Efektywność Obowiązkowe lektury przedsiębiorcy

Obowiązkowe lektury przedsiębiorcy - Zrobione! Naucz się kończyć to, co zacząłeś, Jon Acuff

Justyna Królak

Nie wiem, czy wiecie, ale na początku każdego roku – i to każdego bez wyjątku – grasuje pewien „duch”, który przejmuje kontrolę nad większością z nas… Co to za duch? To „duch nowych postanowień”! Niestety, bardzo szybko gros z nas opuszcza, a zostaje tylko z garstką osób…

Bo jak wynika z badań (tak, wiem, znów te badania i to pewnie jeszcze amerykańskich naukowców), aż 92% noworocznych postanowień pryska jak bańka mydlana. Tyle osób z nową nadzieją i energią rozpoczyna nowy rok, będąc przekonanym, że tym razem na pewno odmienią swoje życie, a tymczasem okazuje się, że tylko 8% z nich dociera do mety

Cóż takiego dzieje się po drodze, że aż tylu osobom nie udaje się wytrwać do końca? Za mało się staramy? Za mało z siebie dajemy – może trzeba wycisnąć więcej i jeszcze więcej? Jesteśmy zwyczajnie leniwi? Brak nam determinacji i wytrwałości? Może zawiodła kolejna metoda, wyczytana w nowym poradniku o produktywności?

(Poniżej ciąg dalszy artykułu...)
(Poniżej ciąg dalszy artykułu...)

W sukurs naszym dylematom przychodzi książka Jona Acuffa pt. Zrobione! Naucz się kończyć to, co zacząłeś. Sam tytuł jest już intrygujący, a rady, które daje autor, mogą Wam nieco zawrócić w głowie, bo na pierwszy rzut oka niektóre z nich wydają się nielogiczne i wbrew intuicji. Niech Was to jednak nie zniechęci i nie sprawi, że z tego powodu nie dokończycie czytać książki. Wszak uczymy się właśnie kończyć to, co zaczynamy ;-) A wiele z tych rad spuściło ze mnie, jak powietrze ze zbyt nadętego balonika, niepotrzebny stres i zamartwianie się.

Jednocześnie książka jest napisana z poczuciem humoru, a sam autor szczerze przyznaje się do swoich porażek, z których wyciąga dla nas naukę. Zabawnie i bez owijania w bawełnę pisze: więcej książek przeczytałem o osiągnięciu celów, niż rzeczywiście osiągnąłem celów.

Na początek ulga dla naszych zatroskanych głów: wcale nie trzeba nam robić więcej i pędzić szybciej, jak chomiczek w kołowrotku, żeby móc doprowadzać sprawy do końca. Nie tędy droga. Żeby móc kończyć to, co zaczęliśmy, musimy przede wszystkim rozprawić się z naszym głównym przeciwnikiem, który co rusz będzie zastawiał na nas różne pułapki. A naszym wrogiem nr 1 jest… tak, zgadliście, brawo – to perfekcjonizm! Ruszamy na bój z naszym perfekcjonizmem!

Pułapka nr 1

Znane i podobno nieprawdziwe hasło motywacyjne głosi, że dobry początek to połowa sukcesu. Tymczasem autor omawianej książki twierdzi, że zbyt mocno uczepiliśmy się samego rozpoczynania, a nie zwracamy uwagi na ten jeden dzień, dzień wprawdzie nie do końca doskonały, ale mający o wiele większe znaczenie dla naszego zwycięstwa niż sam początek.

Czym jest ów dzień nie do końca doskonały i dlaczego ma tak ogromne znaczenie w perspektywie tego, czy uda nam się osiągnąć cel, czy też nie? To dzień naszej porażki (powiało grozą!), to dzień, w którym zaburzyliśmy rytm naszego sukcesu, upadliśmy, to dzień, w którym nam nie wyszło. Bo oto okazało się, że przez jeden dzień nie trzymałeś się swojej diety (a tak super Ci szło), więc dochodzisz do wniosku, że jednak lepiej będzie dać sobie z tym spokój, bo przecież nie poszło idealnie…

Takie oto trujące słowa sączy nam do ucha perfekcjonizm. Zakładamy okulary perfekcjonizmu, które wyolbrzymiają nasze błędy, a umniejszają postępy – widzimy jakby w powiększeniu to, co nam nie wyszło, a gdzieś pomniejszoną czcionką zapisuje się to, co nam wyszło.

Autor zachęca jednak: Odrzuć tezę, że dzień nie do końca doskonały to wyznacznik porażki. To fałszywa teza. Możesz spróbować jeszcze raz: dzisiaj, jutro, w przyszłym tygodniu. (…) Nie masz szans na idealny wynik. Na pewno coś ci się nie uda. I nic w tym złego. Dlaczego zachęcam cię do otwarcia się na niedoskonałość? Choćby dlatego, że niedoskonały wynik cię nie zabije.

Wniosek z rozprawienia się z pierwszą pułapką perfekcjonizmu: nie bój się niedoskonałości, zaprzyjaźnij się z nią, otwórz się na nią, bo nigdy nie będzie idealnie i nic w tym złego. Możemy się podnieść i ruszyć dalej. Im bardziej zabiegasz o doskonałość, tym mniejsze masz szanse na osiągnięcie swoich celów.

Pułapka nr 2

Jednak po naszej wygranej w zmierzeniu się z pierwszą pułapką perfekcjonizm nie odejdzie z podkulonym ogonem, tylko będzie próbował atakować nas z innej strony. Gdy nie udało mu się zniechęcić Cię do poddania się i ruszyłeś dalej, teraz będzie próbował wmówić Ci, że to, co robisz, musisz robić doskonale, musisz robić coś wielkiego, musisz wyznaczać sobie ambitne cele, bo przecież jesteś ambitnym człowiekiem i na przeciętność Cię nie stać. Wszystko albo nic… Niestety, takie myślenie – „wszystko albo nic” – sprawia, że „prawie” się nie liczy.

Tutaj po zapoznaniu się z radą autora być może w pierwszym odruchu będziecie mieli ochotę powiedzieć mu, żeby popukał się w głowę, bo gość podważa naszą ambicję i jego wskazówka wydaje się kompletnie nielogiczna. Nie przedłużając już i nie owijając w bawełnę, zdradzę Wam w końcu tę radę: Jon Acuff zachęca nas do tego, żebyśmy swój cel przycięli niczym roślinkę o połowę! No cóż, sam autor przyznaje, że raczej nie będzie to hasło, które ktoś powiesi sobie na ścianie.

Zanim pomyślisz sobie, że takie podejście to obniżanie standardów i oznaka słabości – dasz przecież radę wycisnąć z siebie więcej – zatrzymaj się na chwilę, bo może okazać się, że w tej sugestii kryje się jednak dużo mądrości.

Niestety, my, ludzie, wyznaczając sobie cele, mamy bardzo dużo energii i optymizmu i zwyczajnie mamy wtedy tendencję do przesadzania i błędnego oceniania swoich możliwości. Naukowcy nazywają to ładnie „złudzeniem planowania”. Podejście typu „zarzynaj się przez miesiąc” kończy się zazwyczaj tym, że nie udaje nam się osiągnąć celu i szybko się zniechęcamy lub udaje nam się zdobyć to, co sobie postanowiliśmy, ale padamy z wycieńczenia.

Ciekawym przykładem może być postanowienie, że chcesz schudnąć 10 kg. Gdy uda Ci się stracić 8 kg, to możesz mieć smutne odczucie, że nie udało Ci się zrealizować celu, bo do 10 kg zabrakło Ci 2 kg. Jeśli jednak przytniesz ten cel o połowę (czyli Twój cel to schudnięcie o 5 kg) i schudniesz te 8 kg, to da Ci to o wiele większą motywację, żeby iść dalej. W obu podejściach straciłeś tyle samo kilogramów, ale w tym drugim osiągnąłeś swój cel i masz motywację, żeby wyznaczyć sobie kolejny.

Oczywiście autor zastrzega, że są takie cele, które trudno będzie przyciąć o połowę – wtedy trzeba dać sobie więcej czasu. Są też takie sytuacje, gdy i to przycinanie może być niemożliwe, np. w pracy, w przypadku celów zawodowych, gdy masz coś z góry narzucone przez szefa lub w sytuacjach zagrożenia życia czy brania leków.

Pułapka nr 3

No dobrze… Poradziliśmy sobie z naszym upadkiem w dniu nie do końca doskonałym i przycięliśmy nasze cele o połowę. Idzie nam świetnie! W tym miejscu za rogiem znów może jednak przyczaić się perfekcjonizm i szeptać nam do ucha czułe słówka.

Jest tyle fajnych rzeczy, które chcielibyśmy osiągnąć, a przecież nasze nowe cele wymagają zwyczajnie naszego zaangażowania i najcenniejszego zasobu, jaki mamy – czasu. Mamy na to wszystko ochotę i perfekcjonizm właśnie Ci mówi, żebyś to robił, bo to wszystko da się pogodzić. Jest tyle świetnych aplikacji na smartfona, które pomogą Ci to ogarnąć, więc ruszaj!

Bardzo często tak wygląda nasze codzienne życie: bierzemy na siebie mnóstwo wyzwań, załatwiamy mnóstwo spraw naraz, jesteśmy pracowici i stale się krzątamy i może nam się wydawać, że jesteśmy bohaterami, a nasze wysiłki są szlachetne i godne podziwu. Jednak w pewnym momencie baterie w naszych ludzkich akumulatorkach wyczerpują się i stajemy w miejscu, a nasze głowy zalewa niczym tsunami fala wstydu i poczucia winy – i mamy zwyczajnie wszystkiego dość, i mamy ochotę rzucić to wszystko w cholerę. Jak puentuje autor, jeśli nie da się zrobić wszystkiego, wstyd każe nam się poddać.

Oto moment, gdy stawiamy stopy mocno na ziemi, żeby poczuć grunt pod nogami: nie da się wszystkiego zrobić, nie da się wszystkiego pogodzić. Nie da się w jeden wieczór zjeść tygodniowej porcji jarmużu, licząc na to, że zaliczymy w ten sposób zdrowe odżywianie. Co więc możemy zrobić? Mamy do wyboru dwie możliwości:

  1. Możemy dokładać kolejne cele, które przekraczają nasze i tak już mocno wyeksploatowane możliwości i paść trupem z wycieńczenia.
  2. Możemy zrezygnować z czegoś z naszej listy, żeby mieć czas na coś innego i odnieść zwycięstwo.

Autor zaleca bardzo zdroworozsądkowe podejście – nazywa je ciekawie strategiczną niekompetencją – żeby z góry postawić sobie sprawę jasno i ustalić, że nie na wszystko znajdzie się czas, z pewnymi rzeczami może mi się nie udać, więc pewne rzeczy przez pewien okres będę świadomie zaniedbywał.

W tym miejscu możemy się jednak zastanawiać, z czego powinniśmy rezygnować? Jak sugeruje autor, to już zależy od tego, co chcesz osiągnąć: niektóre z Twoich celów mogą być jak zielone światło – powodują, że ruszasz do przodu, przybliżasz się do celu; inne mogą być jak światło czerwone – powodują, że się zatrzymujesz.

Pułapka nr 4

Cały ten proces związany ze stawianiem sobie celów, kształtowaniem nawyków wydaje nam się czymś żmudnym. To ból, wysiłek, dyscyplina, krew, pot i łzy. Nieraz przecież na myśl o ćwiczeniach, które właśnie nas czekają, wszystko w nas krzyczy, niczym postać z obrazu Edvarda Muncha pt. Krzyk, ale zaciskamy zęby i jedziemy dalej!

A gdyby tak z ciężką pracą, wysiłkiem i dyscypliną połączyć dobrą zabawę? Perfekcjonizm zakrzyknie zaraz, że się nie da, bo dobra zabawa to jego śmiertelny wróg. I to jest właśnie kolejna rada autora: zadbaj o to, żeby dobrze się bawić, żeby robić coś, przy czym będziesz się uśmiechać.

Tu bardzo istotne jest, żeby dobrze to zrozumieć. Autorowi nie chodzi bowiem o jakąś formę drogi na skróty, o bycie takim luzakiem, który „jedzie na lajciku”, bo mu się nie chce wysilić. Nie chodzi o podejście typu „Znajdź sobie coś atrakcyjnego do robienia”; bardziej jest to podejście „Znajdź coś atrakcyjnego w tym, co chcesz robić”. Chodzi o postaranie się, żeby cel, który sobie wyznaczyłeś, stał się atrakcyjny. Hmh, ciekawe, jak to zrobić?

Ale w sumie to po co nam ta atrakcyjność celu, po co to całe zawracanie sobie głowy z tą zabawą? Okazuje się bowiem, że nieatrakcyjne cele, wykluczające zabawę – z naukowego punktu widzenia są nieskuteczne. Sami też mamy większą satysfakcję, gdy robimy coś, co sprawia nam przyjemność. Autor twierdzi, że dobra zabawa jest niezbędna, żeby skutecznie walczyć z perfekcjonizmem i doprowadzać sprawy do końca.

Pułapka nr 5

Znacie to? Macie do zrobienia jakiś ważny projekt, czeka Was jakieś wyzwanie, a tu nagle zamiast skupić się na tym ważnym celu, wszystko dookoła zaczyna Was niezmiernie ciekawić (np. studenci zamiast uczyć się do czekającego ich egzaminu, stwierdzają, że teraz jest świetny moment na posprzątanie stancji). Tak bardzo się skupiasz, tysiące rzeczy krzyczy jednak do Ciebie, żebyś zwrócił na nie uwagę.

Tak oto wpadamy w kolejne pułapki perfekcjonizmu (nie, nie, jeszcze z nim nie skończyliśmy): to nasze kryjówki i różne szlachetne przeszkody.

Co to takiego ta kryjówka? To wszelkie działania, które podejmujesz, zamiast zająć się tym, na czym powinieneś skupić teraz uwagę. Autor twierdzi, że kryjówka to takie bezpieczne miejsce, w którym szukamy schronienia przed strachem, gdy boimy się, że coś nam nie wyjdzie. Są kryjówki, które już na pierwszy rzut oka są nieproduktywne – zamiast wykonać zadanie X, włączam Netflixa i lecę z kolejnym sezonem serialu. Kryjówki bardziej zwodnicze wydają się produktywne, ale jest tak tylko pozornie. Autor podaje w książce wskazówki, jak w łatwy sposób rozpoznać te dwa rodzaje kryjówek.

A szlachetna przeszkoda? To na pozór bardzo mądre uzasadnienie, dlaczego jeszcze nie pracujesz nad danym celem. Perfekcjonizm może np. przekonywać Cię, że nie możesz zająć się daną sprawą, dopóki nie zrobisz czegoś innego, nie możesz uporządkować X, dopóki nie zajmiesz się Y. To słowo „dopóki” jest tutaj kluczowe, bo brzmi bardzo odpowiedzialnie i mylnie sugeruje, że trzeba jeszcze zadbać o mnóstwo szczegółów.

Z innej strony perfekcjonizm może próbować Ci wmówić, że już tak długo siedziałeś w kryjówce, iż jest za późno na działanie, już przegapiłeś swoją szansę. Więc się poddajesz.

Jak tylko odkryjesz, że chowasz się do swojej kryjówki lub za wyglądającymi na bardzo mądre przeszkodami – uciekaj od nich jak najszybciej, bo to tylko pozorny spokój.

Pułapka nr 6

Kolejną rzeczą, która może utrudniać nam życie, są różne wyznawane przez nas przekonania, z których często sami możemy nie zdawać sobie sprawy. Chodzi oczywiście o przekonania, które nas ograniczają. Na przykład wiele osób może odczuwać, że sukces jest zły, sukces to coś, co niszczy człowieka, więc za wszelką cenę należy go unikać. Albo że pieniądze są źródłem wszelkiego zła. Albo – to jeszcze inny pogląd z książki wyznawany niegdyś przez samego autora – że jeśli coś nie przychodzi z łatwością, nie warto się tym zajmować. I można by takie przykłady mnożyć.

W książce autor pokazuje schemat rozprawienia się z takimi toksycznymi przekonaniami: jak je rozpoznać, następnie wyeliminować i na koniec w ich miejsce stworzyć nowe zasady.

Pułapka nr 7

W kontekście kolejnej pułapki, w którą wpadamy, Jon Acuff podaje ciekawy przykład. Właśnie biegasz, a ja krzyczę do Ciebie: „Jak Ci idzie?”. Twoja odpowiedź jest następująca: „Nie mam pojęcia. Nie wiem, jak szybko biegnę i ile mi jeszcze zostało. Nie wiem nawet, w którą stronę biec”.

No właśnie… Bardzo często podejmujemy jakieś działanie, chcemy wykształcić jakiś nawyk, ale w ogóle nie zapisujemy swoich postępów, w ogóle nie zbieramy danych – ginie to wszystko gdzieś w zgiełku dnia. A są to bardzo ciekawe informacje, które mogą nam dużo powiedzieć o naszej sytuacji:

  • Ile kilogramów ubyło Ci na diecie w porównaniu do tego, co było przedtem?
  • Ile godzin poświęciłeś na ćwiczenia w tym tygodniu, a ile w poprzednim?
  • Ile już odłożyłeś na koncie na tegoroczne wakacje z rodziną?
  • Ile książek w tym tygodniu udało Ci się przeczytać?

Ale po co zbierać takie dane? I tak nie mamy na nic czasu. Ano z tego powodu, że takie dane pokazują nam prawdę, a perfekcjonizm prawdy nie znosi. Gromadzenie takich danych zwyczajnie dodaje nam motywacji, bo dzięki nim czarno na białym widzimy swoje postępy. Widzimy też obszary, w których nam coś nie idzie i w ten sposób możemy wprowadzać ulepszenia. Dane nie są zmienne jak emocje, pokazują konkretne fakty. Jak pisze autor, jeśli nie wiesz, dokąd zmierzasz, to prawdopodobnie się zniechęcisz i nie dotrzesz do końca.

Autor podaje w książce 23 przykładowe metody (choć może być ich więcej) pomiaru postępu. Interesująca jest też odpowiedź na pytanie, co robić w sytuacji, gdy zgromadzone dane ukazały całkowicie inne rezultaty, niż się spodziewałeś? Wiele osób się wtedy poddaje, w tym punkcie jednak autor podsuwa ciekawy pomysł wprowadzenia korekt w 3 obszarach.

Pułapka nr 8

Bardzo intrygującą pułapką, która może sprawić, że nie doprowadzimy czegoś do końca, jest poddanie się tuż przed linią mety. Dlaczego niektórzy ludzie rezygnują tuż przed zakończeniem?

Autor mówi o 3 strachach, które odzywają się tuż przed metą:

  1. Strach przed tym, co będzie dalej – paradoksalnie możemy bardziej bać się tego, co czeka nas po przekroczeniu mety, niż samej mety.
  2. Lęk o to, że wynik nie będzie idealny.
  3. I strach, który można określić pytaniem: „I co teraz?” – to pytanie o nowy cel, o dalszy rozwój wydarzeń. Jest to niebezpieczne wtedy, gdy ktoś z danego celu uczynił sens swojego życia, a gdy wszystko się zakończy, jego życie ten sens straci.

Autor poleca zadać sobie pytanie, co będziesz miał z tego, że nie doprowadzisz sprawy do końca? Jakie korzyści odniesiesz? Na pewno faktem jest to, że: Cele nie znikają, gdy postanowimy ich nie realizować. One zamieniają się w duchy, które zaczynają nas prześladować.

Zakończenie

Wiesz już, że:

  1. warto polubić swoją niedoskonałość i nie zniechęcać się nią,
  2. czasem lepiej przyciąć swój cel o połowę,
  3. czasem z naszej listy „Do zrobienia” trzeba coś wykreślić, bo ze wszystkim nie damy rady,
  4. skuteczniej będzie, jeśli połączymy zdobywanie szczytów z dobrą zabawą,
  5. czeka nas walka z różnymi pokusami, które będą nas odciągać od głównego szlaku,
  6. potrzebna będzie odwaga, żeby rozprawić się z ograniczającymi nas przekonaniami,
  7. warto zadbać o monitorowanie swoich postępów – dane będą nas wspierać,
  8. nie wolno poddać się tuż przed metą.

Ja właśnie zakończyłam moje zadanie napisania recenzji do książki Zrobione! Naucz się kończyć to, co zacząłeś, choć tak naprawdę to początek przygody bojów z perfekcjonizmem w codziennym życiu. Teraz Twoja kolej, teraz Ty zaczynasz! :-)

O autorze

Jon Acuff jest autorem bestsellerów „New York Timesa” (Start Quitter, Do Over). Popularny prelegent, bloger, twórca wyzwania internetowego „30 Days of Hustle”.

Zrobione

Chcesz więcej takich inspirujących treści?

Zapisz się na "prawdopodobnie najlepszy" (zdaniem Czytelników) newsletter biznesowy w Polsce!

Justyna Królak

Pasjonatka lektur rozwojowych, biznesowych i ciągłego doskonalenia. Przez wiele lat szefowa Klubu Książki Tolle.pl. Prywatnie jest szczęśliwą żoną Coraz Lepszego Szefa.