Strategia

3 grzechy małych przedsiębiorców. Co powstrzymuje Cię przed budową firmy, o jakiej marzysz?

Katarzyna Trzonek-Maciejewska

Wiosną 2001 roku dwóch młodych przyjaciół postanowiło założyć swoje biznesy. Znali się od podstawówki, razem kończyli studia, mieli tych samych znajomych. Razem wyjechali też na zmywak do Anglii, by zarobić na rozpoczęcie działalności. Nawet marzenia mieli wspólne: duża firma, pracownicy, ciężka praca przez kilka lat, a później… piękna willa, luksusowy samochód i wakacje w ciepłych krajach. Przynajmniej dwa razy w roku!

Co słychać u nich teraz? Jeden z nich, Jacek, rzeczywiście od 20 lat prowadzi firmę IT, która zatrudnia aktualnie 100 pracowników. Stać go na wszystko, o czym zamarzy. I do tego ma czas na to, by z tego korzystać. Tak, dobrze czytasz. Człowiek zarządzający firmą wartą miliony, wychodzi z pracy przed 17. i jedzie na squasha. A gdy mu się nie chce… To się w tej pracy po prostu nie pojawia. Zimę spędza w słonecznej, pachnącej pomarańczami Hiszpanii, bo tutaj wszystko działa bez niego!

No dobrze, a drugi? Widzisz, Marek nadal jest informatykiem, który przy okazji zatrudnia kilka innych osób. Ale tak naprawdę w swojej firmie i tak wszystko musi zrobić sam, bo jak nie zrobi… Szkoda gadać. W ciągu dnia dzwoni do klientów, wykonuje trudniejsze zlecenia, wystawia faktury, wymienia tusz w drukarce... A na koniec miesiąca i tak drży, czy starczy mu na wypłaty i rachunki. O podatkach i ZUS-ach w kolejnym miesiącu nie wspominając.

Dlaczego Ci o nich mówię?

Wielu przedsiębiorców, zakładając swoje firmy, marzy o wolności i pieniądzach. Po kilku latach orientują się jednak, że utknęli w klatce zbudowanej ze swoich oczekiwań i strachu przed przyznaniem się do porażki. Zaharowują się, a efektów nie widać… A jednak zdarzają się też tacy, którzy odnoszą spektakularne sukcesy!

Jak to możliwe? Co sprawia, że dla niektórych sen o okładce „Forbesa” staje się rzeczywistością, a inni nie myślą już nawet o pojawieniu się w rubryce „Ciekawostki” w lokalnym tygodniku?

Zobacz, Marek i Jacek zaczynali w tym samym miejscu. Mieli dokładnie takie samo wykształcenie, środki na start, otoczenie. A jednak ich firmy wyglądają teraz zupełnie inaczej.

Czy Ty też, tak jak ja, zadajesz sobie pytanie, dlaczego? A może zakładasz, że jeden miał po prostu farta, a drugi pecha? Może jeden od początku pracował jak wół, a drugi się obijał?

Prawda jest zupełnie inna.

Początek firmy to jedno, ale czy później nasi przedsiębiorcy podejmowali takie same decyzje?

Niestety nie.

Na przykład Marek nigdy nie mógł zrozumieć…

…po co zatrudniać ludzi, skoro jeszcze sam się ze wszystkim wyrabia? (Grzech #1)

Gdy Jacek na samym początku działalności zaczął zatrudniać ludzi, Marek pukał się w czoło. „Po co oddawać komuś część zysków, kiedy te i tak nie są najwyższe? Przecież to głupie, nawet go na to nie stać! Już wolę sam posiedzieć trochę dłużej i zarobić więcej”.

A teraz? Z tego „trochę dłużej” Marka szybko zrobiły się prawie 2 etaty. Zasuwa po 14 godzin dziennie. Nie ma czasu na wakacje, nawet nie pamięta dzieciństwa swoich dorosłych już dzieci, a zyski… tylko rozczarowują.

„Ja lubię moją pracę, nie wyobrażam sobie nic nie robić. W sumie to jest nieźle, ciągle coś się dzieje” – często tłumaczy znajomym, rodzinie i… sobie. I nie byłoby w tym nic złego, bo przecież nie każdy musi chcieć mieć wielką firmę. Praca na własny rachunek, na freelansie też jest w porządku! Jeśli kogoś uszczęśliwia.

Tylko widzisz… Nasz Marek wieczorami, gdy zostaje sam w swoim biurze i słyszy już tylko własne stukanie w klawiaturę, nie może uwierzyć, jak do tego doszło. Kiedy właściwie minęło te 20 lat od momentu, w którym planował podbój świata? Jak to możliwe, że już nie wie, co lubi jego żona? Kiedy dzieci tak urosły i co dzieje się teraz w ich życiu? I jak to się, do cholery, stało, że zasuwając tyle lat, wciąż nie dorobił się tego wymarzonego domu z basenem?!

Powodów jest pewnie kilka, ale zauważ, że w momencie, gdy jego przyjaciel, który odniósł spektakularny sukces, zaczął zatrudniać ludzi i oddawać im swoje obowiązki, by zająć się innymi, ważniejszymi dla rozwoju firmy sprawami, nasz Marek dalej robił to samo.

Ciągle pracował jako specjalista, tylko jego szefem nie był irytujący manager, a klienci. Zajmował się jak najlepszym wykonywaniem swoich obowiązków, a nie myślał zupełnie o tym, jak jego firma może urosnąć. Bo niby kiedy miał to robić?

Przyjaciel wiele razy radził mu, by spróbował zatrudnić ludzi i oddać im część swoich codziennych obowiązków. Marek w końcu nawet spróbował, ale…

…i tak pracował za wszystkich. (Grzech #2)

Gdy już decydował się na zatrudnienie ludzi, którzy mieli go wspierać, szybko się okazywało, że to nie jest takie proste. Tu się ktoś nie wyrobił („Przecież ten kod można było napisać o wiele szybciej!”), tam ktoś czegoś nie zrozumiał („Serio, tak trudno dopytać?”).

Po kilku wtopach, żeby nie stracić klientów, postanowił sam wszystko sprawdzać. Nie było opcji, żeby jakiś projekt wyszedł bez jego oceny. „Daj, już ja to zrobię, będzie szybciej!” – gdyby za każdym razem, gdy wypowiadał to zdanie, dostawał 10 zł, byłby dziś naprawdę zamożnym człowiekiem.

Zamiast pomocy tak naprawdę zatrudnił sobie balast. Ludzi, którzy go tylko spowalniali. Tracił mnóstwo czasu na tym, by ich wszystkiego nauczyć, a ci, gdy już jakoś sobie radzili… postanawiali odejść do konkurencji. Albo otworzyć swoje biznesy. I wszystko zaczynało się od nowa.

A jego przyjaciel? Marek nadal nie rozumie, jak Jacek to zrobił, ale z jego firmy prawie nikt nie odchodzi. Przyjaciel często się chwalił, jak świetną decyzją było zatrudnienie ludzi (i to już na początkowym etapie działania firmy!). No ciekawe!

U niego to się w ogóle nie sprawdza! Najwyraźniej ma pecha – do pracowników, do klientów… Może po prostu zaczyna te rekrutacje w złym czasie? Albo jest dla nich wszystkich za dobry!

Marek nie mógł się oprzeć wrażeniu, że…

…inni mają łatwiej! (Grzech #3)

„Jemu to wszystko się udaje…” – myślał często o Jacku. Nie potrafił zrozumieć, co inaczej robił jego przyjaciel, że startując w tym samym miejscu, osiągnęli tak różne efekty. Najczęściej doszukiwał się źródeł tego sukcesu w sprzyjających okolicznościach, szczęściu… Czyli zupełnie nie tam, gdzie powinien.

Bo widzisz, życie przedsiębiorcy nie jest łatwe. Wielu spraw nie da się przewidzieć, często trzeba improwizować… Ale jednak są rzeczy, które można (i trzeba!) zaplanować.

Masz czasem tak jak Marek? Myślisz, że innym się udaje tylko dlatego, że mają farta, a Tobie, to choćby nie wiadomo co, wszystko idzie jak po grudzie?

Historia zna wiele przykładów przedsiębiorców, którzy osiągnęli wielkie sukcesy, mimo tego, że im też nie wszystko wychodziło. Też popełniali błędy (czasem tragiczne w skutkach), ale potrafili coś, co jest piekielnie ważne w biznesie – umieli wyciągnąć z nich wnioski.

Steve Jobs, szef Apple’a, został zwolniony z własnej firmy. A po niespełna 10 latach do niej wrócił i wyciągnął ją z kryzysu.

Elon Musk, jeden z najbogatszych ludzi świata, w 2008 roku prawie zbankrutował. Pensje dla pracowników finansował już z pożyczek zaciąganych u znajomych. Uratowały go… kontrakt z NASA, wygrany po założeniu nowej firmy, i pieniądze inwestorów uzyskane raptem kilka godzin przed tym, jak musiałby ogłosić upadłość!

„No dobrze – myślisz sobie – ale to są giganci! Ich sytuacja ma się nijak do mojej rzeczywistości!”

A ja specjalnie użyłam tych przykładów, by Ci pokazać, że w biznesie kryzysy zdarzają się (prawie) każdemu. I że można zmienić na swoją korzyść nawet sytuację z pozoru beznadziejną. Ale trzeba…

…wyciągać wnioski i uczyć się na błędach (swoich i cudzych).

Nasz Coraz Lepszy Szef, Paweł Królak, choć teraz prowadzi firmę, która rośnie dwukrotnie rok do roku, to wcześniej też… prawie zbankrutował. I to 3 RAZY!

Jak to się stało, że teraz buduje biznes, który tak dobrze sobie radzi nawet w trudniejszych czasach? Jak wcześniej stworzył firmę, która świetnie zarabiając, wymagała jego obecności tylko godzinę w tygodniu?

O tym wszystkim opowiada w szkoleniu „Przebudzenie przedsiębiorcy”, które teraz dostępne jest zupełnie za darmo. Wystarczy, że wypełnisz formularz poniżej, a wyląduje w Twojej skrzynce mailowej.

Zastanawiasz się, czy to coś dla Ciebie?

Cóż, jeśli doczytałeś ten artykuł do końca, to pewnie chciałbyś zbudować firmę, której będziesz szefem, a nie pracownikiem. Taką, która będzie zarabiała nawet, gdy zdecydujesz się wyjechać na miesiąc w Bieszczady. Albo na Dominikanę. Albo po prostu da Ci pewność, że w razie niespodziewanej choroby (tfu, tfu!) nie zostaniesz bez środków do życia.

To wszystko DA SIĘ zrobić. Niezależnie od branży, w jakiej działasz, i aktualnego poziomu rozwoju Twojej firmy.

Pobierz szkolenie i zobacz, co zrobić, by w końcu Twoja firma zaczęła działać tak, jak sobie wymarzyłeś. Zanim, jak Marek, obudzisz się po wielu latach i stwierdzisz, że właściwie nie tak to wszystko miało wyglądać…

PS
Jeśli czekasz na odpowiedni moment na zmiany, to… lepszego nie będzie. Jeszcze jeden krok dzieli Cię od decyzji o zbudowaniu firmy, z której będziesz dumny. Zrób go już teraz!

POBIERZ BEZPŁATNE SZKOLENIE

„Przebudzenie Przedsiębiorcy”

7 ważnych lekcji dla każdego właściciela (małej) firmy



  • Jak zmienić ciągłe "gaszenie pożarów" w firmie w stabilny wzrost,
  • 3 proste (i skuteczne) narzędzia, które sprawią, że Twoi pracownicy zawsze będą wiedzieli co i jak mają zrobić,
  • 5 kluczowych elementów strategii biznesowej, bez których nie osiągniesz wysokich zysków.

pp_new

Pobierając materiały, wyrażam zgodę na otrzymywanie newslettera i informacji handlowych od Coraz Lepszej Firmy.
Mogę cofnąć zgodę w każdej chwili. Dane będą przetwarzane do czasu cofnięcia zgody.
Katarzyna Trzonek-Maciejewska

Absolwentka socjologii na UŁ, która po studiach trafiła na ponad 6 lat do... księgowości korporacyjnej. Czuła, że to nie jest droga dla niej i postanowiła coś zmienić – m.in. ukończyła studia podyplomowe „Nowoczesna komunikacja marketingowa” na Uniwersytecie SWPS.
Teraz zajmuje się tym, co chciała robić od zawsze – pisze. Swoimi tekstami wspiera marketing kilku marek, a w CLF tworzy artykuły i reklamy.
Jej pasją są podróże i języki obce.