył, że parę kilometrów stąd, w miejscu, w którym od zawsze stał budynek jego firmy, nie ma nic. Zero.

– A trzecie życzenie? Błagam...

– Oj tam, to nic takiego. Nieważne. Teraz, panie kacie, czyń swoją powinność. Zrób to szybko, jeśli mogę prosić.

Mężczyzna chwycił karpia i zamiast pozbawić go życia, zaczął do niego krzyczeć. Wrzeszczał tak kilka minut, wyzywał od najgorszych, aż w końcu zemdlał z nadmiaru emocji.

Leżąc bez znaku życia, nie zdawał sobie sprawy, że trzecim życzeniem dzieci było to, żeby tata mógł pracować w domu. I żeby był znany na całym świecie.

Filmik pt. Kłótnia z karpiem momentalnie podbił pół Internetu i tym samym rozpoczął nowy etap w życiu biznesmena. Nie pytajcie, jak ryby ogarnęły to od technicznej strony.

Jedno jest pewne: z karpiami nie ma żartów.

A Ty?

Jaka będzie Twoja Wigilia w tym roku?

Będziesz cały czas z rodziną?

Sercem i duchem też?

Pobierz bezpłatny poradnik
"Przebudzenie Przedsiębiorcy"

Dowiedz się, jak uwolnić się od firmy i firmę od siebie,
by praca przestała okradać Cię z czasu

pp_form
Zapisując się na kurs, wyrażam zgodę na otrzymywanie newslettera i informacji handlowych od Coraz Lepszej Firmy.
Mogę cofnąć zgodę w każdej chwili. Dane będą przetwarzane do czasu cofnięcia zgody.
Maciej Wojtas

Zawodowy copywriter i scenarzysta (https://maciejwojtas.pl) oraz kompozytor muzyki do gier komputerowych i spotów reklamowych (https://maciejwojtas.com).