Rekrutacja

Czemu trafiam na samych beznadziejnych pracowników? 3 powody, których nigdy nie brałeś na serio!

Izabela Wiśniewska

– No, to nasze zdrowie! – te słowa, z niekrytą radością, wypowiedział Tomek, wznosząc szklaneczkę bursztynowego, wysokoprocentowego trunku. A okazja była nie byle jaka – spotkał się ze swoim przyjacielem ze studiów, Marcinem, który tak jak on założył firmę dokładnie 10 lat temu.

– Nasze zdrowie! – powtórzył Marcin, skinając głową i składając usta w nieco wymuszonym uśmiechu. Z jednej strony, cieszył się z tej okrągłej rocznicy – przecież dla wielu firm w Polsce takie 10 lat to niezły wyczyn. Z drugiej – nie rozumiał szczęścia i radości bijącej z rozpromienionej twarzy Tomka. „Te 10 lat to bardziej walka o przetrwanie i ciągłe użeranie się z ludźmi niż powód do zadowolenia…” – myślał, zdumiony humorem przyjaciela.

Z tej chwili zamyślenia wyrwał go pytający głos Tomka:

– …a Ty jak sobie z tym radzisz? Marcin? Halo! Tu ziemia! – machając przyjacielowi przed oczami, miał niezły ubaw z jego bujania w obłokach.

– Aaaale z czym? Sorry, czekaj, zawiesiłem się na chwilę…

– No z pracownikami jak Ci idzie, pytałem, bo ostatnio, jak się widzieliśmy, to kogoś szukałeś, jak dobrze pamiętam.

– Aaa, no to, yyy, słabo, wiesz, słabo. Z pół roku kogoś normalnego szukałem, przewinęło się trochę ludzi, ale…

…ci najlepsi to pracują już w tych dużych firmach, co im płacą krocie. A mnie na to nie stać.

– Ale jak to? – zapytał Tomek, nie kryjąc zdziwienia. – To jak Ty sobie radziłeś przez te 10 lat? Bez ludzi?

– Nie no, nie tak całkiem bez ludzi. Mam przecież pracowników, ale – powiem Ci tak między nami – okropnie się z nimi męczę. Sami z siebie nawet palcem nie kiwną, żeby cokolwiek zrobić. Jak tylko wyjdzie, że coś jest nie tak, to oni „nie wiedzieli, co zrobić”, mimo że setki razy im tłumaczyłem, co i jak. – W głosie Marcina słychać było rozczarowanie wymieszane z potężną dawką zmęczenia.

– Uhh… To nie zazdroszczę. Ale takie problemy z pracownikami to chyba każdy przerabiał.

– Dzięki za pocieszenie, ale mam wrażenie, że tylko mnie się tacy nieogarnięci ludzie trafiają. No szlag mnie trafia, jak patrzę, co oni wyprawiają. Gdyby myślenie naprawdę było czymś trudnym, to jeszcze bym to zrozumiał. Ale tak? Nie rozumiem. Przecież to są proste rzeczy, wcale nie trzeba mieć od razu doktoratu, żeby to robić. Pewnie jakbym zaoferował pensję z kosmosu, to i tacy by się znaleźli. Ale skąd brać na to wszystko? Za wysokie progi, jak to się mówi, he he…

– Nie no, nie może być aż tak źle. Przecież jednak coś robią – inaczej byśmy tu dzisiaj nie siedzieli. A rozmawiałeś z nimi o tym? No w sensie z Twoimi pracownikami?

– Ale o czym, Tomek? Tu nie ma o czym gadać.

Ja płacę – to ja wymagam. Na co mi jakieś zbędne dyskusje?

Może jeszcze miałbym im dziękować za to, że w ogóle zechcieli się zjawić w robocie? Weź sobie ze mnie jaj nie rób.

– Stary, nie robię sobie jaj. Po prostu myślę, że rozmową można wiele zdziałać. Może to tylko jakieś nieporozumienie.

– Czy ja wiem… Może i masz rację, ale z drugiej strony… Jak ich za dużo nauczę, za dużo zaczną robić sami, to mi zwieją do konkurencji. Lepszy słaby pracownik niż jego brak. A tak przynajmniej wiem, że zostanie. A jak nie zostanie, to się go wymieni. Gorzej nie będzie. Zamówimy pizzę? – wtrącił Marcin, chcąc zgrabnie zmienić ten drażniący temat. Ale Tomek był nieugięty.

– Dobra, zaraz zamówimy. Ale nie masz wrażenia, że przez to atmosferę w firmie masz – delikatnie mówiąc – ch**ową?

– A kto by się jakąś atmosferą w firmie przejmował?

Mało do roboty jest? Przychodzi, pracuje, wychodzi – prosta piłka. A to, że obgadują mnie potem za plecami – n o t r u d n o. Myślisz, że ja nie wiem, że gadają? Ja im wszystko daję, co mogę, a oni się tak właśnie odpłacają. Szef to szef, trzeba twardą ręką to trzymać, bo inaczej bym już z torbami poszedł. Dasz palca, to od razu całą rękę by chcieli.

Tomek zmarszczył brwi… Ta odpowiedź bardzo, ale to bardzo nie przypadła mu do gustu. Marcin zorientował się, że chyba trochę przegiął z tym swoim wywodem, i łagodząc sytuację, zapytał:

– To jak Ty to robisz, że u Ciebie chcą pracować?

– W sumie robię to, co Ty. Tylko odwrotnie

– odparł Tomek, wprawiając Marcina w osłupienie.

– No nie patrz na mnie tak, jakbym pozjadał wszystkie rozumy. Jeszcze 2 lata temu zarządzałem swoją firmą dokładnie tak, jak Ty. Ale tak bardzo doskwierał mi ten styl prowadzenia biznesu, że zacząłem szukać ratunku.

Ratunku? – zdziwił się Marcin.

– Tak, po tym czasie zdecydowanie mogę tak to nazwać. Wpadłem w wir różnych szkoleń, lepszych i gorszych. Szukałem, testowałem. I nagle coś zadziałało. Jakby do głowy dostała mi się oliwa i wprawiła w ruch zardzewiałe i nigdy nieużywane trybiki z triumfalnym „acha!”. Praktycznie cofnąłem się do samego początku i wszystko zacząłem od nowa.

Zdziwienie Marcina rosło w siłę. Patrzył na kolegę z wytrzeszczonymi oczami i lekkim opadem szczęki. Tomek, widząc coraz większe zainteresowanie ze strony rozmówcy, wstał i podszedł do biurka. Sięgnął do prawej szuflady i, wertując kilka teczek, wyciągnął 3 dwustronnie zadrukowane, nieco przyniszczone kartki.

– Masz – uśmiechając się, podał znalezisko przyjacielowi – zacznij od tego.

– Co to jest?

– Mówi się, że gdy Cię tam nie ma, to nie istniejesz. Ja nie widziałem Twojego Facebooka. I pewnie zaraz mnie zapytasz, po co Ci ten cały fanpage? Bo widzisz, Marcin, tam możesz się pokazać jako ktoś fajny – nie tylko dla klientów, ale i dla pracowników. Fanpage’em możesz przyciągnąć do siebie odpowiednich ludzi i sprawić, żeby sami chcieli u Ciebie pracować. I w tym, co Ci dałem, znajdziesz 3 porady, jak to zrobić. Nie sztuką jest samo bycie. Sztuką jest zrobienie tego tak, by przyciągnąć kogo trzeba. Ja tak wymieniłem większość kadry i – szczerze – nie mam już na kogo narzekać.

– I niby Facebook ma mi w tym pomóc? No jakoś mi się nie wydaje…

– No to spróbuj, co Ci szkodzi? Gorzej to już nie będzie. Ja przez fejsa znalazłem np. tę Hanię, co mi magazyn ogarnia. Odkąd się pojawiła, nic nie muszę sprawdzać i jestem pewny, że wszystko działa, jak trzeba. A nawet jak nie – to ona to ogarnie.

– Czyli co, mam zmienić pracowników za pomocą fejsa? I tyle?

– Nie mówię, że masz od razu wymienić całą ekipę. Ale przyjrzeć się jej bliżej już byś mógł. Poza tym, aż tak łatwo to nie ma. Dobrze od tego zacząć – jakby na to nie patrzeć, wszystko rozbija się o pracowników. Jak nie zaczniesz przyciągać ich czymś innym niż kasą, której – jak sam powiedziałeś – nie masz, to ciągle będziesz narzekał, że tych dobrych sprzed nosa zgarnia Ci konkurencja. Facebook jest dobry na start – bo jakbyś chciał zrobić wszystko naraz, to zamiast na kolejną butelkę whisky, wyłóż kasę na porządne szkolenie o regułach zatrudniania. Ja Ci tego tak dobrze nie przekażę, a obejrzenie tego materiału pozwoli Ci sięgnąć wyżej niż Twoja konkurencja…



Też chcesz wiedzieć, co kryły tajemnicze 3 kartki i o jakim szkoleniu mówił Tomek? Wpisz maila w formularzu poniżej, a otrzymasz te same 3 porady, które całkowicie odmieniły jego firmę. Teraz traktowana jest jako godna zaufania, przyjazna i baaaaaardzo atrakcyjna.

Na własnej skórze przekonaj się, jak to jest: przyciągać tych odpowiednich. Zacznij już dziś być właśnie tam, gdzie są Twoi klienci i potencjalni – NAJLEPSI – pracownicy. A potem…

Jak wykorzystać Facebooka
do przyciągania najlepszych pracowników?



3 z życia wzięte i (co najważniejsze!) działające pomysły na przyciąganie naprawdę dobrych kandydatów za pomocą mediów społecznościowych.

Gdy je zastosujesz, pracownicy, na których można polegać, zgłoszą się do Ciebie – sami!


Przyciąganie najlepszych pracowników
Pobierając materiały wyrażam zgodę na otrzymywanie newslettera i informacji handlowych od Coraz Lepszej Firmy.
Mogę cofnąć zgodę w każdej chwili. Dane będą przetwarzane do czasu cofnięcia zgody.
Izabela Wiśniewska

Ukończyła studia z ekonomii menedżerskiej, finansów przedsiębiorstw i podyplomowe z zarządzania sprzedażą. Swoją karierę zaczynała w jednej z 5 największych korporacji w Polsce i… szybko przekonała się, że to nie dla niej.
Pasjonatka i praktyk biznesu, sprzedaży, marketingu i zarządzania (ludźmi i czasem). Od 2015 roku współpracuje ze sklepami internetowymi, tworząc dla nich treści, konsultując i wdrażając strategie. Obecnie pracuje też dla Coraz Lepszego Działu Marketingu.
Prywatnie szczęśliwa żona i mama 3 księżniczek. Miłośniczka kotów, sera camembert zamkniętego z kimchi w burgerze i tańca... z ogniem. :)