Wywiady

„Nie bójcie się. Strach jest najgorszym hamulcem w człowieku” – rozmowa z Michałem Grzesiczakiem

Martyna Kosienkowska

Człowiek, który nie boi się marzyć i mierzyć wysoko. Każdego dnia walczy o to, co dla niego najważniejsze. Nie uznaje hasła „nie da się” i podejmuje takie decyzje, które innym nie zawsze wydają się słuszne. Krótko mówiąc – prawdziwy przedsiębiorca.

Zaczynał Pan od pracy jako elektryk. Teraz zajmuje się Pan energetyką przemysłową i automatyką oraz handlem z tym związanym. Wykonuje Pan testy elektryczne nowych pociągów dla metra Dubaj, pociągów budowanych w Chorzowie, a także pociągów dla Włoch, Holandii i Belgii. Dostarcza Pan usługi dla hut i walcowni, a także podzespoły hydrauliki siłowej i inne elementy części zamiennych ciężkiego sprzętu przemysłowego. Zaczynał Pan od 60 tysięcy obrotu rocznego, a teraz przekroczył Pan obrót 6-cyfrowy. Jak udało się Panu dotrzeć do miejsca, w którym się Pan dziś znajduje?

Działalność gospodarczą rozpocząłem, gdy zostałem zwolniony z pracy. Pracowałem jako dyrektor techniczny w laboratorium firmy sektora energetycznego. Firmie nie szło za dobrze, więc prezes zaczął zwalniać ludzi. Ja, jako jeden z najdroższych pracowników, poszedłem na pierwszy ogień. Był wrzesień 2016 roku. No i co było robić? Jedyne, co mi przyszło do głowy, to założyć własną działalność. Firma powstała w 2017 roku. Wiedziałem, w jakiej branży mam działać, jak mam postępować, miałem bazę klientów, więc po prostu zatrudniłem się sam.

Czy gdyby nie zwolniono Pana z pracy, podjąłby Pan kiedykolwiek decyzję, żeby założyć działalność?

Tak. Myślałem o tym już od dłuższego czasu. To był taki ostateczny impuls.

Warto było?

Tak, z perspektywy czasu wiem, że było warto! Choć, szczerze mówiąc, na początku nie szło za dobrze, głównie z powodu bałaganu. Nie potrafiłem tego wszystkiego poukładać, nie umiałem prowadzić firmy. Dobrze, że przynajmniej od razu postanowiłem wziąć księgowego, bez tego byłoby ciężko.

To podobno jedna z pierwszych rzeczy, na którą przedsiębiorcy się decydują, jeśli chodzi o zewnętrzne wsparcie.

Ale wielu nie robi tego od razu, a ja podjąłem na szczęście taką dobrą decyzję.

Wracając do kwestii porządku: na początku, gdy ruszyłem z działalnością, bardzo brakowało mi czasu dla siebie, a przede wszystkim dla rodziny. Rano w pracy, po południu w pracy. Tak na dobrą sprawę zacząłem sobie to układać dopiero wtedy, gdy nawiązałem współpracę z Coraz Lepszą Firmą.

Już nie pamiętam dokładnie, jak to się stało, że znalazłem CLF, ale szukałem dla siebie rozwiązań w tym zakresie i trafiłem na jakiś darmowy poradnik. Zacząłem go czytać i stwierdziłem: „Kurczę, to jest rozwiązanie, które wydaje się sensowne”. Prawdę mówiąc, zmiany polegały na tym, żeby zrobić porządek i ze sobą, i z firmą.

Co dokładnie zaczął Pan porządkować?

Bałagan był dosłownie wszędzie. Z dokumentami, z ich obiegiem, z obsługą klientów… Ze skali bałaganu zdałem sobie sprawę, kiedy zacząłem czytać wasze szkolenia. Zrozumiałem, że trzeba faktycznie zacząć od posprzątania i poukładania tego. Od faktur, instrukcji, kontaktów z klientami, przez zrobienie prawidłowych katalogów w komputerze, żeby wszystko można było łatwo znaleźć, aż do zdjęć, które też czasem trzeba wykorzystać. Nawet sobie Pani nie zdaje sprawy, jak bardzo pomogło to ograniczyć koszty i błędne decyzje.

Czy dzięki poukładaniu firmy znalazł Pan też więcej czasu dla rodziny?

Mam dwóch fajnych synków, w wieku 3,5 roku oraz 1,5 roku, i właśnie urodziła mi się córeczka Natalia. Tak, jest lepiej. Tego czasu jest więcej. Jeżdżę dużo i często nie ma mnie w domu, ale nasz kontakt jest lepszy. Teraz będę musiał trochę posiedzieć z tymi maluszkami. Zmusza mnie do tego sytuacja, ale też potrzebuję odpocząć i nadarzyła się okazja, by odpocząć. Od pracy oczywiście (uśmiech).

(Poniżej ciąg dalszy artykułu...)
Czyli teraz jest już wszystko dobrze?

Nie jest jeszcze idealnie, bo firma wciąż zajmuje zbyt dużo czasu. Niedługo zaczynam poszukiwania pracownika etatowego. Słucham waszego szkolenia o zatrudnianiu pracowników, żeby nie zrobić w tym aspekcie wielu błędów. No i zobaczymy. Na pewno nie będzie to ostatni pracownik, bo już nie dam rady sam tego ciągnąć.

W tym momencie jest Pan ciągle sam?

Współpracuję z trzema przedsiębiorcami, którzy wykonują dla mnie różne zlecenia. Czyli de facto nie pracuję sam, tylko nie mam pracowników na etacie.

Kiedy czytałam, co Pan robi, o dużych zagranicznych projektach, to raczej wyobrażałam sobie firmę, która ma już przynajmniej kilkunastu pracowników.

W czasie testów na miejscu zlecenia jest nas dwóch. Podłączamy tester i działamy. Nie ma potrzeby, żeby było tam więcej osób.

Jeśli chodzi o handel, to jestem pośrednikiem dużej spółki i praktycznie to oni wykonują całą robotę, ja odpowiadam tylko za pierwszy kontakt i prowadzenie klienta. Tak sobie to poukładaliśmy. Natomiast w tej chwili mam nadzieję zacząć współpracę z dużą spółką zagraniczną i z tego powodu muszę zatrudnić ludzi.

Jak to się stało, że w niedługim czasie, bo w ciągu niespełna trzech lat, osiągnął Pan tak duże sukcesy? Czy jest to wynik Pana ciężkiej pracy, szczęścia czy jakiegoś konkretnego sposobu działania?

Na pewno samej pracy, ale też myślenia do przodu, przewidywania tego, co się może zdarzyć i jak być na to przygotowanym, szukania cały czas nowych rozwiązań. Ja ciągle poszukuję nowych możliwości, żeby zwiększyć swoje zyski, żeby zwiększyć obroty.

Po prawdzie, jak Pani wspomniała na początku, same obroty rzeczywiście wzrosły, natomiast to nie przekłada się na aż tak wielkie zyski, bo duża część to obrót, w przepływie którego tylko pośredniczę. A mnie chodziło o to, żeby wybić się z tej pracy przy samym dnie i zacząć się rozwijać. Szukam więc nowych rozwiązań, żeby, krótko mówiąc, więcej zarobić, ale mniejszym kosztem pracy własnej.

Zauważyłam na pańskim Facebooku, że udostępnił Pan taki wpis, który sama też wrzuciłam kilka lat temu: „Co robią ludzie sukcesu i jak zachowują się ludzie porażki”. Proszę powiedzieć, jak daleko jeszcze Panu do człowieka sukcesu.

Dziś już na pewno trochę inaczej myślę, nie kategoriami „nie stać mnie na to”, tylko „co zrobić, żeby było mnie na to stać?”. Nie kupuję tanich rzeczy, tylko te lepsze, nawet wydając więcej. Choć to zmienia się powoli, bo ciągle jeszcze nie na wszystko mnie stać. Więc jeszcze trochę drogi przede mną.

Na liście w odniesieniu do ludzi sukcesu są takie hasła: „Czytają każdego dnia, komplementują innych, nie boją się zmian, umieją wybaczać, rozmawiają o pomysłach, cały czas się uczą, umieją dziękować, planują swoje cele”.

Mniej więcej spełniam te warunki, choć jednocześnie wszystkiego się nadal uczę, stale się doskonaląc.

A co jest dla Pana najtrudniejsze? Dla mnie np. „umieją wybaczać” byłoby bardzo trudne. Także „planować swoje cele” to nie bułka z masłem.

Tak, to nie jest łatwe, chociaż pewnie łatwiejsze niż wybaczanie. Ale najtrudniejsze?… Chyba jednak przyznanie się do błędu. Choć zawsze miałem tę umiejętność, to jednak nie znaczy, że przychodzi mi to bez trudu.

Przeglądając forum CLF i pański facebookowy profil, zwróciłam uwagę, że nie ma Pan problemu z mówieniem o Bogu i o wierze. Napisał Pan też, że czyta teraz Biblię.

Biblię czytywałem często od dawna, teraz może wnikam w nią trochę głębiej. W Biblii jest opisanych wiele rzeczy, o których my, katolicy, nie wiemy, bo jej nie czytamy. Wiemy tylko to, co słyszymy w kościele lub w jakichś przekazach. Ale jak zaczyna się samemu czytać, zwłaszcza Stary Testament, to odkrywa się w Piśmie Świętym niesamowite rzeczy. Jeśli ktoś nie czytał, to polecam. Bo naprawdę można się dużo rzeczy dowiedzieć, również o sobie. Ja to traktuję jako kierunkowskaz, który pokazuje, co powinienem, a czego mi nie wolno.

Czego ciekawego dowiedział się Pan ze Starego Testamentu? Ma Pan swoją ulubioną postać albo historię?

Na pewno bardzo fascynuje mnie Noe, jego decyzje, chyba nie do końca trafione, a przez to i nie do końca zrozumiałe. Ale przede wszystkim mam kilka takich przemyśleń, które nie dotyczą bezpośrednio Biblii, ale są z nią związane. To bardziej filozofia – moja, prywatna. Trzeba przeczytać dany fragment kilkakrotnie, pomyśleć, zastanowić się. Trochę czasu spędzić w kościele. I człowiek dochodzi do pewnych wniosków. Jedna z rzeczy, jakie mi się nasunęły, to kwestia, dlaczego wierzymy w Boga. To nie jest dobre słowo: „wiara”. My powinniśmy wiedzieć, że on istnieje, bo jest na to na świecie tyle bezpośrednich dowodów, że aż można być zszokowanym, iż ludzie mają wątpliwości.

A czy wiara wpływa jakoś na to, jak Pan prowadzi interesy?

Chyba zawsze wpływała. Staram się być uczciwy i raczej nie odstępuję od tego przy ustalaniu cen czy umów. To nie tylko zasługa Biblii, tak po prostu zostałem wychowany. Nie potrafię inaczej, bardzo źle bym się z tym czuł.

Napisał Pan też na swoim profilu, że ci, którzy najwięcej stracili, najwięcej marzą. Czytając cały Pana wpis, miałam wrażenie, że wie Pan, o czym mówi.

Bo wiedziałem. Dużo straciłem, i to wielokrotnie. Najgorsze jest dla mnie to, że w pewnym sensie straciłem córkę. Moja starsza córka, z poprzedniego małżeństwa, odsunęła się ode mnie. To było i nadal jest dla mnie straszne. Bo ciężko nam do siebie wrócić, chociaż wracamy. Córka ma 13 lat, chodzi do 8 klasy szkoły podstawowej i mieszka ze swoją matką, moją byłą żoną. Najbardziej marzę o tym, żeby odbudować z nią relacje, chociaż nie tylko.

Moje marzenia są związane z moją rodziną, ze mną samym i oczywiście z biznesami. Mam bardzo rozbudowaną wyobraźnię i chyba nieograniczoną, ale dzięki temu właśnie potrafię robić rzeczy, o których nawet nikt nie pomyśli. Wyobraźnia i marzenia to ogromna siła, zwłaszcza jeśli się chce odkrywać nowe, nieznane.

Nie odwrócimy tego, co się stało, ale to, co przed nami…

Tak, możemy na to wpłynąć. I staram się to robić. A jak będzie?… Toczę codzienny bój, by pogodzić pracę i moją rodzinę. Nie chcę, żeby moja żona ciągle była z dziećmi sama, bo ja pracuję.

Życzę, żeby wszystko się ułożyło. Próba zmiany swojego życia, ale też zmiany firmy wymaga odwagi. Pan zachęca do tego, żeby próbować nowych rzeczy. Mam teraz na myśli wpis o sushi (uśmiech).

Dzieląc się moim pierwszym zetknięciem z sushi, chciałem poruszyć problem tego, że często boimy się spróbować. A jak spróbujemy, to może się okazać, że coś jest dużo lepsze, niż sądziliśmy. Próbuję robić nowe rzeczy, próbuję wskoczyć na nowe tory z moją firmą. Nasunęło mi się też kilka pomysłów dających, mam nadzieję, w przyszłości ten dochód – jak to ładnie mówią w MLM-ach – rezydualny.

Po prostu nie bójmy się próbować. Bo nigdy nie wiadomo, co nas spotka, a może nas właśnie spotkać to lepsze. Większość ludzi stoi w jednym miejscu, bo boi się spróbować, boi się konsekwencji. Ja też niejednokrotnie bałem się konsekwencji i też kilku decyzji nie podjąłem ze strachu. Ale powoli przestaję się bać. Staram się podejmować decyzje mimo tego, że nie są popularne, mimo że ludzie wybierają na moim miejscu coś innego, że ludziom się wydaje, iż również ja nie powinienem danej rzeczy robić.

Nie bójmy się. Strach jest najgorszym hamulcem w człowieku.

Cieszy Pana to, co Pan robi?

Tak, ja to po prostu lubię.

A co konkretnie?

Zacznę od prowadzenia działalności. Wcześniej mnie to strasznie męczyło i robiłem to dlatego, że musiałem. Ale w tej chwili nie wyobrażam sobie, że mógłbym robić coś innego, a już na pewno nie chciałbym wrócić na etat. O, to byłoby straszne, bo dziś po prostu decyduję sam o sobie!

Jeśli chodzi o mój zawód, jest związany z tym, co lubię: z elektryką, elektroniką. To jest moja pasja! Teraz bardziej elektryka niż elektronika, ale to wyszło z czasem, w praktyce.

A czy kiedy zatrudni Pan ludzi, to trochę Pan od tej pracy przy swoich pasjach nie odejdzie? Nadal będzie się Pan cieszył firmą?

Ja myślę, że będę się z niej cieszył jeszcze bardziej, bo mam wizję, co będę robił dalej. Muszę po prostu zostawić innym rzeczy standardowe, przy których nie jestem specjalnie potrzebny, bo oni mogą to wykonywać, a ja się zajmę czymś innym.

Myśli Pan o stworzeniu strategii?

O strategii myślę chyba cały czas, bo nie mam innego wyjścia, chociaż nie nazwałbym tego w ten sposób. Chciałbym też robić inne rzeczy. Ale muszę to dokończyć, a nie zrobię tego, jeżeli będę robił to, co robię w tej chwili. Więc swoje obecne zadania muszę przekazać innym ludziom.

W czym się Pan czuje mocny? W czym jest Pan najlepszy? Gdyby miał Pan wymienić taki obszar działalności…

Lubię to, co niezwykłe, nietypowe. Jeżeli jest coś takiego, co jest inne, to zawsze się za to biorę.

Prosty przykład: klient postawił dom i miał w ogródku całe oświetlenie uruchamiane jednym przełącznikiem. Na dużym obszarze. Nikt nie chciał się podjąć przerobienia takiej instalacji. Ja się podjąłem i to zrobiłem. I teraz klient ma każdą lampę zapalaną tak, jak chce, sterowaną pilotem.

To jest pierwsza rzecz, która mi przyszła do głowy, gdy usłyszałem Pani pytanie. Ale ja mam właśnie takie podejście. Ktoś powie: „Nie da się”. A ja mówię: „Nie ma, że się nie da! Może się nie opłacać, ale nie ma określenia »nie da się«”. Udowodnił to SpaceX. Nie dało się lądować rakietą? Już się da.

Czyli Elon Musk z Pana (uśmiech).

Tak. Nie znamy się jeszcze, ale mam nadzieję, że zdążymy się kiedyś poznać.

Tego Panu życzę!

Na marginesie, ciekawej i istotnej rzeczy nie da się dotąd zrobić w Polsce: wrzucić ciężarówek na tory kolejowe. W Szwecji, w Austrii czy Hiszpanii się da. Dlaczego w Polsce się nie da? Da się. Tylko trzeba to odpowiednio zorganizować.

A jak to wygląda w praktyce?

Ciężarówka wjeżdża na wagon. Kierowca wysiada z niej, wsiada do wagonu osobowego i jedzie cały skład. Mniej zanieczyszczeń powietrza, bezpieczniej, nie niszczy dróg, szybciej, kierowca odpoczywa. Kto wie, może kiedyś się to u nas uda. Niestety, musi też trochę zadziałać sfera rządowa. Ale bądźmy dobrej myśli.

Powiedział Pan wcześniej, że Pana początki jako przedsiębiorcy nie były łatwe i że na starcie szło kiepsko. Gdyby Pan teraz spotkał początkującego przedsiębiorcę, co by mu Pan poradził?

Nie poddawaj się! Nigdy! Sytuacje są różne, ale najważniejsze to nie poddawać się. Ja już wiele razy byłem bardzo podłamany. Ale się nie poddałem…

I nie bój się urzędników (śmiech). Wcale nie są tacy straszni, a ludzie się ich boją. Ja idę do urzędu skarbowego i rozmawiam jak z ludźmi, z uśmiechem – i okazuje się, że nie ma problemu. Miałem nawet w mojej firmie sytuację z wejściem komornika. I nawet z komornikiem można się dogadać. Tylko trzeba do niego iść, usiąść, odebrać telefon, porozmawiać. Wszystko da się zrobić.

To, co powiedział Pan o urzędnikach, wybolduję w wywiadzie i wezmę w ramkę (śmiech). Mówi Pan bardzo spokojnie i trochę melancholijnie, ale bije z Pana optymizm!

Właśnie tego trzeba się nauczyć, że wszystko się da.

A poza tym trzeba czytać książki… Ludzie, czytajcie książki! I tu już nie mówię o konkretnych, ale w ogóle czytajcie książki. Ja zacząłem od serii „Pan Samochodzik”, wcześniej były komiksy, potem Lem i Clancy, wielu innych autorów, aż w końcu trafiłem na Kiyosakiego. Co ciekawe, miałem okazję osobiście poznać Pana Roberta i jego żonę Kim, a nawet zamienić kilka zdań, kiedy byli w Warszawie, promując gry i książki. Ludzie, czytajcie książki, bo tam jest bardzo dużo napisane o doświadczeniach innych.

A jakie kroki widzi Pan teraz przed sobą? Chodzi mi o takie, które musi Pan podjąć już w tym momencie, żeby wszystko dalej się układało.

Jeśli chodzi o firmę, to poza wspomnianym zatrudnieniem ludzi i przekazaniem im moich obecnych obowiązków, będę pracował nad ekspansją na rynki całego świata. Mam produkt, który na pewno się sprzeda, ale potrzebna jest budowa dobrego marketingu… A potem… wiem, dokąd chcę dojść, ale jaka będzie do tego droga, to nie mam pojęcia.

Na jak długi czas jest to plan?

Nie wiemy, ile czasu nam zostało (śmiech), ale ten plan jest do zrealizowania na pewno w mniej niż 10 lat. Mam 43 lata, będę miał 53, no to akurat. Do 5 lat chciałbym to mieć ułożone tak, żebym zajął się tylko tamtą częścią.

No i co wtedy, kiedy już będzie Pan miał to wszystko? Czy wtedy rzuci Pan firmę i wyjedzie w Bieszczady?

Nie, wyjadę nad Amazonię, do Iquitos. Usiądę i wreszcie odpocznę. Jest tam też dużo rzeczy, które można zwiedzić, zobaczyć, poznać. Zamierzam przepłynąć statkiem Amazonkę. Nie myśląc o obowiązkach. Dzieci będą już wystarczająco duże, żeby albo pojechać ze mną, albo zająć się sobą.

A gdzie Pan bywał do tej pory?

Byłem w Rosji, w Kazachstanie, na Białorusi, ogólnie w wielu miejscach na wschodzie. Byłem też w Hiszpanii i Grecji.

A ten wschód to w związku z pracą?

Tak, tam pracowałem. Lubię tam pracować i jeździć w tamte rejony. Wspaniałe miejsca, które polecam każdemu. Niekoniecznie w związku z pracą, raczej tak wypoczynkowo. Chętnie sam pojechałbym tam z żoną i dziećmi na urlop.

A gdzie konkretnie?

Kazachstan i Rosja. Moskwa na początek. Byłem w Moskwie wielokrotnie. Piękne miejsce, nie do opisania. Inny klimat, człowiek się tam po prostu lepiej czuje.

Nie przeraża Pana tamtejsza bieda?

W Moskwie jej nie ma, właściwie to jej nie widać. Na Ukrainie czy w Kazachstanie – tak. Ale też w miastach jest jeszcze w miarę w porządku, to poza miastami jest strasznie. Kiedyś razem z tamtejszymi elektrykami jedliśmy w zakładzie kolację przy stole z jednej miski. Było bardzo miło, rozmawialiśmy, nie czuło się tego, że jest między nami jakaś przepaść.

Po prostu lubi Pan ludzi. Nawet urzędników (uśmiech).

Tak, lubię ludzi, lubię z nimi rozmawiać, nie mam z tym większego problemu. Chociaż na pewno przy pierwszym spotkaniu jest mi trudno wejść w relację.

Ciekawe, jak będzie z pracownikami… Ma Pan już jakąś wizję tego, jakim Pan będzie szefem?

Pełnej nie mam. Ale jestem pewien, że nie zamierzam przechodzić na „ty”. Z doświadczenia wiem, że wielokrotnie psuło to relacje w pracy.

Na forum wspominał Pan o fake newsie dotyczącym uderzenia asteroidy w ziemię. A gdyby okazało się to prawdą?… Wiem, że to głupie pytanie. Tak naprawdę chcę w ten sposób zapytać, co jest dla Pana najważniejsze w życiu.

Nie wiem, czy potrafię odpowiedzieć jednym słowem. Ogólnie rzecz biorąc, najważniejsza jest dla mnie rodzina. Plus mój rodzinny dom. Na pewno natomiast nie jest dla mnie ważne wszystko to, co można kupić. To jest mało istotne.

A to, co Pan buduje, czyli firma? Na którym miejscu by Pan ją umieścił?

Chyba na trzecim: rodzina, dom, firma. Tak to chyba można ująć.

Dobrze mi z tą firmą i ciągnę ten wózek. Staram się zrobić tak, żeby w końcu to on zaczął ciągnąć mnie (uśmiech).

Rozmawiała: Martyna Kosienkowska
Martyna Kosienkowska

Redaktor bloga Coraz Lepszej Firmy. Wcześniej redaktor prowadzący w wydawnictwach biznesowo-marketingowym i medycznym. Prowadziła kilka blogów internetowych, m.in. o e-handlu i zdrowiu. Współpracowała z wydawnictwami uniwersyteckimi, dbając o wysoki poziom językowy książek.