Inspiracje

Szalone pomysły na biznes, które przekuto na sporą ilość żywej gotówki

Maciej Wojtas

Rezerwacja miejsca w niebie. Wynajem kóz do koszenia trawnika. Sprzedaż działek na Księżycu. Brzmi bez sensu? No i co z tego? Autorzy tego rodzaju pomysłów czują teraz, że naprawdę żyją. A jeśli już płaczą, to tylko wtedy, kiedy wybierają się do bankomatu po zapas świeżej gotówki. Płaczą, przypominając sobie przestrogi „życzliwych krytyków”. Płaczą ze śmiechu, rzecz jasna.

Najpierw chciałbym przytoczyć kilka przykładów takich właśnie pomysłów, a potem spróbuję znaleźć jakieś punkty wspólne. Kto wie, być może uda mi się wyłuskać jakiś ogólny wzór na sukces? Przejdźmy więc do rzeczy.

(Poniżej ciąg dalszy artykułu...)
(Poniżej ciąg dalszy artykułu...)

Pomysłodawcy, których przywołuję poniżej, postanowili zarobić:

1) na tych, którzy mają serce z kamienia

Czyli na tych, którzy nie mają czasu karmić swoich rybek, kotów czy innych kanarków, nie chce im się parę razy dziennie wyprowadzać psów i tak dalej. Z myślą o takich właśnie ludziach Gary Dahl stworzył produkt o nazwie „Pet rock” – zwykły kamień umieszczony w pudełku z dziurkami. Kamień miał zastępować klientowi domowego pupila.

Wystarczyły zaledwie dwa miesiące, by autor tego niezbyt mądrego pomysłu sprzedał półtora miliona kamiennych „produktów”. Podejrzewam, że to jeden z tych pomysłów, które w pierwszej fazie były zwykłym żartem. Swoją drogą, liczba sprzedanych egzemplarzy sporo mówi o samych klientach (i nie są to zbyt miłe wnioski). Ale to już temat na inny artykuł.

2) na tych, którzy mają / będą mieć złamane serce

Co oferuje sklep internetowy „I Do, Now I Don't”? Używane pierścionki zaręczynowe. Pomysłodawca, który sam przeżył zerwanie zaręczyn, doszedł do wniosku, że osób, które za zwrot tego rodzaju biżuterii otrzymują tylko część wydanej sumy, jest więcej. Ile zarobił autor pomysłu w ciągu paru lat prowadzenia sklepu? Kilka milionów dolarów.

Zastanawiam się jednak, jak taka działalność ma się do faktu istnienia szeregu przedślubnych przesądów, które surowo zabraniają tego czy owego?

3) na tych, którzy chcą przeżyć pięć minut sławy

Podobno do Polski trafiły już z USA usługi adresowane do tych, którzy chcą na własnej skórze przekonać się, jak wygląda życie celebryty. Za odpowiednią opłatą można przez jeden dzień być np. śledzonym przez paparazzich, pić szampana w długiej limuzynie itd. Co więcej, można także zakupić sobie osobistych, żywych „fanów”. Mimo, że usługi tego rodzaju nie są tanie, w USA zajmuje się nimi od paru lat kilka firm. Trudno przypuszczać, żeby dopłacały one do interesu. Swoją drogą, nie sądziłem, że znana z internetu fraza „kupować fanów” przybierze kiedykolwiek tak realną i dosłownie namacalną postać...

4) na tych, którzy tęsknią za przepisami swoich babć

Kolejny pomysł jest nieprawdopodobnie… zwyczajny. Nie ma w nim żadnych fajerwerków. Najbardziej niezwykłe jest w nim to, że wypalił. I to w naprawdę spektakularny sposób. Autor pomysłu, Fraser Doherty, postanowił zarobić na produkcji dżemów przygotowanych według receptury jego babci. Najpierw dostarczał specjały swoim sąsiadom. Z czasem przesiadł się na zwyczajną stronę internetową (superjam.co.uk), dzięki której zbiera zamówienia. Efekt? Sprzedaje pół miliona słoików rocznie i udało mu się zagarnąć dla siebie aż 10 procent brytyjskiego rynku przetworów.

5) na tych, którzy wiedzą, że z prochu powstali i w proch się obrócą

A gdyby tak sprowadzać ziemię z Irlandii do USA? A potem sprzedawać ją tym emigrantom z Zielonej Wyspy, którzy chcą, żeby na ich trumnę spadła choćby garstka „ojczyzny”? Właśnie dzięki zadaniu sobie takiego pytania powstała firma Auld Sod Gifts, która oferuje puszki zawierające irlandzką ziemię. Czytając o tym pomyśle, od razu przyszła mi do głowy pewna scena z filmu „Miś” Stanisława Barei. O ile dobrze pamiętam, główny bohater ofiarowuje w niej polskiemu emigrantowi „kamień z Jasnej Góry”, który tak naprawdę leżał gdzieś na londyńskiej ulicy.

6) na tych, którzy lubią otulać się w warstwę błogiej przyjemności

Snuggie to zwykły koc, do którego postanowiono doszyć… rękawy. Firmie Allstar Products udało się sprzedać kilkadziesiąt milionów sztuk tego niecodziennego produktu. Nie mam więcej pytań :-)

7) na tych, którzy lubią strzelić żartem z grubej rury

Aplikacja kosztująca dolara, kupiona przez setki tysięcy osób. Niby nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że iFart pozwala odtwarzać lub nagrywać… bąki. A nawet – jakkolwiek dziwnie to zabrzmi – dzielić się swoimi nagraniami ze znajomymi.

8) na tych, którzy chcą prosić los o szczęście (aż do skutku)

Podczas Święta Dziękczynienia wyjmuje się z indyka tzw. kość życzeń. Dwie osoby chwytają ją za końce i wymawiając w myślach jakieś życzenie – ciągną ją do siebie. Następnie kość pęka. Temu, któremu w ręce zostanie większy fragment, życzenie się spełni. To tyle tytułem wstępu.

Gdzie tu pomysł na biznes? Ken Ahroni, założyciel LuckyBreak®, zauważył pewną rażącą niesprawiedliwość: każdy indyk zawiera tylko jedną „kość życzeń”. W związku z tym podczas rodzinnej uroczystości, jaką jest to święto, większość gości pozbawiona była przyjemności, jaką daje wymyślanie swojego marzenia. Dlatego postanowił produkować sztuczne „kości życzeń”. Jego firma wytwarza ich około 30 tysięcy dziennie.

9) na tych, którzy chcą zapłacić dolara za kropkę na ekranie

Strona internetowa „The Million Dollar Homepage” zawiera milion pikseli. Można na niej umieścić swoją reklamę. Cena: dolar za jeden piksel powierzchni. Tak pewnie wyglądał biznesplan Alexa Tewa, który w 2005 roku wrzucał swoją witrynę na serwer. Czy udało mu się znaleźć reklamodawców? Oczywiście, że tak. Czy na stronie pozostały wolne miejsca pod reklamę? Oczywiście, że nie.

10) na tych, którzy chcą zaaplikować swoim psom ostatni krzyk mody

Czy może być coś bardziej kuriozalnego niż okulary dla psów? Pewnie tak, ale nie każdy jest na tyle odważny, żeby swój szalony pomysł przekuć w czyn. Roni i Ken Di Lullo nie mieli podobnych wątpliwości. Gdyby mieli, nie założyliby firmy, która rocznie przynosi im pięć milionów dolarów dochodu.

Podsumowanie: jak wpaść na głupi pomysł, który przyniesie Ci fortunę?

Oto kilka wniosków, jakie można wyciągnąć z wyżej wymienionych przypadków:

1) Odwaga (czytaj: jaja)

Wpaść na pomysł na biznes jest bardzo łatwo. Wpaść na głupi pomysł – jeszcze prościej. Gdybym tylko miał teraz wolną chwilę, dałbym każdemu, kto czyta to zdanie, tyle pomysłów, ile mógłby udźwignąć :-)

Prawda jest jednak taka, że wygrywają ci, którzy nie poprzestają na fazie pomysłu, na etapie bujania w obłokach i dzielenia skóry na niedźwiedziu, tylko idą za ciosem, wcielając swoją mniej lub bardziej szaloną ideę w życie. Decydującym składnikiem jest więc tutaj odwaga. Również, a może przede wszystkim – odwaga pomimo widma potencjalnego ośmieszenia się. Strach przed tą właśnie reakcją otoczenia bywa bowiem wyjątkowo paraliżujący.

Zresztą, ile wart jest sam pomysł bez realizacji? Posłużę się przykładem. Załóżmy, że wpadam na szalony pomysł: chcę ożenić się z jakąś absolutnie topową gwiazdą muzyczną czy filmową. Z kimś kompletnie poza moim zasięgiem (portfela i urody). Wpaść na taki pomysł nie jest trudno. Co więcej, podejrzewam, że takich śmiałków jest całkiem sporo.

Nawet wtedy, gdy postanawiam ogłosić wszystkim swoje plany, pomysł nadal ma niemal zerową wartość. Niemal, bo takie zareklamowanie się z pewnością ma jakąś szansę zwrócić uwagę owej kobiety na mnie, co nieco zwiększa moje szanse. Dopiero gdy powiem jej „tak”, stojąc w kościele czy urzędzie – dopiero wtedy mój pomysł wchodzi w czyn. Dopiero wtedy ma realną wartość.

2) Do jednego razu sztuka

Szalone, ale dochodowe pomysły mają jedną wadę: bardzo często są „jednorazowe”. Oczywiście z punktu widzenia ich odkrywcy jest to zaletą, ale naśladowcy muszą pogodzić się z tym, że będzie im trudno wywołać efekt „wow”. Przykład? Wspomniana wcześniej strona z milionem pikseli.

Co ciekawe, od razu pojawili się nie tylko naśladowcy tego pomysłu (z których żaden nie powtórzył sukcesu pierwowzoru) – milion dolarów podziałał na wyobraźnię wielu ludzi do tego stopnia, że wokół pomysłu zaczął pączkować również swego rodzaju przemysł. Wpiszcie sobie do wyszukiwarki frazę „million dollar homepage script”, a zrozumiecie, co mam na myśli :-)

3) Tradycja? Rzecz święta?

Dochodowe pomysły na biznes bez skrupułów łamią zastane schematy. Nie przejmują się wielowiekową (wieloletnią) tradycją. Przykład? Produkcja sztucznych kości z indyka na Święto Dziękczynienia.

4) Wiem, co Ci chodzi po głowie

Dobry pomysł na biznes potrafi wyłowić najbardziej ukryte potrzeby i marzenia klienta. Nawet, jeśli są one na pograniczu legalności. Oto dwa przykłady, które pominąłem w tym zestawieniu: 1) serwis randkowy wprost reklamujący się jako miejsce ułatwiania ludziom wykonywania skoków w bok; 2) firma, która za drobną opłatą załatwia ludziom zwolnienia z pracy (wyglądają one nieprawdopodobnie wiarygodnie, choć są kompletnie nieprawdziwe).

5) Przekraczaj granice

Niektóre biznesowe pomysły nie ujrzałyby światła dziennego, gdyby ich autorzy nie przekroczyli cienkiej granicy oddzielającej to, co można, od tego, czego nie wypada. Udało im się rozbić bank również dlatego, że mieli odwagę zadać sobie takie właśnie pozornie bezsensowne pytania:

  • Dlaczego psy nie noszą okularów?
  • Dlaczego koce nie mają rękawów?
  • Dlaczego nie podzielić się dźwiękiem pierdnięcia ze znajomymi?
  • Dlaczego domowe zwierzątka muszą być żywe?
  • Dlaczego pierścionek zaręczynowy musi być nowy?

Wpadł Ci teraz do głowy pomysł na biznes?

Przyznaj się. Jest co najmniej dość… nietypowy? Sam pukasz się w czoło, kiedy o nim myślisz? Super! W kolejnym artykule pokażę Ci, jak sprawdzić, czy na tym zarobisz.

Chcesz więcej takich inspirujących treści?

Zapisz się na "prawdopodobnie najlepszy" (zdaniem Czytelników) newsletter biznesowy w Polsce!

Maciej Wojtas

Zawodowy copywriter. Specjalizuje się w prowadzeniu mistrzowskich blogów firmowych. Tworzy porywające historie, które zamieniają zwykłych internautów w regularnych klientów. Autor nagradzanego bloga www.maciejwojtas.pl