Marketing

3 najbardziej zakręcone kampanie marketingowe, które zadziałały

Paulina Pietrzak-Jaworska

Spójrzmy prawdzie w oczy – „dziwny” nie jest słowem, którym chciałbyś opisywać swój biznes. Chyba że masz na myśli marketing. Tutaj wszystko jest dozwolone, a historia zna wiele przypadków, kiedy najbardziej szalone kampanie wygenerowały zyski, których tradycyjna reklama nie była w stanie osiągnąć (lub robiła to z wielką trudnością). I o takich kampaniach chcę dziś poopowiadać.

Przeczytaj, a zrozumiesz lepiej:

  • w jaki sposób działa prankvertising,
  • do czego może posłużyć reklama Ikei,
  • jaka kampania zaangażowała Billa Gatesa.


Zacznijmy od tego, że niestandardowy marketing ma wielką moc. Moc inspirowania, edukowania i przyciągania klientów – pod warunkiem, że w międzyczasie marka nie zaliczy jakiejś poważnej wtopy, która poważnie nadszarpnie jej wizerunek. Mam tu na myśli akcje promocyjne pokroju historii plastikowych butelek, które Coca-Cola przesłała influencerom. Ale o tym kiedy indziej.

Ciekawe kampanie marketingowe

Wracając do tematu – za chwilę pokażę Ci 3 kampanie, które według mnie zmieniły oblicze marketingu. Jedna z nich jest potwierdzeniem teorii, że „oryginalne” wcale nie musi znaczyć „drogie”. Dwie – wręcz przeciwnie. Wszystkie łączy to, że mogą zainspirować Cię do spojrzenia na swoją firmę z zupełnie innej, nieco mniej oczywistej perspektywy. Gotowy na wywrócenie Twojego świata do góry nogami?

(Poniżej ciąg dalszy artykułu...)

Ikea – nietypowa kampania marketingowa

Nie byłabym sobą, gdybym nie zaczęła od ulubionego sklepu mojego pokolenia.

Ikea to mekka millenialsów i miejsce, w którym młode małżeństwa odkrywają, jak wiele drobiazgów może ich poróżnić. To też niekwestionowany król nietypowych kampanii reklamowych i real-time marketingu. Dziś skupię się na tych pierwszych, a właściwie na jednej – tej najbardziej szalonej.

W 2018 roku gigant meblarski opublikował na łamach szwedzkiego magazynu „Amelia” reklamę łóżeczka. I nie byłoby w niej nic dziwnego, gdyby nie jeden drobny szczegół. Reklama mogła zostać wykorzystana jako… test ciążowy. Dosłownie – wystarczyło tylko umieścić próbkę moczu w specjalnie do tego przeznaczonej części strony. Pozytywny wynik odkrywał dodatkową zniżkę na dziecięcy mebel. Z kartą Ikea Family, oczywiście.

Efekty reklamy przerosły najśmielsze oczekiwania jej twórców. Według serwisu designyourtrust.com:

  • kampanii poświęcono ok. 1700 publikacji na całym świecie,
  • jej zasięg online wyniósł ponad 4 miliardy wyświetleń.

I mimo że jej koszt pozostaje słodką tajemnicą agencji Åkestam Holst, śmiem twierdzić, że 12 milionów (!!!) dolarów, które zarobiła, to równie imponujący zwrot z inwestycji. A skoro już rozmawiamy o ROI…

Carrie – prankvertising w czystej postaci

Wyobraź sobie, że siedzisz w ulubionej kawiarni. W powietrzu unosi się zapach świeżo palonych ziaren, gdzieś w oddali głosy klientów przeplatają się z jazzowym hitem z lat 30., a Ty zamyślony obserwujesz przelewający się chodnikiem tłum. I nagle BUM!

Dziewczyna siedząca przy sąsiednim stoliku jednym ruchem ręki odsuwa najbliższe krzesła. Potem kolejne BUM – samym tylko spojrzeniem zrzuca książki ze stojącej pod ścianą półki. Dookoła Ciebie narasta panika. Większość klientów, z Tobą na czele, próbuje uciekać – ci odważniejsi streamują całe wydarzenie z nadzieją, że nagranie przyniesie im sławę. I nagle trzecie BUM!

Daliście się wkręcić w prankvertising.

Reklamy kręcone przy udziale niczego niespodziewającej się widowni były w 2013 roku czymś w rodzaju Beyoncé marketingu – bombardowały nas na każdym kroku i nie było chyba w branży osoby, która nie byłaby pod ich wrażeniem. Nic dziwnego – opisywana przeze mnie przed chwilą kampania promocyjna filmu „Carrie” przyniosła jej twórcom wyniki, których nie powstydziłaby się nawet żona Jaya-Z. Według serwisu digitalsynopsis.com w ciągu zaledwie jednego dnia reklama:

  • zdobyła 3 miliony wyświetleń na Youtubie,
  • została udostępniona ponad 250 tysięcy razy na Facebooku,
  • zanotowała ponad 11 tysięcy wzmianek na Twitterze.

Sądzisz, że to wyniki warte każdego budżetu? Za chwilę udowodnię Ci, że podobne zasięgi jesteś w stanie zdobyć nawet bez wielkich nakładów finansowych. Żebym mogła ci to unaocznić, przenieśmy się na chwilę w czasie. Konkretnie do wakacji 2014 roku.

ALS Ice Bucket Challenge – charytatywny viral

Nawet jeśli nie posiadasz konta na Facebooku, to na pewno pamiętasz ALS Ice Bucket Challenge. 5 lat temu nie było na świecie osoby, która nie widziałaby choćby jednego filmu z kimś, kto polewa się lodowatą wodą. Wszystko w imię zwiększenia świadomości na temat stwardnienia zanikowego bocznego – schorzenia znanego pod skrótem ALS.

Fenomen akcji polegał na zaangażowaniu. Pierwsze wiadro napełnił Corey Griffin – amerykański przedsiębiorca, którego przyjaciel od lat zmaga się z chorobą. Później wodą polewali się prawie wszyscy, z Billem Gatesem i Oprah na czele. Świat poczuł się zjednoczony we wspólnym działaniu – w końcu mieliśmy wspólną sprawę, o którą mogliśmy walczyć. I to sprawiło, że każdy z nas chciał choćby w najmniejszym stopniu stać się częścią tego pięknego zjawiska.

Dzięki kampanii zaczęliśmy rozmawiać o ALS, a sama tylko fundacja ALSA zebrała do września 2014 roku 104 miliony dolarów. Jak na tym tle prezentowały się wyniki „marketingowe”? Równie imponująco – według portalu bbc.com:

  • na Facebooku pojawiło się ponad 2 miliony filmów otagowanych hasłem #IceBucketChallenge,
  • Instagram zanotował upload ponad 3 milionów nagrań z tagiem #IceBucketChallenge – najpopularniejsze z nich należało do Justina Biebera (milion polubień).

I pewnie zastanawiasz się, co charytatywny viral robi w towarzystwie komercyjnych produkcji, o których wcześniej wspomniałam. Otóż pokazuje, że największe zasięgi nie są zarezerwowane wyłącznie dla największych budżetów. Wystarczy tylko niestandardowy pomysł i element zaangażowania.

Kampanie marketingowe – od szalonych pomysłów do szalonych zysków

Dlaczego właśnie takie kampanie marketingowe chwytają? Odpowiedź jest prosta.

Każdego dnia internet zalewa fala danych wielkości 2,5 kwintyliona bajtów (według portalu forbes.com). Nic więc dziwnego, że Twoi klienci nauczyli się wybierać spośród nich wyłącznie te najbardziej wartościowe (nawet jeśli mają z tym kłopot, to z pomocą przychodzi im Adblock i pliki cookies).

Żeby wyróżnić się w tym oceanie treści, musisz postawić na coś, co da zdecydowanie więcej – zupełnie jak autorzy opisywanych dziś kampanii. Bądźmy szczerzy – każde nowe polubienie, udostępnienie i komentarz idzie w parze ze wzrostem świadomości Twojej marki. A od tego już tylko krok do sprzedaży.

Pobierz Strategiczną Kartę Wyróżnienia

7 pomysłów na to, jak znaleźć to, co Cię wyróżnia

skw_min_prosta
Zapisując się na kurs, wyrażam zgodę na otrzymywanie newslettera i informacji handlowych od Coraz Lepszej Firmy.
Mogę cofnąć zgodę w każdej chwili. Dane będą przetwarzane do czasu cofnięcia zgody.
Paulina Pietrzak-Jaworska

Specjalista w dziedzinie content marketingu i mediów społecznościowych. Na co dzień opiekuje się Fanpage’em Coraz Lepszej Firmy i wirtualnymi społecznościami Coraz Lepszej Firmy oraz wspiera rozwój bloga.