Efektywność

3 pułapki, przez które ambitni przedsiębiorcy pracują od świtu do nocy

Katarzyna Trzonek-Maciejewska

Kamil dorastał w domu, w którym zwykle pachniało ciepłą szarlotką, a z okna rozpościerał się widok na długie, równe rzędy jabłonek. Jego ojciec sumiennie pielęgnował te drzewa, a gdy przychodził sezon – zrywał soczyste owoce i jeździł na targ, by sprzedać je z jak największym zyskiem.

Im Kamil był starszy, tym częściej postrzegał podejście taty do biznesu jako przestarzałe. Tyle rzeczy można by było zrobić inaczej! Tyle usprawnić! Zarobić o wiele więcej pieniędzy i w końcu nie musieć się martwić, że niespodziewanie zima będzie dłuższa i przyjdzie większy rachunek za ogrzewanie.

Gdy tylko jako dorosły już mężczyzna przejął biznes ojca, szybko zaczął wprowadzać swoje wizje w życie. Kupił większe pole od sąsiada i tam też zasadził drzewa. Zamiast sprzedawać owoce na targu, zainwestował w maszyny do tłoczenia soku i ruszył z jego produkcją. Zatrudnił ludzi, którzy mieli mu ze wszystkim pomóc.

Tyle się działo w ostatnich latach, że nawet nie zauważył, ile już czasu minęło od jego ostatnich wakacji z rodziną. Nie rozumiał, dlaczego żona się wścieka, że nigdy go nie ma w domu, że zapomina o jakichś rocznicach, a na obiady u teściów przyjeżdża spóźniony – przecież zapewnia rodzinie byt! Jeszcze tylko chwilę więcej popracuje, a później będzie spijał z tego śmietankę. Wszyscy będą!

Jednak ostatnia rozmowa ze starszym synem była dla niego jak kubeł zimnej wody. Choć od dawna ich relacja nie była najlepsza, to teraz już naprawdę się wkurzył. Na zwykłe pytanie „Co słychać?” gówniarz wypalił: „Nic! Przecież i tak Cię to nie interesuje!” – i wyszedł, trzaskając drzwiami do swojego pokoju.

Jak on śmiał? Człowiek się zaharowuje, żeby zapewnić mu najlepszą przyszłość, a ten co? Kamil już chwytał za klamkę do pokoju syna, by wywrzeszczeć mu, co o tym sądzi, ale wtedy uderzyła go pewna myśl.

On nigdy by się tak do swojego ojca nie odezwał. Dlaczego?

Choć w ich rodzinnym domu się nie przelewało, Kamil pamiętał doskonale sylwetkę taty spacerującego po ogrodzie. Pamiętał grubą, popękaną od ziemi skórę na jego dłoniach, gdy każdego wieczoru przewracał kolejne strony ulubionej bajki swoich dzieci. Pamiętał swoją radość w długie zimowe popołudnia, kiedy podejrzanie często udawało mu się wygrywać z ojcem w bierki. Pamiętał zażarte dyskusje, które toczył z nim jako nastolatek… Pamiętał, bo ojciec zawsze przy nich był…

A Kamil?

Na dobrą sprawę nie pamięta pierwszych lat życia swoich dzieci. Wieczór z bajką? Zapomnij! To wieczorem najczęściej nadrabiał firmową papierologię. Występy w przedszkolu i szkole? Nie ma opcji! Jak niby miał się wyrwać z firmy tak wcześnie? Wspólne wakacje? No jasne! A kto wtedy będzie czuwał nad biznesem?

Zaczął rozumieć, że na zachowanie syna mają wpływ te wszystkie lata, kiedy go przy nim po prostu nie było. I jeśli nic się nie zmieni, to pewnie będzie jeszcze gorzej…

Tylko czy to oznacza, że musi wybierać pomiędzy prowadzeniem dobrze prosperującej firmy a rodziną?

Niekoniecznie. Zobacz, jest tylu przedsiębiorców, którzy prowadzą duże biznesy i mają czas dla rodziny. A nawet dla siebie! Czy ich doba jest dłuższa? Jak się domyślasz, odpowiedź musi leżeć gdzie indziej.

Otóż widzisz, Kamil wpadł w 3 popularne wśród przedsiębiorców pułapki. To przez nie pracował od świtu do nocy, choć efekty tej pracy wcale nie były takie, jak sobie wymarzył. O czym mówię? Przede wszystkim…

…tracił czas na mało ważne zadania (pułapka #1)

Jak wielu przedsiębiorców, których znam, Kamil miał taką przypadłość, że chciał mieć nad wszystkim kontrolę. Oddanie jakichkolwiek zadań komuś z zespołu to była droga przez mękę. „Przecież on i tak nie zrobi tego tak, jak trzeba!” i „Wolę to zrobić od razu sam niż później po kimś poprawiać!” – to najczęstsze wymówki, jakie rzucał Kamil, gdy asystentka proponowała rozładowanie jego napiętego kalendarza.

W efekcie, choć miał w zespole świetnych ludzi, nikomu nie dawał na tyle swobody działania, by ta osoba miała szansę stać się samodzielna. A co za tym szło – ciągle wszyscy go o wszystko pytali. To tylko utwierdzało go w przekonaniu, że nie może nikomu zaufać, bo… oni nic nie wiedzą! I tak w kółko.

Prowadzenie firmy często wiąże się z tym, że przedsiębiorca próbuje być najlepszym specjalistą, księgowym, managerem, sprzedawcą, marketingowcem… I doba faktycznie jest za krótka, bo jak zmieścić 10 etatów w 1?

To przez potrzebę ciągłej kontroli i sprawdzania wszystkiego Kamil wpadł w kolejną pułapkę zabieganych przedsiębiorców i…

…pracował non stop (pułapka #2)

„Tak to już jest na swoim – zawsze jesteś w pracy!” – tłumaczył zniecierpliwionej żonie, gdy po raz kolejny przerwał rodzinny obiad, by odebrać telefon z zakładu. Zanim zdążyła zaprotestować, zarzucał już kurtkę, by pędzić do firmy z odsieczą – maszyna znów stanęła i pracownicy nie wiedzieli, jak ją włączyć!

Takie sytuacje to był dla Kamila chleb powszedni. W firmie pojawiał się pierwszy, jeszcze przed 7. A gdy wychodził, późnym wieczorem – gasił światło. W te nieliczne dni, gdy do zakładu nie przyjeżdżał, i tak był pod telefonem. Wystarczyła najmniejsza usterka i gotowy był jechać, by rozwiązać problem.

Uważał, że to wkalkulowane w prowadzenie biznesu – nie wychodzisz z pracy o 16 czy 17, trzaskając drzwiami, jak na etacie, bo to Twoja odpowiedzialność, by wszystko działało jak w zegarku. Zawsze.

Wolny weekend to zbędny luksus, a wakacje z rodziną – dopiero jak się „dorobi”. Kamil, choć uważał, że nie potrzebuje wcale tyle wolnego czasu, to patrzył zazdrośnie na zdjęcia znajomych w social mediach – tu kumpel ze studiów uczy synka jeździć na rowerze, tam koleżanka z podstawówki je z dziećmi wielkie lody w słonecznej Italii.

A on? Wiecznie w pracy. I nawet nikt tego nie docenia! A przecież pracuje po to, żeby dzieciom w przyszłości było lepiej. Żeby miały łatwiej niż on!

Ale to nie wszystko. Pracując non stop, Kamil nie daje sobie szansy na odpoczynek. A bez tego jest ciągle przemęczony i popełnia więcej błędów, których naprawa kosztuje go dodatkowy czas…

Nic dziwnego, że w końcu…

…tonie w morzu zadań (pułapka #3)

Telefon od księgowej, odpowiedź na ważny mail od klienta, sprawdzenie oferty dla potencjalnego kontrahenta, spotkanie z zespołem, a do tego… naprawienie maszyny i zażegnanie konfliktu wśród pracowników. Tak miał wyglądać poniedziałek Kamila, ale szybko okazało się, że to tylko wierzchołek góry lodowej.

Gdy rozmawiał z księgową, już kątem oka widział, jak pod jego pokojem czeka pracownik, by o coś znowu zapytać. Okazało się, że problem, z jakim przychodzi, wymaga reakcji natychmiast, więc Kamil rzucił wszystko i poszedł gasić kolejny pożar. Zanim wrócił do biura po jego ugaszeniu, zaczepił go szef marketingu, mówiąc o problemach z promocją nowego produktu. W kieszeni już czuł złowieszczą wibrację telefonu – okazało się, że próbował się do niego dodzwonić zirytowany klient, który dostał nie swoje zamówienie…

Kamil nigdy nie wiedział, co wydarzy się danego dnia, i już nawet nie nastawiał się, że zrobi wszystkie zadania, które sobie wcześniej założył. Efekt? Czuł, że pracuje ciągle za mało, bo przecież lista rzeczy do zrobienia systematycznie rosła. Niezależnie od tego, jak długo pracował.

Choć był coraz bardziej zmęczony, a sytuacja w domu coraz częściej dawała mu do zrozumienia, że dłużej tak nie da rady, to…

….nie widział wyjścia z tej sytuacji.

Odpuścić? Zamknąć firmę? Pozwolić, by pomału sama umierała przez brak porządnego zarządzania?

Czasem miał wszystkiego dość, ale przecież zaszedł tak daleko… Rzucenie wszystkiego oznaczałoby przyznanie się do porażki (przed żoną, przed ojcem, przed dziećmi…). A poza tym zostałby z niczym! Miałby teraz iść do kogoś na etat?!

Nie, odpuszczanie nie było opcją. Kamil postanowił zacisnąć zęby jeszcze na trochę i próbować walczyć.

Tylko wiesz co?

Cały czas popełniał te same błędy i w rezultacie pogrążał się jeszcze bardziej… NIC się nie zmieniło poza tym, że był coraz bardziej zmęczony.

Co mógł zrobić inaczej?

I co Ty możesz zrobić inaczej?

Skoro doczytałeś artykuł do końca, to zakładam, że rozumiesz rozterki Kamila. Niestety. I nie jesteś w tym sam. Ciągle spotykamy przedsiębiorców, którzy czują się jak w kołowrotku, z którego nie ma wyjścia. Tymczasem wyjście jest. I to nie jedno!

Widzisz, prowadzenie biznesu NIE MUSI oznaczać rezygnacji z oglądania pierwszych kroków Twojego dziecka. Ani z budowania relacji z tym dorastającym. Własny biznes nie wyklucza też udanego związku. Ani czasu dla siebie.

Nie wierzysz mi?

A przecież są przedsiębiorcy, którzy pomimo świetnie prosperującego biznesu mają wolny czas i spędzają go tak, jak lubią – z rodziną na spacerze albo ciesząc się ulubionym hobby. Wielu z nich zaczynało w tym samym miejscu, co Ty – pracując od świtu do nocy i poświęcając całe życie swojej firmie…

Co teraz robią inaczej?

Przede wszystkim panują nad chaosem. Doprowadzają wszystkie projekty do końca, nie marnując czasu na mało ważne zadania. Nie siedzą w pracy od rana do nocy, bo wiedzą, jak efektywnie wykorzystywać czas, który w niej spędzają!

Ty też możesz tak działać.

Zacznij od wdrożenia tych 3 piekielnie skutecznych technik, które pozwolą na wywindowanie Twojej produktywności. Przygotowaliśmy je dla Ciebie w formie prezentu, który pobierzesz poniżej, zupełnie za darmo.

Już tylko jeden krok dzieli Cię od odzyskania czasu, który Ci ucieka. Codziennie. Zatrzymaj go i wykorzystaj na to, co dla Ciebie ważne.

Darmowy poradnik:

„Ze wszystkim zdążę!
3 techniki skutecznego działania dla zabieganych przedsiębiorców”



  • wdrożysz 1 bezpłatne narzędzie, dzięki któremu jakość i szybkość Twojej pracy poszybuje w górę (sprawdzi się w każdej branży!);
  • zastosujesz pewną technikę, dzięki której zaoszczędzisz 1 godzinę dziennie (co da 260 wolnych godzin w skali roku!);
  • wyeliminujesz wroga produktywności, który niesłusznie uważany jest za jej sprzymierzeńca.

Ze wszystkim zdążę
Pobierając materiały wyrażam zgodę na otrzymywanie newslettera i informacji handlowych od Coraz Lepszej Firmy.
Mogę cofnąć zgodę w każdej chwili. Dane będą przetwarzane do czasu cofnięcia zgody.
Katarzyna Trzonek-Maciejewska

Absolwentka socjologii na UŁ, która po studiach trafiła na ponad 6 lat do... księgowości korporacyjnej. Czuła, że to nie jest droga dla niej i postanowiła coś zmienić – m.in. ukończyła studia podyplomowe „Nowoczesna komunikacja marketingowa” na Uniwersytecie SWPS.
Teraz zajmuje się tym, co chciała robić od zawsze – pisze. Swoimi tekstami wspiera marketing kilku marek, a w CLF tworzy artykuły i reklamy.
Jej pasją są podróże i języki obce.