Efektywność Inspiracje

Autosabotaż. Problem przedsiębiorców, o którym nie mają pojęcia.

Izabela Wiśniewska

O której wstajesz?

5:00? 7:00? 9:00?

O której chodzisz spać?

19:00–21:00? 21:00–23:00? 23:00–…?

Jak długo śpisz?

4 godziny? 6? 8?

To niby proste pytania, ale czy zastanawiałeś się kiedyś, jak kwestia odpowiedzi na nie wpływa na Twoje życie? Ba! – pójdźmy dalej – na Twój biznes?

Tak, zgadzam się – co ma piernik do wiatraka. Przecież chodzisz do firmy, robisz co do Ciebie należy (a nawet i więcej). I tylko czasem (czasem częściej) jesteś nieco zmęczony. No i może troszkę… rozkojarzony.

Ale przecież to nic.

Błażej też tak myślał.

– Ooo, już wpół do pierwszej? Chyba czas iść spać. Rano mam spotkanie z klientem, trzeba wstać koło 5:00… – Jego racjonalność próbowała wygrać tą walkę. Jednak Błażej przekonał sam siebie, że i tak nie zaśnie. Bo przecież tyle nerwów musiał dziś stracić przez swoich pracowników, zostać dłużej i nadganiać. Coś mu się w końcu od życia należy. Padło na telewizję, szklaneczkę mocniejszego trunku i film ciągnący się niemal do 2:00. Wina zrzucona na pracowników – nagroda przyznana sobie.

Nic dziwnego, że wściekły dźwięk budzika o 5.00 nie był w stanie go dobudzić… I tak kolejny o 5:15… i kolejny o 5:30… i kolejny o 5:45… Dopiero po czwartej drzemce Błażej zerwał się z łóżka jak poparzony. 7:00! Spotkanie za 40 minut, a jeszcze dojechać trzeba… Wiedział, że już się spóźnił.

A gdzie czas na spokojne śniadanie, prysznic i inne poranne przygotowania, które zdecydowanie przyjemniej odbywać bez pośpiechu?

Na domiar złego podczas trasy do klienta 35 minut spędził w korku – finalnie na miejscu pojawił się z 1,5-godzinnym opóźnieniem. I to nie koniec. Z pośpiechu zapomniał ładowarki od laptopa, który – no jakżeby inaczej – był rozładowany. Więc następny kwadrans zleciał na pobieraniu prezentacji (dzięki ci, człowieku, który wynalazłeś dysk w chmurze) i uruchamianiu jej na laptopie klienta.

Błażej miał w głowie tylko jedną myśl: kompromitacja. I – jak pewnie się domyślasz – dalej było już tylko gorzej. Cud też się nie zdarzył – sprzedaży nie zamknął.

Brzmi znajomo?

A to tylko jeden z milionów przykładów, w jaki mądrzy i ambitni ludzie nieświadomie zabijają własne firmy. Sukces to nie przypadek. Dlatego przygotowałam dla Ciebie listę 5 najczęstszych sposobów, w jaki ludzie marnują swoją szansę na rozwinięcie biznesu.

Może któryś z nich cichutko wtargnął też do Twojego życia?

#1 Cel – a po co mi to?

Mówi się, że jak nie usiądziesz i nie spiszesz własnych celów, to ich nie masz. I coś w tym jest. To trochę jak bycie domokrążcą. Chodzisz, pukasz, czekasz, aż ktoś Cię wpuści. Zwykle – nie wpuszcza. A może się teraz uda? I próbujesz.

Raz.

Drugi.

Piąty.

Dziesiąty…

Może w końcu trafi się ktoś, kto szuka Twojego produktu lub usługi. Jak tak teraz to czytasz, pewnie z politowaniem kiwasz głową, że przecież tak się już dawno nie robi.

A w kraju mamy setki przedsiębiorców działających właśnie na zasadzie domokrążcy – są wszędzie, ale nie wiedzą po co.

No bo komu powinni sprzedawać?

Gdzie mogą znaleźć akurat tych klientów, których zainteresuje to, co mają do zaoferowania?

Niektórym wydaje się, że im więcej biegają za jakimkolwiek celem, tym lepszy zbudują biznes. Niestety tak to nie działa. Zwłaszcza że gdy ten chaotyczny sposób pracy nie przyniesie efektów, łatwo można dojść do wniosku: „Prowadzenie firmy nie jest dla mnie”.

I wynik mamy jak w meczu: przedsiębiorca – autosabotaż 0:1.

#2 Plan? Plan to mam w głowie

Brak celu z poprzedniego punktu mocno łączy się z brakiem planu. I nawet jeśli ten cel masz i dokładnie wiesz, co chcesz osiągnąć, ale nie masz planu pt.: jak tego dokonać, to tak jakbyś cicho stawał pod drzwiami klienta i dziwił się, że nikt nie otwiera.

W dzisiejszych szalonych czasach, kiedy konkurencja czai się za rogiem, a rząd dokłada do pieca kolejne absurdalne pomysły, większość przedsiębiorców całkowicie zapomina o tym, jak ważne jest rozpisanie planu działania i rozłożenie go na malutkie kroki.

Bo jak inaczej określisz, czy Twoja firma robi postępy? Jak określisz, które działania nie przynoszą zamierzonych rezultatów? Skąd będziesz wiedział, co robić dalej?

Planowanie to nie przeżytek. Planowanie pomaga skupić się na tym, co masz do zrobienia, i ze spokojną głową wykonywać kolejne kroki. Jednak sam plan to tylko wierzchołek góry lodowej…

#3 Cel? Jest! Plan? Jest! Postępowanie zgodnie z planem? Yyyyy…

No i klops! Bo jak inaczej nazwać stworzenie pięknego planu, określenie wspaniałych celów, gdy… zamyka się to wszystko w szufladzie, a samemu rzuca się w wir obowiązków, całkiem o tym zapominając?

Jeśli często zdarza Ci się coś zaplanować, a potem się tego nie trzymać – nie martw się. Akurat na takich zachowaniach łapie się większość ludzi. Musisz jednak wiedzieć, że mocno oddala Cię to od sukcesu…

Wyobraź sobie, że masz do zrzucenia 40 kg i ogromną chęć, by wyglądać jak Dwayne Johnson albo Ewa Chodakowska. Cel: jest. Kupujesz więc karnet na siłownię, odpowiednią dietę w internecie, pędzisz do spożywczaka nakupić produktów na cały tydzień, a gdy tylko przychodzi czas na obiad… podjeżdżasz do najbliższego fast fooda. Cel był, plan może i był, ale wykonanie…

Jak się to teraz mówi: co tu mogło pójść nie tak?

PRZEJŚCIE.

Przejście – a dokładnie moment przejścia od jednego zadania do drugiego. Podczas odchudzania nie tylko trzeba zmienić dietę, trzeba też według niej przygotowywać posiłki – chociaż wygodny fast food kusi.

Podobnie jest z prowadzeniem firmy. Wiesz, że rano musisz odpisać na maile. Robisz to i… co potem? To moment, który najmocniej naraża Cię na autosabotaż. Bo masz dwa wyjścia:

  • sięgnąć do planu i zająć się kolejnym krokiem,
  • iść po kawę i zostać w biurowej kuchni na kolejne 1,5 godziny, bo rozmowa o nowym serialu z Netflixa wydaje się dużo bardziej atrakcyjna…

Właśnie dlatego tak istotne jest posiadanie spisanego planu: w momencie ukończenia jednego zadania sięgasz po plan i – zamiast odpuścić – zaczynasz działać zgodnie z nim.

Wiąże się z tym jednak pewne ryzyko…

#4 ryzyko tworzenia zbyt ambitnego planu

Jeśli plan = porządek, a trzymanie się planu = sukces, to czy to oznacza, że każdy dzień musi być sztywną realizacją jednego wielkiego i wyczerpującego planu?

NIE!

Każdemu należy się odpoczynek (a już w szczególności przedsiębiorcom). Każdy może mieć takie chwile, w których słońce za oknem wyrwie go z pracy – chociażby na krótki spacer. To Ci się od życia należy.

Ale…

…jeśli taka sytuacja notorycznie się powtarza (bo masz tak dużo do zrobienia, a tak bardzo nie masz na to ochoty, że… po prostu wychodzisz), istnieje ryzyko, że zbyt ambitnie podszedłeś do tego zadania. Prawdopodobnie Twój plan jest przeładowany obowiązkami.

Musisz w nim uwzględnić czas na odpoczynek. Na relaks. Na zabawę z psem. Spacer z dziećmi. I na ten serial na Netfliksie. Załóż też kilka chwil na spontaniczne działania.

To wszystko ładnie brzmi, jednak z planowaniem czasu wolnego jest jeden podstawowy problem. Nazywa się:

#5 Prywatny pożeracz czasu

I to nie jeden. Mamy ich setki – każdy z nas inne. Jeden odcinek ulubionego serialu na Netfliksie – będzie okey. Gorzej, gdy za nim poleci kolejny, kolejny i jeszcze następny…

Do tego sprawdzanie Facebooka, scrollowanie i przeglądanie śmiesznych filmików – kolejna godzina z głowy. Zakupy online z myślą „tylko sobie pooglądam”. Przeglądanie YouTube’a w poszukiwaniu szkoleń i… zatrzymanie się na materiale o czeskim stadionie, przez który przejeżdża pociąg. Ciekawe – ale raczej w pracy się nie przyda.

Czemu piszę o tym, co wygląda tak niewinnie?

Na łamach magazynu „Forbes” ukazały się badania, które pozwalają postawić sprawę jasno: gdy się rozproszysz, powrót do pracy zajmie Ci… 23 minuty! To prawie pół godziny czasu zmarnowanego przez jedną błahostkę! A gdy zdarza się to częściej? Łatwo się domyślić, jak negatywnie wpłynie to na Twoją pracę, a co za tym idzie – całą firmę…

Określanie celów i gospodarowanie czasem wydaje się dość skomplikowane i… pracochłonne. Pierwszą moją myślą, gdy o tym usłyszałam, było „ale mi się nie chcę” i „nie mam na to czasu”. Zabawne, co nie?

Przełamałam się.

Teraz bez planu nie wyobrażam sobie życia. Bo jak inaczej ogarnąć swoją firmę, studia podyplomowe, prowadzenie zajęć dla młodzieży w technikum i czas dla męża oraz trójki małych dzieci? Wiele osób, które spotykam, twierdzi, że to niemożliwe. A ja wiem, że…

…da się :)

Bo nie chodzi tutaj o to, żeby nie mieć czasu na słodkie weekendowe lenistwo czy dobrą książkę albo lampkę wina wieczorem. Chodzi o to, na co świadomie poświęcasz większość czasu.

Dlatego aby maksymalnie ułatwić Ci to zadanie, mam dla Ciebie dokładnie taki planer, z jakiego sama korzystam, oraz listę 8 wskazówek, które pozwolą Ci szybko zaplanować Twój dzień.

I pewnie teraz pomyślałeś: „Po co mi jakiś planer i poradnik, przecież każdy potrafi spisać to, co ma zrobić w ciągu dnia”. Ja też tak myślałam…

I tak szybko, jak zaczęłam robić to po swojemu, tak szybko minął cały zapał i wróciłam do punktu wyjścia. Znów nie miałam planu. I znów biegałam jak chomik w kołowrotku.

Jednak ciągły brak czasu nie dawał mi spokoju. Wiele poświęciłam, aby odkryć mechanizmy kryjące się za poukładaniem wszystkich ważnych i mniej ważnych spraw w działający sposób.

Możesz być pewny, że z tymi wskazówkami nie tylko z łatwością ułożysz swój plan, ale wszystkie zadania zrealizujesz sprawnie i skutecznie – z korzyścią dla Ciebie, Twojej firmy i Twoich bliskich.

Ty już nie musisz szukać. Właśnie tu i teraz masz ten planer na wyciągnięcie ręki!

Gotowy planer i 8 piekielnie skutecznych wskazówek
do stworzenia planu dnia, który w końcu pozwoli Ci odetchnąć



W kilka chwil stworzysz skuteczny plan i dowiesz się:

  • jaka zasada rządzi Twoim dniem i dlaczego warto z niej korzystać,
  • jak ułożyć zadania, aby każdy dzień kończyć ze świetnym wynikiem i uśmiechem na twarzy,
  • co zrobić, by nie zaprzątać sobie głowy rzeczami zbędnymi, a znaleźć czas na… czas dla siebie.

Planer dnia

Izabela Wiśniewska

Ukończyła studia z ekonomii menedżerskiej, finansów przedsiębiorstw i podyplomowe z zarządzania sprzedażą. Swoją karierę zaczynała w jednej z 5 największych korporacji w Polsce i… szybko przekonała się, że to nie dla niej.
Pasjonatka i praktyk biznesu, sprzedaży, marketingu i zarządzania (ludźmi i czasem). Od 2015 roku współpracuje ze sklepami internetowymi, tworząc dla nich treści, konsultując i wdrażając strategie. Obecnie pracuje też dla Coraz Lepszego Działu Marketingu.
Prywatnie szczęśliwa żona i mama 3 księżniczek. Miłośniczka kotów, sera camembert zamkniętego z kimchi w burgerze i tańca... z ogniem. :)