Wywiady

Szkolenia CLF są jak przebijanie murów. A najgrubsze mury przebija się głową – wywiad z Jackiem Lotkowskim

Hubert Lewkowicz
Jacek Lotkowski

„Lepsze zarządzanie powoduje to, że co roku mamy progres obrotów o około 20 procent” – tak o zmianach wprowadzanych razem z CLF opowiada Jacek Lotkowski, dyrektor zarządzający w firmie OLA-TECH Energetyka, Teletechnika, Automatyka z Elbląga.

Ale dla niego biznes to też odpowiedzialność, bo przedsiębiorca odpowiada za ludzi, którzy u niego pracują, kupują i świadczą dla niego usługi. On sam jako początkujący biznesmen przeżył załamanie po zamknięciu swojej firmy, a z dołka wyciągnął go utwór WWO Mogę wszystko: – Tekst tego utworu mówi wszystko na temat tego, dlaczego dzisiaj tutaj siedzę.


Pierwsze zetknięcie z biznesem to dla była dla Pana bolesna lekcja.

Tak. Budowaliśmy stacje bazowe dla operatorów komórkowych. To była moja własna działalność. W 2008 roku przyszedł ogólnoświatowy kryzys. Nie wiedzieliśmy, jak duży ten kryzys będzie miał wpływ na Polskę, ale stało się tak, że dotknął nas bardzo mocno. Wtedy działaliśmy właściwie na terenie całego kraju, tylko nie w Elblągu. Nie znaliśmy lokalnego rynku, a ludzie tutaj nie wiedzieli, czego się mogą po nas spodziewać.

Z powodu zmian kursowych z dnia na dzień zostałem z grupą fachowców, którym trzeba było zapłacić. Ludzie przestali kupować urządzenia z zagranicy, bo nie zgadzały im się budżety. Swój interes musiałem zamknąć i zaczynać od zera. Miałem kontakty, postanowiliśmy więc zrobić firmę lokalną. W tej chwili 80 procent to są prace wykonywane lokalnie.

Tamto niepowodzenie odczuł Pan jako porażkę?

Na początku było trochę walki, by coś z tym zrobić, potem przyszło wielkie załamanie, które bardzo mocno odbiło się na mojej psychice. Udało się jednak wymyślić sposób odbicia się od tego.

Bo Pan wyznaje zasadę: „Nie ma momentów, że coś się kończy. Wszystko jest nowym początkiem”.

Jeżeli coś się kończy, to coś się zaczyna. Trzeba było wyciągnąć wnioski i pomyśleć, gdzie zostały popełnione błędy. Dlaczego nie było jakiejś dywersyfikacji i czy na jakimś etapie działalności nie pojawiła się pycha. Nowy biznes, który powstał jako OLA-TECH, już nie jest samodzielny i jest oparty na więcej niż jednej nodze. Inna jest decyzyjność, można coś przedyskutować i postanowić, czy coś realizujemy, czy nie.

No właśnie. Właścicielką firmy OLA-TECH jest Aleksandra Kobyłecka, która jest postacią świetnie znaną w świecie sportu, a zwłaszcza piłki ręcznej. To była zawodniczka polskich i zagranicznych klubów, a dziś także ceniona menedżerka.

Z Aleksandrą jesteśmy prawdziwymi przyjaciółmi z podwórka. Znamy się dwadzieścia osiem lat. Mój brat był trenerem Oli, a ja w czasach szkolnych pomagałem jej w zadaniach z fizyki.

Jacek Lotkowski i Aleksandra Kobyłecka
Zajmujecie się instalacjami dla przemysłu. Skąd ten wybór, skoro pan wcześniej budował stacje bazowe, a właścicielka firmy technicznymi sprawami się nie zajmowała?

Jestem z wykształcenia elektronikiem. Miałem duże doświadczenie we wszelkich instalacjach, bo budowanie stacji to też praca z instalacjami, okablowaniem, sieciami.

Teraz szyjemy przedsiębiorcom rozwiązania na miarę. Od systemów zasilania, przez oświetlenie, rozdzielnie, systemy przeciwpożarowe, monitoring wideo, systemy alarmowe, monitorowanie energii, sieci komputerowe, sieci dostępowe, aż po nietypowe rzeczy. Ola zajmuje się zarządzaniem naszymi nieruchomościami i wspólnie podejmujemy różne decyzje dotyczące rozwoju i działania firmy.

Wspomniane nietypowe rzeczy to na przykład roboty.

Robotyzacja to jedna z gałęzi naszej działalności. W tej chwili wraz z jedną z firm realizujemy projekt związany z robotem spawającym. Samo wejście w robotyzację jest trudne dla takich firm jak nasza. Po pierwsze ze względu na koszty, po drugie ze względu na fachowców, a po trzecie – ze względu na sam rynek elbląski, który jest niewielki. Zdarza się jednak, że instalujemy jakieś systemy robotyczne.

W jednym z wywiadów mówił Pan, że robotyzacja mogłaby znacznie poprawić bezpieczeństwo i wydajność pracy, a w wielu firmach można by wiele rzeczy poprawić, gdyby przykładać większą wagę do robotów.

Robotyzacja jest błędnie odbierana przez wiele osób jako coś, co zabiera ludziom miejsca pracy. Ja sądzę, że jest wręcz odwrotnie. Po pierwsze ciągle mamy za mało pracowników. Po drugie, szukamy powtarzalności, seryjności tego, co robimy. Ludzie pracują w różnych warunkach, a w miejsce człowieka można tam wstawić robota, dla którego zewnętrzne warunki nie mają znaczenia.

Do obsługi robotów też jest potrzebny człowiek. Jeśli uda nam się poprawić wydajność i jakość, przełoży się to na zwiększenie zamówień. Ludzie, którzy potencjalnie mieliby zostać zwolnieni, będą musieli zyskać nowe kompetencje, by wyrobić się z liczbą nowych zamówień, które pojawią się wraz z rozwojem robotyzacji.

Na jakim etapie jesteśmy w kwestii robotyzacji?

Niektórzy są już dawno po tym procesie. W branży automotive automatyzacja produkcji to już 100 procent. I to daleko posunięta. Jeśli chodzi na przykład o branżę meblarską, znam miejsca, w których roboty pracują, ale jest tu jeszcze pole do rozwoju.

Widzę, że robotyzację można wdrażać w coraz mniejszych firmach. Wymaga to jednak zasobności portfela, ale sam robot i tak pracy nie zrobi. Trzeba mieć pomysł, gdzie go zamontować, w co wyposażyć i jak zaprogramować.

Jest dużo rozwiązań, których jeszcze nie stosujemy, bo są one relatywnie drogie. Jeśli to będzie się rozwijało, to na pewno będą one coraz bardziej dostępne.

Człowiek nie zniknie z rynku pracy?

Nie sądzę, że będzie tak, jak w niektórych filmach science-fiction. Nie staniemy się dodatkiem, który będzie tylko denerwował roboty. Prowadzenie biznesu nie może wykluczyć ludzi ze świata robotów. Ludzie zawsze będą potrzebni, by zebrać efekt ich pracy.

Przecież my pracujemy po to, by otrzymać wynagrodzenie. Podstawowym celem prowadzenia biznesu, oprócz tych społecznych, jest osiągnięcie dochodu. Pieniądze są dla nas narzędziem, które daje możliwość posiadania dóbr, korzystania z nich, podróżowania po świecie. A roboty mają taki cel, jaki im zaprogramujemy. Nawet gdyby miały swój własny, byłby to zupełnie inny cel, na przykład posiadanie energii.

Pan mówi, że wizja z filmów science-fiction nam nie grozi. A co ze sztuczną inteligencją?

Niektórzy zachwycają się nią bezgranicznie. Nie ukrywam, czasami też się tym bawię. Sprawdzam, co można zrobić ze sztuczną inteligencją. Musimy jednak pamiętać, że to działa na zasadzie wychowania. Jak nakarmimy sztuczną inteligencję, tak ona będzie się zachowywać wobec nas.

Ostatnio poprosiłem sztuczną inteligencję o zrobienie prezentacji na zadany temat. Kiedy zobaczyłem efekt, stwierdziłem, że dawno nie widziałem prezentacji, której tak wstydziłbym się pokazać. Po kolejnych próbach okazało się, że temat był przez sztuczną inteligencję na tyle słabo opisany, że uwłaczałoby mi, gdybym miał tę prezentację wykorzystać.

Oczywiście, te narzędzia będą się rozwijały, ale w dalszym ciągu będą to nasze narzędzia, a nie równoważni partnerzy.

Sztuczna inteligencja to nie jest rewolucja na miarę wynalezienia internetu, jak twierdzi wielu komentatorów?

Myślę, że jest. Doprowadzi do wielu zmian w naszym życiu. Pamiętajmy jednak, że to my karmimy te urządzenia wiedzą. Jeśli w pewnym momencie stwierdzimy, że już wszystko wiemy, i zaczniemy gromadzić bezużyteczną wiedzę, to ta bezużyteczna wiedza zacznie do nas wracać. To tak, jakbyśmy przestali wysyłać dziecko do szkoły.

Mówiliśmy o automatyzacji. Sztuczna inteligencja już dziś bez problemu radzi sobie z takimi rzeczami jak choćby odpisanie kontrahentowi na pismo. A to już oszczędność czasu pracownika.

Niedawno mój znajomy prawnik sprawdzał to. Niestety, były tam tak duże błędy w zakresie prawa, że te pisma nie nadawały się do użytku. Trzeba być bardzo ostrożnym i odpowiedzialnym. Im ważniejsza jest nasza funkcja w życiu społecznym, tym ta nasza odpowiedzialność musi być większa.

Sztuczna inteligencja może być przydatna przy monitoringu wideo, którym też się zajmujecie?

Niedawno organizowaliśmy w Elblągu II Dzień dla Przemysłu, udało nam się pozyskać znakomitego partnera – Elbląski Park Technologiczny. Prowadziłem tam prelekcję dotyczącą analityki wideo. Często ludzie instalują monitoring, ale tak naprawdę nie wiedzą, do czego go wykorzystać, i traktują go jako narzędzie prewencyjno-dowodowe.

Największy problem to analiza zdarzeń i określenie, czy zagrożenie było istotne. Czy to był złodziej, napad czy sarna, która przeszła przez płot. W naszej ofercie mamy różne rodzaje urządzeń do analityki. Od kilku lat te systemy, także dzięki sztucznej inteligencji, uczeniu maszynowemu, bardzo mocno się rozwijają.

Mamy w tej chwili takie urządzenia, które wykrywają behawioryzmy. Inaczej zachowuje się ktoś, gdy zdejmuje towar z półki, by go kupić, a inaczej osoba, która jest potencjalnym złodziejem. Podobnie jest w przypadku wykrywania zachowań agresywnych. Przy pomocy monitoringu możemy wykrywać też osoby, które się przewróciły.

Specjalnie dla firm meblarskich mamy rozwiązanie firmy Konica Minolta do wykrywania krawędzi płyty podczas cięcia piłą tarczową. Pokazuje, że czas wymienić piłę, bo za chwilę jakość produktu będzie niższa. Analityka wideo, zasilana często przez sztuczną inteligencję, ma więcej pól zastosowań niż tylko zwykły monitoring wideo w przedsiębiorstwie.

Skąd pomysł na wspomniany Dzień dla Przemysłu? Organizowaliście go już po raz drugi.

W Elblągu nie ma targów dla przedsiębiorców. Zazwyczaj przedsiębiorcy sami szukają rozwiązań, a wtedy znajduje się niekoniecznie te dobre. Podczas Dnia dla Przemysłu staramy się pokazywać ciekawe rozwiązania, które są skierowane do naszych grup docelowych. Zapraszamy ludzi, by zobaczyli, czego w ich firmach jeszcze nie ma, a co mogłoby być dla nich korzystne. Zainteresowanie jest duże.

To także ciekawa forma promocji.

Z jednej strony prezentujemy najnowsze rzeczy, z drugiej chcemy pokazać, że jesteśmy firmą, z którą warto współpracować, że mamy dobrych partnerów i dostawców i żeby nasi przyszli pracownicy wiedzieli, że w Elblągu jest takie miejsce i warto u nas pracować.

Elbląg ostatnio kojarzy się głównie z przekopem Mierzei Wiślanej. Zarobiliście coś na tym przekopie?

To jeszcze nie jest ten czas. Pracujemy nad tym, to jest temat przyszłościowy. Ten przekop nie jest dokończony. We Fromborku zrobiono niedawno remont mariny, teraz szykuje się podobny remont w Tolkmicku. Myślę więc, że najbliższe lata to będzie czas, w którym coś będzie można na tym zyskać.

A jaki jest ogólnie odbiór tej inwestycji w Elblągu?

Pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Połowie ludzi to się podoba, a połowie nie. Elbląg to nie jest wielkie miasto, część osób woli robić wszystko po swojemu i uważa, że to wchodzenie nam w paradę. Z drugiej strony jest grupa, która cierpi, że tu się mało dzieje.

Czy Pan też miał wrażenie, że zbyt mało dzieje się w waszej firmie, że zdecydował się na szkolenia Coraz Lepszej Firmy? Poszukiwał Pan pomocy?

W pewnym momencie doba stała się za krótka, by wszystko pospinać. Drugim problemem był ciągły lęk, że znowu mogę upaść. Wtedy pomyślałem, że przecież inni prowadzą biznesy, więc może trzeba kogoś o to zapytać.

Na początku najlepszym przyjacielem był YouTube i piesze wycieczki do przedsiębiorców. Przeglądałem notatki ze studiów, rozmawialiśmy i poszukiwaliśmy schematu firmy. Pewnego dnia trafiłem w internecie na Coraz Lepszą Firmę. To było we wrześniu 2016 roku, po trzech latach działalności OLA-TECH. Były już trzy osoby na etacie.

Jak wyglądała pierwsza styczność z CLF?

Wypełniłem jakiś formularz kontaktowy i ktoś z CLF-u się ze mną skontaktował. Nie byłem na początku pewien, że ta wiedza będzie przydatna. Po pierwszych dwóch listach z płytami i zadaniami pomyślałem: „Kurczę, przecież ja to wiem”. Potem zaczęło być coraz ciekawiej, ta wiedza zaczęła się systematyzować. I okazało się, że ciągu 12 miesięcy całkiem fajnie urośliśmy i że zaczęliśmy robić postępy.

Co się udało zmienić dzięki Programowi Rozwoju?

Na pewno podejście do delegowania obowiązków. To było dla mnie bardzo trudne mentalnie.

Na czym polegała ta trudność? Na braku zaufania do pracowników?

Tak, to brak zaufania, ale i bardzo duży opór z drugiej strony, żeby wziąć na siebie odpowiedzialność, bo zawsze ja byłem za wszystko odpowiedzialny. Trudne było powiedzenie sobie: „Ja tego już nie muszę robić, choć zawsze robiłem to najlepiej”, i doprowadzenie do sytuacji, by człowiek, który przejął zadanie, wziął za to pełną odpowiedzialność.

Kolejną zmianą była unifikacja pewnych rzeczy. W Programie Rozwoju Paweł Królak pokazywał to na przykładzie drukarek. Jeżeli posiadamy w firmie jakieś urządzenia lub narzędzia, to dobrze, by wszystko do siebie pasowało. W razie nagłej potrzeby możemy coś z jednego miejsca wykorzystać w innym.

A to nie jest trudna do wprowadzenia i kosztowna zmiana?

Jest zaskakująco prosta i w efekcie tańsza niż cała reszta. Ona się wydaje kosztowna, gdy mamy bałagan w firmie. Teraz mamy flotę narzędzi Hilti, wszystko jest na bateriach tego samego rodzaju, z tym samym rodzajem ładowarek, pasujące do siebie. Gdy komuś zabraknie prądu, to kolega pożyczy baterię, a drugą włoży do ładowarki. Bywa, że budowy prowadzimy miesiącami, a czasami są to trzy, cztery lokalizacje w ciągu jednego dnia.

Co jeszcze Panu dał Program Rozwoju?

Pojawiła się asystentka. Wynikło to z konieczności kontroli kosztów, kontroli faktur, rozpisywania delegacji itd. Ta pomoc biurowa zaczęła się później rozrastać. W tej chwili mamy dwie panie w biurze, bo firma rozwinęła się już do kilkunastu osób i trzeba tych wszystkich formalnych rzeczy dopilnować.

Jedną ze zmian było też wprowadzenie polityki magazynowej.

Ale to dopiero niedawno. Mamy kontrolę nad narzędziami, nad bateriami, które w nowoczesnych urządzeniach są bardzo drogie. Okazuje się, że nie potrzebujemy mieć baterii do każdego urządzenia, ale jedną baterię na pracownika. To też jest efekt unifikacji. Porządek w magazynie to również wielka oszczędność czasu w dostępie do materiałów.

Program Rozwoju był na tyle ciekawy, że później brał Pan udział w innych szkoleniach: Osobisty Kompas Rozwoju, Machina Produkująca Klientów i Niewidzialna Przewaga.

Niewidzialna Przewaga spowodowała ponowne ułożenie firmy. Było tam bardzo wiele na temat prowadzenia pracowników, by zaczęli budować swoją wartość. Mogę to szkolenie z czystym sumieniem polecić wszystkim. Dla mnie niesamowitym narzędziem był Osobisty Kompas Rozwoju. On wyciągnął ze mnie ogromną dawkę wiedzy na temat moich słabych i mocnych stron w życiu i w biznesie.

Co było tą najsłabszą stroną?

Lęk, który zagościł we mnie w 2008 roku. Ale wspólnie znaleźliśmy też narzędzia, przy pomocy których możemy pracować, żeby ten lęk przyhamować.

A dobre strony?

Kompetencje zawodowe i dużo cierpliwości.

Te zaawansowane szkolenia zaowocowały kolejnymi zmianami?

Jeśli chodzi o mnie, na pewno. Ostatnia rekrutacja była oparta o Harrison Assessments. Dostałem instrukcję obsługi pracownika i ta instrukcja działa. Osobisty Kompas Rozwoju pokazał, że da się to zrobić.

Pan cytował kiedyś swego tatę, który mawiał, że najgrubsze mury przebija się głową. Szkolenia CLF-u to takie przebijanie muru głową?

Tak można to nazwać. Ważne jest usystematyzowanie wiedzy, ale posiadanie samej wiedzy niczego nie zmieni. Trzeba ją wdrożyć. Jeśli wiedzy nie zastosujemy, to jesteśmy dalej w tym samym miejscu.

Z kim z CLF-u najlepiej się Panu współpracowało?

Myślę, że z panią Kasią Sznajder, która prowadziła Osobisty Kompas Rozwoju. Najgłębiej pogrzebała w mojej głowie. I to bez operacji!

A która z lekcji CLF-u najbardziej zapadła Panu w pamięć?

„Przewaga bycia ekspertem”, a z tych wcześniejszych „Eliminowanie marnotrawstwa”. To właśnie z tej lekcji pochodzą czerwone kartki.

Rozdaje Pan czerwone kartki jak sędzia piłkarski?

Nie, nie, to nie czerwone kartki znane z boiska. Jeśli coś, jakiś materiał lub urządzenie, za długo już leży, dostaje czerwoną kartkę i trzeba to spieniężyć. Obojętnie jak, byle nie zalegało.

O którejś jeszcze lekcji chciałby Pan wspomnieć?

„Mniej znaczy więcej”. Wcześniej bardzo często braliśmy po prostu prace, które były do wzięcia. Teraz dobieramy sobie kontrahentów. Mamy dobrze sprecyzowaną docelową grupę naszych klientów.

Da się określić, ile czasu potrzeba, by po wdrożeniu zmian móc zaobserwować efekty?

Myślę, że to około pół roku. To nie są zmiany z dnia na dzień, bo takie zmiany są bolesne, szczególnie dla otoczenia. Jeżeli zrobimy coś zbyt szybko, na pewno napotkamy opór.

A jeśli chodzi o obroty firmy?

Co roku mamy progres około 20 procent, a mówimy o firmie usługowej, a nie produkcyjnej. Nieważne, czy był COVID, czy nie, zawsze ten progres był. Finanse firmy zdecydowanie poprawiły nam się po wprowadzeniu aplikacji do zarządzania firmą. Niekoniecznie musi się to przekładać na większy obrót, ale mamy szybszy dostęp do pieniędzy. Lepsze zarządzanie powoduje to, że tymi samymi zasobami ludzkimi generujemy kolejne 20 procent.

Na forum CLF pisał Pan o samotności przedsiębiorcy. Czy ta społeczność, która istnieje wokół CLF, pomaga w tej materii?

O samotności przedsiębiorcy myślę w kontekście życia prywatnego. Wiele osób traktuje mnie jako szefa czy dyrektora. Stajemy się przez to niedostępni, znajomych jest mniej, a tematy do rozmów gdzieś umierają. Przedsiębiorca z przedsiębiorcą może porozmawiać o podatkach czy ZUS-ie i innych podobnych sprawach. Z pracownikami rozmowa jest inna, bo oni mają odmienny punkt widzenia. Najczęściej czekają na piątek.

A Pan nie czeka na piątek?

Czasami czekam. Staram się wszystkich trzymać w garści, ale bywa też, że na ten weekend sam czekam z utęsknieniem. Teraz mamy gorący czas, bo brakuje nam jednej trzeciej ekipy, więc muszę czasami pojechać sam na jakiś montaż czy konfigurację. To jest męczące i często brakuje mi czasu na inne sprawy. Plan jest jednak taki, by uzupełnić ekipę i jeszcze zwiększyć zatrudnienie. Na razie nie narzekamy na brak zajęć, raczej na brak czasu.

Jeśli jednak ma Pan trochę wolnego czasu, to relaksuje się Pan przy muzyce. Bliski Panu jest zwłaszcza polski rap.

Zdecydowanie tak. Polski rap uratował mi życie. Powtarzam to zawsze.

O, to ciekawe. Jak to?

Kiedyś byłem fanem muzyki zagranicznej. Depeche Mode, A-HA, The Cure, Björk. Zawsze też trafiała do mnie poezja, gry słowne, niejednoznaczności słowne, także niejednoznaczności w życiu. To daje pożywkę dla mózgu. Dobry rap to lata doświadczeń twórców. Oni śpiewają czy recytują to, co mają w sercu. Wojtek Sokół, Pezet, Paluch to ludzie, którzy zaczynali od zera i osiągnęli fajną pozycję. Oni też prowadzą swoje biznesy. To imponuje, a z drugiej strony ich teksty trafiają do serca.

Kawałkiem, który mnie wyciągnął z dołka, był „Mogę wszystko” WWO. Recytuje to właśnie Wojtek Sokół. Tekst mówi wszystko na temat tego, dlaczego dzisiaj tutaj siedzę. Można wszystko, tylko trzeba chcieć. Po 2008 roku, kiedy było trudno, bardzo chciałem, żeby było dobrze.

Pan sam muzykuje?

Nie, nie, ale lubię słuchać dobrej jakości muzyki. Lubię, kiedy dobrze brzmi. Czasami przerabiam sobie urządzenia audio, żeby było tak, jak lubię. No i zbieram płyty.

Można rapować o biznesie?

No pewnie! Sokół ma takie kawałki, Paluch też. Jest tego trochę.

A co by Pan chciał wyśpiewać, a raczej powiedzieć, o celu, który Pan sobie stawia w biznesie?

Bardzo imponuje mi Kōnosuke Matsushita, założyciel firmy Panasonic. On bardzo często mówił, że my jako przedsiębiorcy jesteśmy odpowiedzialni za ludzi, którzy u nas pracują, którzy u nas kupują, coś dla nas wykonują, są naszymi dostawcami. Jeżeli my upadniemy, to odpowiadamy za to, że ci ludzie będą mieli trudniej, gorzej, że będą mieli czegoś mniej.

Powinniśmy robić dobre produkty, być rzetelnymi płatnikami, także podatków. Jeżeli pchniemy jakąś kulkę, to ona pchnie następne. Zwolnienie pracownika z błahego powodu sprawia, że cierpi jego rodzina. My przedsiębiorcy odpowiadamy za wiele dziedzin życia społecznego, choć wydaje nam się, że nie mamy na nie wpływu.

Rozmawiał Hubert Lewkowicz

POBIERZ BEZPŁATNY (0 zł) PORADNIK

„Przebudzenie Przedsiębiorcy”

7 ważnych lekcji dla każdego właściciela (małej) firmy



  • Jak zmienić ciągłe "gaszenie pożarów" w firmie w stabilny wzrost,
  • 3 proste (i skuteczne) narzędzia, które sprawią, że Twoi pracownicy zawsze będą wiedzieli co i jak mają zrobić,
  • 5 kluczowych elementów strategii biznesowej, bez których nie osiągniesz wysokich zysków.

pp_new

Pobierając materiały, wyrażam zgodę na otrzymywanie newslettera i informacji handlowych od Coraz Lepszej Firmy.
Mogę cofnąć zgodę w każdej chwili. Dane będą przetwarzane do czasu cofnięcia zgody.
Hubert Lewkowicz

Absolwent Filologii Polskiej i Podyplomowego Studium Dziennikarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Pracował m.in. w Życiu Podkarpackim i Polska Press Grupie, a obecnie jest redaktorem portalu ekspresjaroslawski.pl. Jego ulubionym gatunkiem dziennikarskim jest wywiad, a rozmowy z ludźmi są jego pasją. Jak podkreśla – każdy człowiek to fascynująca historia do odkrycia. Interesuje się reportażem i dobrą literaturą. Prowadził wiele spotkań autorskich z pisarzami. Prywatnie miłośnik zwierząt, zwłaszcza kotów, a także wędrówek po drogach i bezdrożach Beskidów oraz Pogórza Przemyskiego.