Prawo biznesu Wywiady

Doradca podatkowy: Sherlock Holmes i Kobieta Pracująca – w jednym

Maciej Wojtas
Robert Okulski

Wywiad z Robertem Okulskim – doradcą podatkowym i właścicielem firmy oferującej bezstresowe usługi księgowe.

Na rozgrzewkę mam pozornie proste pytanie: czym zajmuje się doradca podatkowy?

Pozornie prosta odpowiedź mogłaby brzmieć: tym, czym inni doradcy. Niestety, wszechobecny marketing wypaczył znaczenie tego słowa. Każdy z nas miał do czynienia z przemiłymi, uśmiechniętymi „doradcami klienta” w sklepach, „doradcą kredytowym” w banku czy „doradcą ubezpieczeniowym”. Każdy z nich reprezentuje… no właśnie, tego, kto mu płaci, czyli sklep, bank, firmę ubezpieczeniową, a klientom doradza głównie, w jaki sposób mogą zostawić jak najwięcej pieniędzy w danej instytucji.

Doradca podatkowy to, można by rzec, endemit tego prawdziwego doradztwa, często nielubianego bądź pomijanego przez klientów, bo… „trzeba za nie zapłacić”. Jednak dzięki temu prawdziwy doradca działa na rzecz swojego klienta, który nie musi później płacić za skutki jego braku lub skutki działania doradców naciągaczy.

(Poniżej ciąg dalszy artykułu...)

Podstawowym zadaniem doradcy podatkowego w naszym patologicznym systemie podatkowym jest, w moim mniemaniu, zapewnienie klientowi bezpieczeństwa prowadzenia biznesu.

Mnogość czasami sprzecznych ze sobą i absurdalnych przepisów podatkowych, notoryczne zmiany tak przepisów, jak i ich interpretacji, powodują, że wbrew pozorom to ci najuczciwiej działający przedsiębiorcy, mogą być narażeni na restrykcje ze strony aparatu skarbowego. Ich najłatwiej jest ścigać za drobne wykroczenia czy wręcz sytuacje, w których przewinienie zostaje przez urzędnika przedsiębiorcy wmówione. Oni zapłacą dla świętego spokoju, poprawiając statystyki urzędu.

Na takie działania urzędników nakłada się pauperyzacja zawodu księgowego, przynosząca coraz mniejszą wiedzę i jakość biur rachunkowych, często dla ułatwienia sobie pracy namawiających klienta na działania dla niego niekorzystne: generujące „na wszelki wypadek” podatek wyższy od należnego, czy wręcz przeciwnie – przynoszące szkody na skutek braku wiedzy podatkowej.

Niebezpieczeństwo rodzi też – zakorzeniona wśród przedsiębiorców, a powiązana z brakiem wiedzy podatkowej – chęć chodzenia na skróty w rozliczaniu prowadzonego biznesu. W tych wszystkich aspektach doradca podatkowy chroni klienta swoją wiedzą i praktyką postępowania, dbając o stabilne prowadzenie jego biznesu przez długie lata.

Dopiero w drugiej kolejności doradca zajmuje się swoim podstawowym powołaniem – optymalizacją podatkową. Zgodnymi z prawem i należnymi każdemu przedsiębiorcy – co podkreślał w swoich wyrokach Najwyższy Sąd Administracyjny – rozwiązaniami, prowadzącymi do zapłacenia jak najniższego możliwego podatku w danej sytuacji.

To szereg działań, począwszy od analizy stworzonego przez klienta modelu biznesowego, przedstawienia mu odpowiednich, możliwych do zastosowania rozwiązań, tak w dziedzinie podatków, jak i struktury przyszłej firmy, poprzez monitorowanie bieżącej działalności, reagowanie z wyprzedzeniem na nadchodzące zmiany w przepisach i dostosowywanie do tych zmian przyjętych wcześniej założeń, czy wreszcie analiza nowych możliwości i rozwiązań podatkowych pozwalających na dalszą optymalizację. To działanie ciągłe, tak ze względu na zmieniające się przepisy, jak i niezbędne zmiany prowadzonego biznesu czy jego rozwój.

Znając specyfikę działania wielu firm, w małych i średnich przedsiębiorstwach doradca podatkowy może w pewnym zakresie pełnić rolę dyrektora finansowego, na które to stanowisko tego typu firmy nie mogą sobie pozwolić.

Poniekąd w związku z bezpieczeństwem pozostają także audyty prowadzonej przez firmy zewnętrzne księgowości, pod kątem zagrożeń, jakie popełnione błędy mogą rodzić w przypadku kontroli skarbowej – nazywam to antyradarem podatkowym – czy występowanie w imieniu podatników o indywidualne interpretacje podatkowe zdarzeń istniejących bądź przyszłych.

Niestety, w ramach kolejnej, choć niezamierzonej funkcji, dla wielu osób, także obsługiwanych przez biura rachunkowe, jestem w trakcie konsultacji pierwszym źródłem wiedzy o podstawowych przepisach, prawach i obowiązkach podatkowych, które osoby prowadzące działalność gospodarczą lub nią zarządzające powinny jednak znać dużo wcześniej.

Zapytam może nieco prowokacyjnie: co ekscytującego może być w doradztwie podatkowym? Jak wysoko można dotrzeć, pracując na tym stanowisku? Czy potrafiłbyś zareklamować swoją pracę tak, żeby przekonać maturzystę wahającego się nad wyborem ścieżki kariery, żeby zdecydował się na ten właśnie kierunek?

Dochodzenie do stanowisk nie jest moją specjalnością. Pozostawmy to korporacjom, od których staram się trzymać z daleka. Jako przedsiębiorca, sam jestem odpowiedzialny za efekty swojej pracy i nie interesuje mnie ilość – akurat niemała – posiadanych wizytówek z tytułem Prezesa, tylko jakość mojej usługi i stworzonego przeze mnie zespołu. Jedynie poprzez jakość, gwarantującą uznanie klienta i stworzenie cenionej marki, można dotrzeć na sam szczyt. Taki szczyt, jaki się samemu sobie wyznaczyło.

Zawód doradcy podatkowego jest niejako zawodem podwójnym. Wykonują go ekonomiści – tak jak ja – specjalizujący się głównie w stałej, bieżącej współpracy z firmą i zapewnianiu klientom parasola ochronnego oraz prawnicy, częściej działający doraźnie, specjaliści od poszukiwania luk podatkowych, agresywnych optymalizacji czy wreszcie obrony klienta w procesach skarbowych.

Ze względu na wspomnianą przeze mnie zawiłość przepisów podatkowych, jak i przeważającą wśród klientów chęć chodzenia na skróty połączoną z niechęcią do inwestowania w bezpieczeństwo prowadzonej działalności (np. audyty), ta druga gałąź w chwili obecnej przeważa wśród młodych adeptów zawodu, gdyż kojarzy się z większymi zarobkami. „Mądry” Polak po szkodzie zapłaci każde pieniądze, aby się z niej wykaraskać.

Dla mnie o wiele ciekawsze jest działanie ekonomisty. Nie muszę pracować z ludźmi w nieszczęściu, a wręcz przeciwnie, dzięki moim radom i pomysłom tworzę dla nich szczęście w biznesie. Nie jest to bynajmniej praca kojarzona z nudnym księgowym.

Dzięki konieczności przeciwstawiania się wielokrotnie już wspominanemu fatalnemu standardowi prawa i samowolce urzędników w jego stosowaniu, poziom adrenaliny, którą produkuje mój zawód, porównywalny jest z działaniami Patta Garreta czy Wyatta Earpa na Dzikim Zachodzie. Konieczność dedukcji i analizy, aby dotrzeć wreszcie do tego, co autor niespójnych przepisów miał na myśli, porównywalna jest z zadaniami czekającymi Herkulesa Poirot czy Sherlocka Holmesa. A gdy się w odpowiednim momencie nie uskoczy przed rozpędzoną machiną urzędniczą, można oberwać jak Philip Marlowe.

Jednocześnie, pracując z wieloma klientami i angażując się w ich działania i problemy, nie ograniczam się de facto do jednego zawodu, a wykonuję wiele działalności gospodarczych naraz, jak Kobieta Pracująca w „Czterdziestolatku”.

Czegóż trzeba więcej, aby wykonywany zawód mógł być ekscytujący?

Faktycznie, to zupełnie inny obraz od tego, jaki do tej pory miałem w głowie. Zapytam teraz o „bezstresowe usługi księgowe”. Dlaczego reklamujesz się takim hasłem? Co stresuje klientów, którzy na co dzień korzystają z usług tego rodzaju?

Chodzi o stres związany z prowadzeniem działalności gospodarczej czy księgowości w polskich warunkach podatkowych. Brak przejrzystości prawa, niejednolitość interpretacji, samowole decyzyjne urzędników skarbowych i w wielu przypadkach nieprzyjemność kontaktów z nimi, jak i inne tego typu stresujące działania, są większości podatników doskonale znane.

„Bezstresowe usługi księgowe” to nie tylko slogan reklamowy, ale przede wszystkim przyjęty przeze mnie sposób działania – świadoma filozofia świadczenia usług. Brak okazji do stresu u naszych klientów opiera się na jakości, fachowości, solidności i wysokim poziomie merytorycznym wykonanej przez nas pracy.

Dbałości zarówno o bezpieczeństwo podatkowe klienta, jak i o komfort w jego stosunkach z usługodawcą – bezwzględnie preferowany jest bezpośredni kontakt z księgową i dostępność doradcy. Świadomość, że firma czuwa, odgania stres kiełkujący na każdą myśl o kontakcie z poborcą.

Brak stresu opiera się także na poparciu posiadanych przez nas umiejętności odpowiednią liczbą certyfikatów zawodowych (Ministra Finansów – już nieobowiązującego, ale dającego cały czas odpowiednie gwarancje, czy tytułów doradcy podatkowego), w odróżnieniu od firm często chwalących się jednym certyfikatem, najczęściej samego właściciela udającego, że nadzoruje całą armię dobrych pracowników, którzy w rzeczywistości często nie posiadają kwalifikacji zawodowych.

Myślę, że nie bez znaczenia dla spokoju ducha naszych klientów jest także komfort przebywania w doborowym towarzystwie, spoglądającym dumnie z naszych list referencyjnych…

Pytanie techniczne: kto ponosi odpowiedzialność za błędną poradę? Doradca czy klient?

Jeśli mówimy o odpowiedzialności podatkowej, czy wręcz karnoskarbowej, przypisana jest ona zawsze do przedsiębiorcy, zarządu. To zarząd firmy wybiera wykonawcę usługi doradczej oraz, na podstawie udzielonych porad i wskazówek, podejmuje ostateczne decyzje.

Jednocześnie to przedsiębiorca czy zarząd dobiera odpowiednią obsługę księgową firmy, odpowiedzialną za wykonanie zaleceń doradcy, i zobowiązany jest nadzorować (audytować) jej pracę. Odpowiada więc za te wybory.

Doradca i księgowy odpowiedzialni są cywilnie przed zarządem lub przedsiębiorcą w przypadku, gdy ich działania odniosły skutek odmienny do zamierzonego. Ponieważ ta odpowiedzialność może być znaczna, doradcy podatkowi zobowiązani są do posiadania ubezpieczenia OC od szkód wyrządzonych klientom.

Warto wiedzieć, że w przypadku ubezpieczeń księgowych ten obowiązek jest ograniczony – wyłącznie do prowadzenia ksiąg handlowych. Decydując się na współpracę z doradcą, warto, weryfikując jego uprawnienia zawodowe – jest to zawód licencjonowany, doradca niewidniejący na oficjalnej liście i nieposługujący się numerem licencji nie jest doradcą podatkowym, choć często przedsiębiorca tego nie sprawdza – fachowość czy referencje, zweryfikować także wysokość posiadanego ubezpieczenia OC.

W przypadku usługi księgowej, także prowadzonej przez doradcę, należy sprawdzić także te nieobowiązkowe OC – księgowość uproszczona, kadry i płace, dokumenty klientów. Usługodawca bez ubezpieczenia odpowiada swoim majątkiem, który może być niewielki, bądź – będący spółką z ograniczoną odpowiedzialnością czy spółką komandytową, często minimalnym, kapitałem.

Pytanie z gatunku trudnych: komu nigdy nie udzielisz porady? Czy są takie osoby, firmy, instytucje?

Pytanie jest trudne, gdyż z założenia nie sortuję klientów na lepszych i gorszych i każdy przedsiębiorca prowadzący działalność w Polsce może skorzystać z mojej pomocy. Nie zajmuję się podatkami osób prywatnych i nie obsługuję przedsiębiorstw działających za granicą, nie robię optymalizacji transgranicznych. Wszystkiego się po prostu zgłębić nie da (śmiech).

Nie zajmuję się działaniami wykraczającymi z założenia poza ramy prawa, narażającymi przedsiębiorców prędzej czy później na duże kłopoty, np. pseudooptymalizacjami, których podstawą jest udawanie prowadzenia firmy poza granicami kraju w celu uniknięcia opodatkowania czy ZUS, zatrudnieniami na czarno czy obniżaniem podatków poprzez wystawianie lub kupowanie lewych faktur. To z założenia nie są obszary działania doradcy podatkowego, niezgodne są też one z etyką zawodu.

Wiele moich wykładów dla przedsiębiorców rozpoczynam od pytania: „kto nie chce płacić podatków?”. Tym nielicznym, którzy się zgłaszają, sugeruję, żeby nie tracili na moim wykładzie czasu, a najlepiej zlikwidowali firmę. Podatków nie płaci tylko ten, kto nie zarabia.

Powiem szczerze, że bardzo podoba mi się to podejście. Muszę teraz zadać kolejne pytanie laika: czym różni się optymalizacja podatkowa od kreatywnej księgowości?

Optymalizacji podatkowej dokonuje się przez podjęcie legalnych, zgodnych z prawem działań, w dążeniu do wyboru rozwiązania najkorzystniejszego podatkowo. Jej podstawą jest działanie w oparciu o przepisy prawa. Optymalizując, tworzymy firmę jako układankę, w której, dla osiągnięcia danego efektu końcowego, możemy na poszczególnym etapie tworzenia wybrać te lub inne elementy – np. status prawny prowadzonej działalności, rodzaj opodatkowania, czy wybieramy zatrudnienie pracowników czy też raczej outsourcing itp.

Klienta interesuje taki efekt, jaki będzie dla niego pod różnymi względami najlepszy. Nie musi być to zarazem efekt najtańszy podatkowo. Często przedsiębiorca decyduje się płacić wyższy podatek, uzyskując za to większe możliwości ochrony swojego biznesu czy większy prestiż – co długofalowo doprowadza do rozwoju firmy i większych dochodów.

Dla przedsiębiorcy lepszy jest dochód wysoki, choćby wyżej opodatkowany, niż niewielki, nawet nieopodatkowany w ogóle. Wielu młodych przedsiębiorców niestety nie zna tej zasady, poddając się jedynie optymalizacji w sensie minimalizacji płaconego podatku, zamykając sobie drogę rozwoju biznesu.

Jeśli w procesie optymalizacyjnym działamy w sposób różny od bezpośrednio w tych przepisach wskazanego, będący wynikiem pomysłowego, twórczego i niestandardowego zastosowania tych przepisów i zasad – znajdujemy patent, ale nadal zgodny z prawem – mówimy o kreatywnej księgowości.

Nie jest to samo w sobie określenie pejoratywne, wskazujące na działania niedozwolone, wręcz przeciwne, kreatywność, jak dla mnie, jest powodem do dumy. Jako zjawisko negatywne kreatywna księgowość została jednak wykreowana przez urzędników i rozdmuchana przez niewiele znającą się na temacie prasę, kojarzącą obowiązki podatnika w sposób socjalistyczny: „co nie jest przez urzędnika dozwolone, jest zabronione”. Takie postawienie sprawy nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Czym innym jest zjawisko definiowane jako agresywna optymalizacja lub księgowość, będące świadomym, zamierzonym i celowym prowadzeniem rozliczeń podatkowych w oparciu o niewłaściwie i tendencyjnie interpretowane przepisy, dążące do fałszowania informacji podatkowej.

Jako niezgodna z rzeczywistym rozumieniem przepisów prawa jest ona zabroniona, a skutki podatkowe wyciągane są z rzeczywistego zamiaru stron. Klasycznym już przykładem wśród małych i średnich firm jest zarejestrowanie fikcyjnej, nie posiadającej infrastruktury ani przebywającego choćby czasowo na miejscu personelu, spółki w Wielkiej Brytanii, gdy prowadzi się działalność w Polsce.

Teraz wszystko rozumiem. Przejdźmy zatem do czegoś takiego, jak praca pro bono. Wspierasz w ten sposób osoby rozpoczynające działalność gospodarczą. O co najczęściej jesteś pytany? Z czym ludzie wchodzący w biznes mają największy problem?

Stałym problemem osób rozpoczynających prowadzenie działalności gospodarczej jest brak środków finansowych. Kiedyś określiłem to jako „polski kapitalizm bez kapitału”. Skutkiem tego młodzi przedsiębiorcy skazani są na realizację swoich, świetnych czasami pomysłów bez odpowiedniego wsparcia podatkowego czy prawnego, budującego często fundament przyszłej firmy, na które ich po prostu nie stać.

Staram się w jakiś sposób wyrównać ten niedobór, kierunkując w miarę możliwości ich rozwój w początkowej fazie. Liczę, że firma postawiona na solidnym czy choćby wzmocnionym fundamencie, prężniej rozwinie się w przyszłości w solidne przedsiębiorstwo.

Prowadzę w tym celu dwa rodzaje aktywności. Doradztwo dla osób rozpoczynających działalność – za symboliczną złotówkę – to oddolna inicjatywa powstała w 2008 roku dzięki pomysłowi doradcy podatkowego Grzegorza Perlika. Z czasem ta forma promocji przedsiębiorczości straciła na znaczeniu i akcja została zawieszona, ale zdecydowałem się kontynuować ją samodzielnie. Obecnie podobną akcję prowadzę także w ramach Izby Doradców podatkowych, ale niestety efekt działań naszej korporacji zawodowej oceniam jako niewielki.

Ponieważ konsultacje skierowane są do osób rozpoczynających działalność, pytania dotyczą głównie spraw podstawowych: kwestii administracyjnych związanych z rejestracją firmy, podstawowych możliwości optymalizacji podatkowej poprzez dobór odpowiedniej formy prawnej działalności, wybór rodzaju opodatkowania, wybór VAT bądź zwolnienie zeń, możliwości zatrudnienia współpracowników czy kwestii związanych z ZUS.

Wydaje mi się być hańbą naszego systemu podatkowego, że dla początkujących przedsiębiorców te właśnie bazowe kwestie stają się problemami – czy wręcz barierami w ich rozwoju.

Czasami, bazując na doświadczeniu wyniesionym z obsługi innych firm podobnej branży, jestem w stanie doradzić też jakieś konkretne rozwiązania stricte biznesowe, czy odradzić posunięcia ryzykowne.

Drugą z aktywności są wykłady na rzecz organizacji propagujących przedsiębiorczość, jak opolska fundacja Zarabiaj na Pasji czy warszawski Youth Business Poland. Poczynając od spraw najprostszych: porównania wad i zalet prowadzenia działalności gospodarczej z pracą etatową, kwestii zakładania własnej firmy czy podstaw optymalizacji i prawa podatkowego. W czasie wykładów staram się być w jak najściślejszym kontakcie z osobami z sali i często rozwiązanie ich problemów wplatam jako praktyczne casusy do danego wykładu.

Napisałeś na swojej stronie: „Z trzech cech usługi, których nigdy nie da się połączyć (solidnie, sprawnie, tanio) z pełną świadomością oferujemy naszym klientom 2 pierwsze. Wiemy z doświadczenia, że koszt naszej usługi potrafi się zwrócić”. Dwa pytania w związku z tym. Dlaczego nie da się oferować usług, które łączyłyby w sobie wszystkie trzy wspomniane wyżej elementy? I drugie: jak bardzo zwraca się inwestycja w wasze usługi? Czy mógłbyś podać jakiś przykład?

Myślę, że odpowiedź na pierwsze pytanie zna każdy korzystający z usług czy świadczący je, szczególnie w przypadku branż charakteryzujących się dużą pracochłonnością i dalej – bazujących na pracy wykwalifikowanych specjalistów.

Specyfika pracy księgowego i jego asystentów, która stanowi gros kosztów prowadzenia rozliczeń podatkowych, polega na: żmudnej weryfikacji wstępnej dokumentów, często w kontakcie osobistym z klientem, dekretacji, sporządzeniu wydruków i deklaracji oraz wielokrotnym sprawdzaniu poprawności księgowań.

Warto zwrócić uwagę, że to, co laicy nazywają „księgowaniem”, czyli wprowadzanie dokumentów do komputera, to tylko ułamek niezbędnej do wykonania pracy.

Trudno spowodować znaczny spadek ceny takiej usługi poprzez oszczędności z tytułu wdrożenia nowych metod przetwarzania danych, zautomatyzowania produkcji, oszczędności czynników zewnętrznych: energia elektryczna, papier itp., gdyż stanowią one znikomy odsetek kosztów obsługi klienta.

Z tego względu najczęściej spotykaną metodą na obniżenie ceny świadczonej usługi bywa redukcja kosztów pracy ludzkiej, uzyskiwana zazwyczaj poprzez zatrudnienie pracowników posiadających niższe kwalifikacje zawodowe, ograniczenie bądź zupełne wyeliminowanie procedur kontrolnych i szkoleń personelu, czy zmniejszenie liczby pracowników, a co za tym idzie przydzielenie im zbyt dużych obciążeń związanych z wykonywaną pracą.

Pierwsze i drugie powoduje w bezpośredni sposób zmniejszenie jakości, solidności usługi, trzecie, odbijając się na solidności – poprzez zmęczenie – zaburza także sprawność, terminowość wykonywania usług. Jedną z podstawowych bolączek klientów biur rachunkowych jest nieterminowe otrzymywanie informacji o należnych podatkach czy odpowiedzi na pytania podatkowe.

Tworząc model biznesowy usługi, którą chciałem zaoferować klientom, przyjąłem jako priorytet jej najwyższą jakość i użytkowość dla klienta. Nie świadczę usług byle jakich czy wręcz poniżej poziomu bezpieczeństwa. Nie pozyskuję klientów, którym wszystko jedno, jak będą rozliczani, a tym bardziej nastawionych na niezgodne z prawem, agresywne optymalizacje, czy po prostu księgowanie kosztów z rękawa.

Taka usługa może powstać wyłącznie w oparciu o wysoką jakość szkolenia, tak mojego, jak i personelu, oraz gwarancje procedur bezpieczeństwa – po prostu nie da się tego uzyskać tanim kosztem.

Chciałbym, korzystając z okazji, zapytać o przejrzystość prawa. Ustawa Wilczka była wyjątkowo krótka i na swój sposób rewolucyjna. Wystarczy wspomnieć słynny zapis: „Podmioty gospodarcze mogą w ramach prowadzonej działalności gospodarczej dokonywać czynności i działań, które nie są przez prawo zabronione”. Czy w dzisiejszych czasach możliwy jest powrót do takiej prostoty? Czy jesteśmy skazani na poruszanie się w gąszczu przepisów?

Tym pytaniem wchodzimy chyba w politykę?

Możemy, ale nie musimy (śmiech).

Dla poszczególnych rządów, dochodzących do władzy – o dziwo – pod hasłami liberalnymi czy konserwatywnymi, bardzo szybko po objęciu władzy zmienia się perspektywa. Przekonują się, że podejście socjalistyczne – niestety oczekiwane przez większość społeczeństwa – daje im o wiele większe możliwości rządzenia, przy dbałości o prywatne interesy.

Ta dbałość to m.in. koszmarny rozrost administracji publicznej, w tym podatkowej, gwarantujący miejsca pracy dla „krewnych i znajomych królika” oraz tworzących z niczego elektorat wyborczy – ludzi wiedzących, że w normalnych warunkach ich miejsca pracy są zbędne dla funkcjonowania kraju.

Podkładką pod rozbudowę aparatu urzędniczego jest, niestety, rozdmuchiwanie ponad miarę przepisów prawnych. Im więcej obowiązków, kar, zezwoleń, pieczątek, tym większe pole do popisu w administracji.

Powrót do prostoty oznaczałby rezygnację z państwa urzędniczego, kojarzonego z kolei przez wyborców z państwem opiekuńczym. Wydaje mi się, że bez spektakularnego krachu socjalizmu, porównywalnego z tym z końca lat 80. w Polsce czy początku wspomnianej dekady w Wielkiej Brytanii, o powrocie do normalności raczej nie będzie mowy.

Rozumiem. Kontynuując niejako ten wątek: załóżmy, że jakimś cudem okazało się, że od jutra przepisy podatkowe ulegają drastycznemu skróceniu i uproszczeniu. Czy zawód doradcy podatkowego stałby się wówczas niepotrzebny? Czy uproszczenie przepisów spowodowałoby odpływ Twoich klientów?

Jeśli przepisy podatkowe napisaliby doradcy podatkowi, na dodatek nie dbając o swoje partykularne interesy, może tak (śmiech).

Problemem w tworzeniu przepisów jest fakt, że biorą się za to politycy przeświadczeni o swojej wszechwiedzy i nieomylności, nie dopuszczający do głosu fachowców z danej dziedziny, bądź politycy podatkowcy, specjalnie tworzący w przepisach pułapki, np. pewien pan profesor od VAT-u. Prędzej uwierzę w powstanie najkoszmarniejszego pod słońcem gniota podatkowego, a po nim – choć wydawało się, że już nie można – kolejnych, jeszcze gorszych, niż prostych i przejrzystych przepisów. Szczególnie w rzeczywistości, o której mówiliśmy przed chwilą – rozdmuchanych do nieskończoności potrzeb rządu, który – parafrazując słynne powiedzenie – głównie sam się, z naszych podatków, żywi.

Na dodatek uproszczenie podatków nie jest kwestią oczywistą. Coś, co laikowi, znającemu tylko własne potrzeby, a nie całe spektrum prowadzonych działalności, wydaje się oczywiste, w szczególnych przypadkach już proste i sprawiedliwe być nie musi.

Dla mnie, podatkowca, proste wydaje się prowadzenie gazety czy portalu internetowego, ot napisać kilka tekstów, skleić i fruu, poszło. Obawiam się, że gdybym się za to wziął, efekt byłby opłakany.

Wprowadzenie dziesięciny czy pogłównego, najprostszych z możliwych podatków, będzie zawsze rodziło zastrzeżenia, tworząc kasty niezadowolonych, pogłówne zadziała rewelacyjnie tylko, kiedy wszyscy będą ciężko pracować. Cóż z tego, skoro trzem czwartym z nas się nie chce? Dziesięcina jest sprawiedliwa dla przychodów z pracy, gdzie podobne i niewielkie są koszty uzyskania. W firmach one jednolite nie są.

Warto także zauważyć, że przepisy podatkowe mają na celu promowanie konkretnych, pożądanych zachowań, modelujących i rozwijających rynek. Przyjrzyjmy się modnemu ostatnio w dyskusjach podatkowi „dochodowemu od obrotu” – już sama nazwa budzi śmiech.

Będzie on z jednej strony prostym i minimalnym obciążeniem tzw. samozatrudnionych, czyli „przedsiębiorców” działających na gwarantowanych kontraktach B2B, nie zajmujących się pozyskiwaniem klientów, z zapewnioną przez zlecającego infrastrukturą biznesową typu biuro, komputer, samochód, a więc w praktyce nieponoszących żadnych kosztów. Płacąc od obrotu, zapłacą oni de facto ok. 1% od swojego dochodu.

W innej sytuacji zostanie postawiony przedsiębiorca z krwi i kości, któremu obrót w żadnym wypadku nie wpływa „do kieszeni”. Musi z niego pokryć koszt towaru, infrastrukturę, outsorcerów, pracowników itp. Przy rentowności 3–4% – całkiem sporej, jeśli mówimy o milionowych obrotach – podatek 1% od obrotu zabierze mu… 25–33% dochodu, a… to nie wszystko. W cenie towaru wliczony będzie także „dodatkowo” podatek producentów towaru czy podzespołów, dostawców infrastruktury, outsorcerów, a także pośredników, firm transportowych i wielu innych przedsiębiorców, zwielokrotniony w łańcuchu dostaw.

Z kolei przedsiębiorca ponoszący nakłady na inwestycje i ponoszący z tego powodu koszty wyższe od zysków zapłaci podatek „dochodowy” od… straty.

Takie działanie zniechęci przedsiębiorców do inwestycji, a tym bardziej do zakładania nowych firm. W dłuższym etapie znacznie ograniczy wolną konkurencję. Wypromuje oligopolistyczny rynek korporacyjny – po pierwsze ich będzie stać, po drugie ich dostawcy zagraniczni nie generują łańcucha kolejnych podatków 1% – w miejsce walczącego w Polsce od lat o przetrwanie rynku MiŚ przedsiębiorstw.

Przy tak pojętych „uproszczeniach” zawód doradcy podatkowego czekają z pewnością świetlane perspektywy, gdyż znaczna część małych i średnich przedsiębiorców w panice będzie rozpaczliwie próbowała się spod tych „genialnych” regulacji wydostać.

Proste podatki to podatki uwzględniające specyfikę każdego przedsiębiorcy i promowanie jednych zachowań, np. inwestycji, przed innymi, jak samozatrudnienie. Trudno będzie je uzyskać metodą jednej, wspólnej, nakazowej stawki.

Najprostszym i najbardziej sprawiedliwym rozwiązaniem jest pozostawienie, jak w chwili obecnej, kilku wariantów do wyboru. Ale specjaliście od architektury, informatyki, prawa, marketingu czy handlu nie opłaca się tym wyborem zaprzątać głowy. Przedsiębiorca po to zarabia pieniądze w swoim fachu, aby sprawy poboczne zostawić specjalistom. I tu wracamy do usługi doradcy podatkowego.

Dodatkowo, jeśli przepisy ulegną uproszczeniu, będą łatwe do jednolitej interpretacji, zostaną oderwane od widzimisię urzędniczego, tylko uprości to pracę doradców. Być może chętnych do skorzystania z usługi będzie mniej, ale będą to tylko ci przedsiębiorcy, którym naprawdę na takiej usłudze zależy, stać ich na nią i potrafią ją docenić. Klienci, którzy „nie chcą, ale muszą”, to zazwyczaj klienci najgorsi, i w żadnym wypadku ich odpływu nie będzie żal.

Przeczytałem, że od paru lat organizujecie konkurs na „Bezstresowego Klienta Roku”. Czy możesz powiedzieć coś więcej na ten temat?

Tak jak nasza firma doceniana jest przez klientów za „bezstresowość” świadczonych przez nią usług – referencje, nagrody, np. Złotówka Podatnika przyznana w 2007 przez Stowarzyszenie Podatników w Polsce, a także zwykłe czekoladki czy kwiaty dla pań księgowych – tak i my postaraliśmy się docenić tych klientów, z którymi w naszym subiektywnym odczuciu pracowało nam się w danym roku najlepiej.

Wprowadziliśmy dla nich parę… właściwie już paręnaście lat temu nagrodę, którą przyznajemy corocznie w dwóch kategoriach: księgi handlowe i księgowość uproszczona. Początkowo była to statuetka – z symbolem „różowych okularów” – w okresie przejściowym ozdobny kryształ, zaś obecnie – i chyba docelowo – pozłacany medal. Niektórzy klienci zostali laureatami już dwukrotnie, a rekordzista, jednocześnie pierwszy laureat konkursu, wygrywał trzykrotnie, co ciekawe tak się złożyło, że za każdym razem dostawał inny model nagrody.

W wewnętrznym konkursie nagradzamy też Bezstresową Księgową Roku.

Skoro nagradzacie klientów bezstresowych, to znaczy, że istnieją też klienci znajdujący się po drugiej stronie skali? Wyjątkowo… hmmm… niesforni? Jak sobie z nimi radzicie?

Niestety, nie wszyscy klienci są idealni, po prostu każdy z nas ma jakieś wady. Jeden „zapomni” przynieść dokumenty w terminie – co bardzo utrudnia naszą pracę, gdyż nas terminy skarbowe obowiązują – drugi odpowiednio je skompletować i opisać, a trzeciemu zdarzy się nie zapłacić na czas.

Tak jak każda firma staramy się takim praktykom przeciwdziałać, zarówno marchewką (rabaty za terminowość), jak i kijem (utrata rabatów, rozmowy motywujące).

Regularnie stosujemy też monitoring wierzytelności, choć początki były trudne – współpraca z liderem rynku w tym zakresie okazała się dla nas koszmarem. Znana zapewne większości czytelników ogólnopolska korporacja całość prac przerzucała na nas, często odpuszczała monitoring, zapłacony przez nas z góry, po to, aby wierzytelność trafiła do – powtórnie płatnej – windykacji, czy też obciążała nas za niewykonane czynności. Obecnie w monitoringu pomaga nam mała, acz sprawna kancelaria prawna, a niespłacone wierzytelności wahają się od kilku do maksymalnie kilkunastu procent i stale maleją.

W przypadkach skrajnych klientów, z którymi po prostu nie da rady się dogadać, rezygnujemy z ich obsługi. To dużo lepsze rozwiązanie niż tracenie czasu na notoryczne upominanie i poprawianie. Ten sam czas można spożytkować na obsługę dwukrotnie większej liczby klientów uporządkowanych.

Mam teraz pytanie dotyczące rozwoju firmy. Jednym z waszych pomysłów jest „antyradar podatkowy”. Na czym to polega? Czy dzięki temu zyskałeś nowych klientów?

Obowiązujący w naszym kraju Kodeks Karny Skarbowy przewiduje drastyczne kary za przestępstwa i wykroczenia skarbowe, chociażby za, bliżej niezdefiniowane, „wystawienie faktury w sposób wadliwy”, czy też sporządzenie błędnej listy płac (pobranie podatku w zaniżonej kwocie).

Wykroczeniem skarbowym jest także, nawet nieumyślny, brak nadzoru zarządu czy właściciela nad przestrzeganiem reguł podatkowych. Nakładają się na to wielość, często sprzecznych ze sobą, interpretacji i wykładni przepisów podatkowych oraz zupełna uznaniowość w ocenie faktów i dowodów przez urzędników skarbowych przeprowadzających kontrolę.

W działach księgowych firm często pojawiają się nie tylko błędy, ale i zwykły bałagan księgowy. Nie zmienia tego fakt, że są one w znacznej mierze obsługiwane także przez biura rachunkowe. Aby zabezpieczyć interesy przedsiębiorców, proponujemy im usługę audytu o trochę innym profilu niż audyt biegłego rewidenta, nastawionego bardziej na ryzyko skarbowe niż na sprawdzenie poprawności finansowej firmy. Nazywamy to „antyradarem podatkowym”.

Staramy się rozpoznać zagrożenia, zanim firmę namierzy urząd skarbowy. Usługa z założenia jest jednorazowa i niezależna od pozostałych świadczonych przez naszą Grupę Księgową, choć może być – a może i powinna być – powtarzana w regularnych odstępach czasu bądź, dla sprawdzenia, około rok po zmianie obsługi księgowej. Wykonujemy ją dla firm na terenie całego kraju, a usług księgowych, poza wyjątkowymi przypadkami, nie świadczymy na odległość.

Zdarzają się oczywiście przedsiębiorcy chcący w wyniku przeprowadzonego audytu, podjąć z nami stałą współpracę – często ci, którzy są mocno zaskoczeni jego wynikiem. Ale bywa także odwrotnie – audytujemy poprzednie lata klientów przechodzących z bieżącą księgowością pod nasze skrzydła.

Przy okazji – propozycja najprostszego testu kontrolnego. Wystarczy poprosić obsługujące Was biuro rachunkowe o przekazanie w ciągu 7 dni całości dokumentacji księgowej za dany rok podatkowy – najlepiej po upływie kilku miesięcy – motywując to na przykład żądaniem banku związanym z ubieganiem się o kredyt.

Reakcja outsorcera na samą prośbę – przyjęcie terminu lub od razu ociąganie się – oraz wykonanie bądź nie zadania w terminie, a także czytelność przekazanej dokumentacji – na przykład ułożenie w segregatorach, numery porządkowe, komplet wydruków, podsumowania – są ważną informacją dotyczącą poziomu prowadzonej księgowości.

Poprawnie prowadzona, uporządkowana dokumentacja winna być do wglądu w każdej chwili, a 7 dni to jednocześnie termin, w jakim musielibyście przygotować ją dla US w celu przeprowadzenia kontroli. Test jest niezależny od kontroli wartości merytorycznej usługi, jednak przy oblaniu przez outsorcera wskazuje na pilną potrzebę audytu.

Mówiłeś o tym częściowo już wcześniej, ale chciałbym podrążyć ten temat. Jak daleko mogą sięgać kompetencje doradcy podatkowego? Czy może on się stać kimś w rodzaju doradcy biznesowego dla swojego klienta?

Jak wspominaliśmy na początku, zawód doradcy podatkowego jest zawodem podwójnym. Wykonują go zarówno prawnicy, jak i ekonomiści. Jakkolwiek zazwyczaj mamy tu do czynienia ze specjalizacją w konkretnym kierunku, to jednak ważna jest też pewna uniwersalność, połączenie wiedzy prawnopodatkowej ze znajomością reguł finansowych prowadzenia biznesu. W szczególności ekonomiści, z natury swego wykształcenia, jak i z faktu nastawienia na ciągłość obsługi klienta, są bliżsi doradztwa biznesowego, które wcześniej nazwaliśmy funkcją „dyrektora finansowego” w MiŚ firmach.

W obszarze kompetencji tego typu doradcy mieszczą się wszelkie zagadnienia związane z działalnością przedsiębiorstw, mające wpływ na powstanie i realizowanie obowiązków podatkowych – a więc także rozwój biznesu, maksymalizację jego zysków i bezpieczeństwo. Żeby mówić o podatkach, trzeba najpierw osiągnąć zyski, a później obronić je przed pazernością urzędów skarbowych i atakami konkurencji.

Dodatkowym atutem doradcy podatkowego we wsparciu biznesowym klienta jest jego doświadczenie wyniesione z obsługi innych przedsiębiorców. Angażując się w sprawy swoich klientów, analizując ich sytuację ekonomiczną i powstające problemy, szukając optymalnych rozwiązań podatkowych i gospodarczych, doradca prowadzi naraz kilkaset firm.

To doświadczenie – niemożliwe do zdobycia przez zwykłego, etatowego dyrektora finansowego, który może działać naraz tylko dla jednego podmiotu – procentuje przy obsłudze kolejnych klientów Kancelarii.

Jestem freelancerem, więc ostatnie pytanie będzie z mojego podwórka (śmiech). Otóż bardzo często freelancerzy narzekają na to, że kiedy upominają się o zaległe przelewy, dostają informację, że „księgowa jest na urlopie”. Czy to prawda, że księgowe notorycznie się urlopują? Czy to po prostu wymówka nieuczciwych kontrahentów?

Może być wymówką, ale… problem nie dotyczy wyłącznie przelewów. Podobne kłopoty z dostarczeniem dokumentacji księgowej w jakimkolwiek rozsądnym terminie obserwuję przy prowadzeniu audytów czy przejmowaniu klientów od innych biur. Tu już przedsiębiorca jest żywotnie zainteresowany sprawnym działaniem. Tak więc poruszyłeś bardzo ważny temat, będący zaczątkiem odrębnej, bardzo długiej dyskusji na temat solidności prowadzenia usług księgowych, wart odrębnego omówienia.

Mówiąc pokrótce, rynek księgowości, jak niestety wiele innych rynków usługowych, działa na wstecznym biegu, przyjmując model walki o klienta poprzez konkurencję cenową, z wynikającym z niej całkowitym odpuszczeniem konkurencji jakościowej, o czym wspominałem, analizując kwestie zależności pomiędzy solidnością a ceną usługi.

Większość klientów świadomie wybiera księgowość tanią i, ujmując rzecz brutalnie, dostaje to, za co płaci: nierzetelność, nieterminowość, brak kontaktu z księgową, niską jakość usług, całkowity brak lub – co gorsza – niefachowość doradztwa. Czy ma o tym zakomunikować klientowi, upominającemu się o przelew, korektę czy jakiekolwiek inne dokumenty? Wybierają więc wersję o urlopie.

Specjalnie użyłem słowa „świadomie” względem obu członów wypowiedzi, choć z pewnością usłyszę głosy, że tego drugiego, dotyczącego niskiej jakości za marne pieniądze, przedsiębiorcy świadomi nie są. Czy aby na pewno? Czy w naszym przypadku marnie opłacona usługa nie wyglądałaby podobnie? Może tylko być świadomi nie chcą?

Rozmawiał: Maciej Wojtas
Maciej Wojtas

Zawodowy copywriter. Specjalizuje się w prowadzeniu mistrzowskich blogów firmowych. Tworzy porywające historie, które zamieniają zwykłych internautów w regularnych klientów. Autor nagradzanego bloga www.maciejwojtas.pl